Šárka już nie rysuje tabelek

Urszula Rogólska

publikacja 21.09.2016 06:00

– Kupiłam sobie Biblię. Nie po to, żeby lepiej poznać Boga, oj nie. Po to, żeby udowodnić Wojtkowi, że to wszystko jest jednym kłamstwem, którym on dał się omamić – opowiada Šárka. – Byłam przekonana, że mi się uda go „wyprostować”.

Šárka i Wojtek Soleccy ze swoimi dziećmi: Markiem, Anią i Filipkiem. little feet studio, m. hałat Šárka i Wojtek Soleccy ze swoimi dziećmi: Markiem, Anią i Filipkiem.

BuggyGym – fitness dla mam z dziećmi w wózkach od wiosny ubiegłego roku zawojował już niemal całą Polskę i kilka miejscowości w Europie. Zaczęło się w Bielsku-Białej i Cieszynie, gdzie Šárka, Czeszka z Pragi, razem ze swoimi polskimi przyjaciółkami – podobnie jak ona: młodymi mamami – zadecydowała: „Dość klachania przy kawie!” i zaprosiła dziewczyny do popularnych w Czechach, Anglii i Stanach Zjednoczonych zajęć sportowo-rekreacyjnych na wolnym powietrzu dla mam spacerujących z dziećmi w wózkach.

Kiedy spotkałyśmy się na jednych z pierwszych zajęć w Bielsku, Šárka wyznała: – Na zajęciach rozmawiamy o wszystkim. Ufam, że kiedyś też padną pytania o sprawy najważniejsze, o Pana Boga…

Ona sama – tak na serio – te pytania zaczęła sobie zadawać jakieś 8 lat temu. Chrzest przyjęła… siedem lat temu.

Ona, on i Brazylia

– Nie czułam w życiu żadnej pustki – opowiada Šárka. – Bardzo lubię być wśród ludzi, przyjaciół nigdy mi nie brakowało. Moją wielką pasją był sport, zwłaszcza curling, w którym udało mi się zdobyć mistrzostwo Czech. Drugą – studia na medycynie. Wciąż stawiałam sobie nowe cele, budowałam nowe plany. Nie brakowało mi wytrwałości i ambicji, by je zrealizować. Dużo podróżowałam, zwiedziłam Europę, Azję, Amerykę Południową. Czasem tylko przychodziła myśl, że kiedyś będę staruszką, takie cele się skończą, co wtedy…?

Była na piątym roku studiów, kiedy pojechała na miesiąc na staż do Brazylii. Obcokrajowców było tam niewielu. Ale był on – Wojtek Solecki, student medycyny z Polski, z Bielska-Białej.

– Niewiele się tam działo i niewiele mnie ciekawiło. Niewiele z wyjątkiem Wojtka! Wszystko mnie w nim fascynowało, z wyjątkiem jednego. Okazało się, że jest wierzący. Irytowało mnie to. Jestem z Pragi, tej naprawdę ateistycznej. W głowie funkcjonował mi taki stereotyp, że wierząca dziewczyna, to dziewczyna nie dbająca o siebie, z brzydkimi włosami, byle jak ubrana, taka cicha mysz bez ambicji. Nie chciałam taka być. Wojtek mówił takie dziwne rzeczy – że Jezus mnie kocha – chodził do kościoła. Chodziłam z nim, bo – po pierwsze chciałam być z nim, a po drugie i tak nie miałam co robić.

W Brazylii była po raz drugi w życiu na Mszy. – Atmosfera na Mszy była bardzo wesoła – ludzie klaskali, tańczyli. Ale nie miało to dla mnie znaczenia – opowiada. – Potraktowałam to jako rozrywkę, coś nowego.

Kupiłam Biblię

– Wróciłam do domu, do Pragi. Kupiłam sobie Biblię. Nie po to, żeby lepiej poznać Boga, oj nie. Po to, żeby udowodnić Wojtkowi, że to wszystko jest jednym kłamstwem, którym on, taki mądry, inteligentny i przystojny mężczyzna dał się omamić – opowiada Šárka. – Byłam przekonana, że mi się uda go „wyprostować” i „nawrócić” na ateizm. Potrzebowałam tylko zdobyć odpowiednią wiedzę. Wojtek nie potrafił odpowiedzieć na wiele moich pytań. Czułam, że jestem na dobrej drodze…

Pismo Święte zaczęła czytać od Ewangelii – tak jej poradził Wojtek. Regularnie przychodziła na spotkania akademickie, prowadzone przez ks. Tomasza Halika przy praskiej katedrze. W Internecie szukała argumentów do dyskusji z Wojtkiem.

