Misje w Polsce?

ks. Witold Lesner; GN 2/2011 Zielona Góra

publikacja 26.01.2012 06:40

Zrodziło się w ich sercach pragnienie głoszenia Chrystusa. Przygotowali się do posługi na Ukrainie w Szkole Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji Świętej Maryi z Nazaretu Matki Kościoła. Od grudnia zamieszkali w Głogowie. – Jesteśmy misjonarzami – mówią o sobie.

Misje w Polsce?   ks. Witold Lesner/ GN Ewelina, Joanna, Justyna i Grzegorz (na zdjęciu od lewej) Rok dla Jezusa potraktowali poważnie. Nawet Boże Narodzenie przeżywali w swojej małej misyjnej wspólnocie. Jezus „rzekł do nich: »Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi«. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za nim”. Czy w XXI wieku można żyć dosłownie słowami Pisma Świętego, które napisano dwa tysiące lat temu? Można. Joanna, Ewelina, Justyna i Grzegorz wyraźnie usłyszeli słowa Jezusa i na nie odpowiedzieli. Postanowili przeżyć cały rok we wspólnocie ewangelizacyjnej.

Zostawić pracę, by iść za Nim
Zaryzykowali. Zwolnili się z pracy lub wzięli roczny bezpłatny urlop i żyją dla Jezusa. – Pracuję w firmie rodzinnej, więc moja decyzja zostawienia na rok pracy zawodowej nie była aż tak trudna. Mam w perspektywie powrót – mówi Joanna Krawiec z Zielonej Góry. – Dla mnie większym wyzwaniem jest choroba. Zwykle dwa miesiące w roku spędzam w szpitalu i jestem pod stałą opieką lekarską. W związku z tym decydując się na rok misji, miałam spore obawy. Jednak, gdy pytałam w sercu Jezusa czy faktycznie tego chce, rodziły się słowa „wypłyń na głębię” oraz „nie bój się”. I zaufałam… – zwierza się zielonogórzanka.

– Wcześniej pracowałem jako frezer, a dwa lata temu ukończyłem kurs motorniczego i jeździłem tramwajem – mówi Grzegorz Łyskawa, 45-latek z Wrocławia. – Polubiłem tę pracę, ale zostawiłem ją. Wziąłem bezpłatny, roczny urlop, ale nie wiem, czy będę mógł wrócić – dodaje. – Mam jednak duży pokój w sercu i nie martwię się tym, co będzie za rok. Chcę spełnić swoje powołanie, by potem nie żałować, że dbałem tylko o siebie, że nic nie zrobiłem dla Boga i zbawienia innych – wyjaśnia wrocławianin.

Również Ewelina Kryszyłowicz z Poznania zrezygnowała z pracy, która sprawiała jej satysfakcję. – Zaraz po studiach zaczęłam pracować jako pedagog w szkole specjalnej. Zobaczyłam, że praca z niepełnosprawnymi sprawia mi dużo radości, ale już od dawna w sercu nosiłam pragnienie misyjne, więc postanowiłam się zwolnić – śmieje się Ewelina. – Mam w szkole głęboko wierzącego dyrektora, który powiedział mi, że szanuje moją decyzję i po roku przyjmie mnie z powrotem. Więc może uda się wrócić – dodaje poznanianka.

Nieco inną sytuację miała Justyna Skrzek z Głogowa. – Wcześniej już byłam na misjach na Wschodzie, w Kazachstanie, ale musiałam wrócić ze względu na stan zdrowia. Ta forma misji w Polsce jest trochę inna, ale cieszę się, że chociaż w ten sposób mogę posługiwać – wyjaśnia głogowianka. Jako jedyna z czwórki skończyła Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie, gdzie przygotowuje się większość wyjeżdżających na misje osób.

Zaczęło się na Ukrainie
Wszyscy zostawili swoje zwyczajne życie, by rok swojego życia przeżyć inaczej. Taką możliwość dała im Szkoła Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji Świętej Maryi z Nazaretu Matki Kościoła. Założył ją 13 lat temu kapucyn o. Piotr Kurkiewicz. – Nie jest to nowa grupa czy wspólnota w Kościele, ale miejsce, w którym różne osoby mogą rozbudzić i ożywić swoje życie duchowe – wyjaśnia br. Przemysław Tomas OFMCap, który prowadzi filię Szkoły w Nowej Soli przy kościele św. Antoniego. – Szkoła jest ruchem formacyjnym, który ma przygotowywać świeckich katolików do bycia animatorami w parafii, ale nie tylko. Jest to ruch, który chce łączyć wszelkie środowiska, dlatego oprócz chrześcijan wyznania rzymskokatolickiego są w niej grekokatolicy, protestanci oraz prawosławni – mówi kapucyn.