– Lubię sobie swoją wiedzę uporządkować, więc zrobiłam taką tabelkę – z jednej strony wpisywałam wszystkie argumenty „za”, z drugiej „przeciw” istnieniu Boga. Po trzech miesiącach wyszło mi pół na pół. Przypomnę, że zaczynałam od zera, więc po stronie „za” już był duży postęp – śmieje się Šárka. – Poważnym argumentem dla mnie był fragment z Dziejów Apostolskich o Zesłaniu Ducha Świętego – jak to możliwe, że ludzie, którzy byli tak przerażeni, zagubieni, w jednej chwili zyskują taką odwagę i idą głosić Jezusa? To, co mnie jeszcze zaintrygowało, to fakt, że po tylu latach od tego wydarzenia, chrześcijaństwo rozprzestrzeniło się na cały świat, że ludzie różnych kultur naprawdę w to wierzą!

Jak wspomina Šárka: – Czytałam dużo Pascala. I wtedy trafiłam na jego „zakład”.  Postanowiłam dać Bogu szansę, tak racjonalnie – jeśli jesteś, to coś ze mną zrób…

Zaczęłam płakać

Šárka postanowiła, że będzie otwarta. Co weekend odwiedzali się z Wojtkiem w Polsce lub w Czechach. – Zależało nam na sobie nawzajem, ale były kłótnie o to, co najistotniejsze. Wiedzieliśmy, że tego nie przeskoczymy… – opowiada.

W wigilię Zesłania Ducha Świętego, Wojtek zabrał Šárkę na czuwanie, które w kościele św. Maksymiliana w bielskich Aleksandrowicach prowadzili jego przyjaciele we Wspólnoty Przymierza „Miasto na Górze”. – W naszych rozmowach nie doszliśmy dotąd do tego, że istnieje ktoś taki jak Duch Święty – to było dla mnie jeszcze zdecydowanie za daleko – śmieje się Šárka. – W trakcie spotkania Wojtek mi powiedział, że będzie taki moment, kiedy można podejść do przodu, że się ktoś nade mną pomodli. Byłam przerażona. Pytałam, czy muszę wyjść? Na szczęście okazało się, że nie muszę. Siedziałam spokojnie, kiedy nagle poczułam ogromne pragnienie, żeby wyjść z ławki. Poszłam do przodu. Wojtek był mocno zdziwiony. Uklękłam i nie wiedziałam czego się spodziewać. Wiedziałam tylko, że powinnam… I wtedy zostałam napełniona Duchem Świętym, o którego istnieniu nawet nie wiedziałam. Fizycznie poczułam obecność Boga. Bałam się, ze dostanę zawału! Było mi gorąco, czułam ból w klatce, ale nic złego się nie działo. Zaczęłam płakać. Osoba, która się modliła, wypowiadała słowa w obcym języku, którego nie znałam, ale wiedziałam co one znaczą. Zaczęłam powtarzać: „Jezus jest Królem”… Wróciłam do ławki i nie byłam w stanie powiedzieć słowa przez kilka godzin. Przez kilka kolejnych dni przeżywałam tę chwilę. Przestałam robić te moje tabelki. To był dar wiary. Spotkałam Boga i nie musiałam się już zastanawiać czy On jest. Powiedziałam Wojtkowi, że miał rację…

Po tamtym wieczorze wcale nie było łatwiej. – Bałam się, czego Bóg teraz będzie ode mnie chciał. Myślałam: czy ja nie powinnam iść teraz do zakonu? Byłam pewna, że muszę porzucić moje wcześniejsze życie. To nie było życie złe. Ale teraz dostrzegłam w jakiej pustce żyłam. Tę pustkę wypełniały różne aktywności… To jest chyba problem wielu ludzi dzisiaj – mamy tyle zajęć, że nie czujemy, jak wielką pustkę nimi zapychamy.

To jest moje

Šárka mówi, że tak naprawdę jej życie niewiele się zmieniło. – Podstawowa zmiana to taka, że zaczęłam się modlić – rozmawiać z Bogiem tak, jak się rozmawia z żywą osobą. W Czeskim Cieszynie zaczęłam chodzić na spotkania przygotowujące do Chrztu. Pół roku po moim nawróceniu zostałam ochrzczona, kolejne dwa tygodnie później wyszłam za Wojtka, wstąpiłam do Wspólnoty i… rok później zaczęłam razem z nim prowadzić kursy Alpha. Nie najlepiej się czułam – bardzo mi brakowało podstawowej wiedzy. Na kursie uczyłam się wszystkiego od podstaw. W Czechach nie mamy religii w szkole. Odkryciem było dla mnie nawet to, że w kościele jest coś takiego jak kolory odpowiadające okresom liturgicznym.