Misje w Polsce?   GN 30 listopada 2011 r. II edycję szkoły misyjnej „ukończyło” ponad 30 osób z Czech, Litwy, Polski, Ukrainy, Łotwy i Rosji. Wszechstronna formacja Szkoły trwa sześć lat. – Rozpoczyna się od głoszenia kerygmatu, czyli od podstawowych prawd wiary, następnie mówimy o tym, co to znaczy być uczniem Jezusa – wyjaśnia Ewelina Kryszyłowicz, która ukończyła cały cykl formacyjny. – Przerabiamy również problematykę zniewoleń i wychodzenia z nich. Mówimy też m.in. o relacji chrześcijan do pieniędzy. Całość kończy rok poświęcony życiu wewnętrznemu – uzupełnia ewangelizatorka.

Czwórka świeckich misjonarzy przez trzy miesiące od września do listopada ubiegłego roku przygotowywała się do swej nowej roli w tzw. szkole misyjnej. Pod kierunkiem o. Piotra Kurkiewicza OFMCap w Ukraińskim Krasiłowie modlili się, poznawali zasady i sposoby nowej ewangelizacji, a także przez pracę i prowadzone rekolekcje budowali więzi wspólnotowe. – Od dawna byłam zaangażowana we wspólnoty Ruchu Światło-Życie i Odnowy w Duchu Świętym, ale potrzebowałam pogłębienia – mówi Joanna Krawiec. – Szukałam jakiś czas odpowiedniego miejsca i znalazłem je właśnie w Szkole Maryi. Tutaj wzięłam głęboki oddech. A teraz, podejmując Rok dla Jezusa, chcę dzielić się z innymi swoim doświadczeniem bliskości Boga – dzieli się zielonogórzanka. – W chrześcijaństwie bardzo ważna jest gotowość do oddania czegoś Jezusowi. Zwykle to my chcemy coś od Boga: zdrowie, dobrą pracę, błogosławieństwo. Przez ten rok to ja chcę dać coś Jemu – śmieje się.

Wziąć odpowiedzialność
Coraz bardziej w naszej codziennej katolickiej rzeczywistości w Polsce widzimy pewien zastój, marazm i smutek. Wielu osobom świeckim nie daje to spokoju i chcą coś zrobić. Szkoła Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji Świętej Maryi z Nazaretu Matki Kościoła wychodzi naprzeciw tym oczekiwaniom. – Gdy sześć lat temu trafiłam do Szkoły Maryi, był to mój pierwszy kontakt z żywym Kościołem – zwierza się Ewelina Kryszyłowicz. – Pan Bóg dał mi ten czas formacji i wezwanie do misji, i cieszę się, że tu jestem. Polska naprawdę potrzebuje nowej ewangelizacji, bo wielu z nas niby jest wierzącymi i wszystko wydaje się OK, ale często brak nam żywej, osobowej relacji z Bogiem – dodaje ewangelizatorka. Właśnie o tej potrzebie zbliżenia się do Jezusa chcą – obecnie w Głogowie, a później też i w innych miejscach naszej diecezji – mówić. – Dla mnie ważne jest też dążenie do jedności wszystkich wyznawców Chrystusa – mówi Grzegorz Łyskawa. – Doświadczenie obecności Boga jest wspólne katolikom, prawosławnym i protestantom, dlatego chciałbym, aby kiedyś Kościół był jednością, by nie było już podziałów i żebyśmy powrócili do komunii – dodaje z zapałem wrocławianin.

W Głogowie Ewelina, Justyna, Joanna i Grzegorz zamieszkali przy kościele św. Alberta Chmielowskiego. – Będziemy w mieście podejmować różnego rodzaju działania ewangelizacyjne – mówią jednym głosem. – Chcemy, aby przy tym kościele powstała grupka modlitewna, będziemy pomagać też prowadzić rekolekcje w Nowej Soli czy Żarach… możliwości jest dużo – mówi Ewelina. Za koordynację działań czwórki świeckich misjonarzy i ich formację duchową odpowiedzialny jest ks. Artur Adamczak, dyrektor domu rekolekcyjnego w Żarach. – Cieszę się, że mogę im jakoś pomagać. Dla mnie radością jest to, że świeccy widzą potrzebę swojego zaangażowania w życie Kościoła – mówi kapłan. – Czy nie o to właśnie chodziło w soborowej odnowie, by i kapłani i świeccy wspólnie brali odpowiedzialność za Kościół? Oni właśnie to robią.