Na początku miałam wrażenie, że ja nie mogę innym mówić o Bogu, bo tak naprawdę nic o Nim nie wiem. Spotkałam Go, ale nic nie wiem o chrześcijaństwie, o Biblii, której wtedy jeszcze nie przeczytałam. Miałam wrażenie, że nie jestem tą odpowiednia osobą, żeby kogoś „nawracać”, że muszę poczekać aż się nauczę. Ale z czasem zrozumiałam, że tu nie o wiedzę chodzi. Ja muszę mówić o tym, co mnie spotkało. Ludzie nie oczekują wiedzy – choć dobrze jest ja mieć – ale najważniejsze jest moje doświadczenie spotkania z Bogiem. Tego nikt nie podważy: możesz mi wierzyć, albo nie, ale to jest moje, prawdziwe, autentyczne.

Miałam szczęście

Czescy przyjaciele Šárki, podobnie jak najbliższa rodzina, nie byli zachwyceni jej decyzją. Bardzo lubili Wojtka, ale nie potrafili zaakceptować tego, że tak bezpośrednio mówi o swojej wierze. – Niewierzący Czesi są przekonani, że chrześcijaństwo, to wielkie kłamstwo, że świadczy o tym historia, wojny religijne, konflikty. Bóg nie istnieje, skoro Jego wyznawcy tak się zachowują. Nie znają wierzących. Z kolei według moich najbliższych, żyjemy z Wojtkiem bardzo konserwatywnie, że dzisiejszy świat tak nie żyje. A my po prostu staramy się żyć – według nas – normalnie…

Duże wsparcie miała w rodzinie Wojtka. – Nigdy od nich nie usłyszałam, że powinnam się nawrócić, nie było nawet takiej sugestii. Są bardzo zdecydowani w swojej wierze, ale podchodzili do mojej postawy z ogromnym szacunkiem. Wojtkowi też nigdy nie powiedzieli, żeby mnie zostawił, ale wszyscy modlili się za mnie. Miałam szczęście, że trafiłam na takich ludzi…

Jak mówi Šárka, dopiero teraz odczuwa głód Pana Boga. – Mam bardziej wyczulone sumienie. Kiedy zrobię coś złego, to nie mogę ze sobą wytrzymać i przychodzi wielkie pragnienie natychmiastowej naprawy. Jestem bardziej uczciwa wobec siebie.  Zaczęłam wszystkich lubić, dostrzegam wiele dobroci innych ludzi. Jest bardzo mało osób, które mnie drażnią. Przebaczyłam wielu osobom trudne sytuacje. Wiem, że sama z siebie bym tego nie potrafiła zrobić.

Dziś już nie pytam

Šárka i Wojtek uczestniczyli razem w przygotowaniu dziewięciu kursów Alpha dla wszystkich. Współorganizowała także specjalne edycje dla mam małych dzieci, związanych z grupami BuggyGym. Jako mama Marka, Ani i Filipka doskonale wie jak ważne jest „wyciąganie” młodych mam z domu.

Dziś wiele uczestniczek fitnessowych zajęć łączy już nie tylko troska o kondycję ciała po ciąży. Przeżyły już także coś więcej.

– Nie każda osoba, która kończy kurs Alpha przeżywa swoje nawrócenie, nie każda szuka wspólnoty, w której chce wzrastać, ale tak naprawdę nie znamy drogi, jaką Pan Bóg ma wobec niej.

Šárka mówi, że ewangelizacja i świadectwo towarzyszą jej sercu w czasie różnorakich przedsięwzięć i kampanii prowadzonych przez stowarzyszenie  „BuggyGym”. – Dołączają do nas rodzice o bardzo różnym światopoglądzie. Pomysł buggygym trafia na podatny grunt. Takim fitnessem interesują się mamy i ojcowie z bardzo różnych środowisk. Także z takich, w jakich wychowywałam się w Czechach. Nikomu nie narzucam mojego, ale też nie unikam rozmów, kiedy padają pytania o moje życie. Kiedyś zastanawiałam się, czemu z moimi pasjami – a jest nią też sport i buggygym – trafiam do środowisk, które gdzieś zgubiły swoją drogę do Pana Boga, albo w ogóle na nią nie trafiły. Dziś już nie zadaję takich pytań ­– uśmiecha się Šárka.

Już wkrótce wraz z przyjaciółmi ze stowarzyszenia rozpoczyna nową, ogólnopolską kampanię społeczną. Tym razem poświęconą problemowi wielu kobiet Polsce – nietrzymaniu moczu. – Kampania nosi nazwę „Co trzecia”, dlatego, że co trzecia kobieta cierpi na dysfunkcję mięśni dna miednicy. Z gronem specjalistów chcemy pomóc tym kobietom, podpowiedzieć jak prawidłowe ćwiczenia gimnastyczne mogą problemom zapobiec. Wśród naszych ambasadorek jest m.in. aktorka Paulina Holtz.

O szczegółach kampanii będziemy informować.

TAGI: