Nadzieja niesakramentalnych

Wiele osób na takim dniu skupienia po raz pierwszy słyszy, że Bóg nadal ich kocha i że zawsze będzie dla nich miejsce w Kościele, mimo że nie mogą przystępować do sakramentów świętych. Są jednak z nim trwale złączone przez chrzest.

Reklama

Celem dnia skupienia jest przede wszystkim danie nadziei, umocnienie w wierze i zachęta do wierności modlitwie i uczestniczenia w życiu Kościoła.

Dla osób żyjących w związkach niesakramentalnych w oblackim ośrodku Niniwa 26 lutego odbędzie się jednodniowe spotkanie, prowadzone przez Irenę i Franciszka Lukoszków, małżeństwo z 37-letnim stażem, i o. Bartosza Madejskiego. Najlepiej, jeżeli pary przyjadą razem, ale nie jest to konieczny warunek.

– Jako małżeństwo Domowego Kościoła, gałęzi rodzinnej Ruchu Światło–Życie, poczuliśmy potrzebę zajęcia się tymi związkami i zrobienia dla nich czegoś w diecezji gliwickiej, bo widzimy, że potrzebują one pomocy. Ojcowie oblaci przyjęli nas bardzo serdecznie, a zainteresowanie jest coraz większe – mówi Irena Lukoszek.

W przygotowaniu dnia skupienia (będzie to już drugie takie spotkanie w Kokotku) wykorzystują swoje doświadczenia z duszpasterstwa związków niesakramentalnych, prowadzonego u karmelitów w Poznaniu oraz w domu rekolekcyjnym Emaus w Koniakowie, a także ze swojej rodzinnej parafii w Tarnowskich Górach-Strzybnicy.

Dzień skupienia rozpoczyna się o godz. 9 od spotkania przy kawie. Jest to okazja do poznania się i przedstawienia programu. Czas do obiadu wypełni konferencja o. B. Madejskiego o przebaczeniu, potem będą warsztaty na temat relacji i specjalnie przygotowana Msza św.

Po obiedzie przewidziany jest czas na adorację Najświętszego Sakramentu, rozmowy indywidualne z kapłanem i konferencję Ireny i Franciszka Lukoszków o modlitwie „Ojcze nasz”. Ważnym punktem programu jest spotkanie w grupach. – Pary rozmawiają wtedy same, dzielą się swoimi doświadczeniami. Są to osoby, które bardzo dobrze się rozumieją, bo przeżyły podobne sytuacje pełne bólu, żalu, rozpaczy i pragnienia Boga. Oni sami siebie ewangelizują, a my staramy się jedynie ich poprowadzić przez te rozmowy – tłumaczy I. Lukoszek.

Z jej doświadczeń wynika, że wiele osób na takim dniu skupienia po raz pierwszy słyszy, że Bóg nadal je kocha i że zawsze będzie dla nich miejsce w Kościele, mimo że nie mogą przystępować do sakramentów świętych. Są jednak z nim trwale złączone przez chrzest. Celem dnia skupienia jest przede wszystkim danie nadziei, umocnienie w wierze i zachęta do wierności modlitwie i uczestniczenia w życiu Kościoła.

Zdarzają się jednak także inne owoce tych spotkań. – Dwie pary zawarły związek sakramentalny po stwierdzeniu nieważności pierwszego małżeństwa, inne zdecydowały się na życie w tzw. białym małżeństwie – wyjaśnia I. Lukoszek. – Chodzi nam też o chrześcijańskie wychowanie dzieci, żeby nie odchodziły od Kościoła z powodu sytuacji swoich rodziców i poznały wartość życia z Bogiem. Na naszych dniach skupienia dużo mówimy o krzywdzie, jaką rozwodzący się rodzice wyrządzają dzieciom, co zresztą oni sami szczerze potwierdzają – podkreśla.

Więcej informacji na temat dnia skupienia i zgłoszenia: Irena i Franciszek Lukoszkowie, tel. 32 284 16 30, 500 793 309.Informacja o Centrum Formacji Niniwa na www.kokotek.pl.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • andrzej
    25.04.2011 20:53
    Tak, Kościół ostatnimi czasy ciągle powtarza, że Bóg wszystkich kocha, a szczególnie tych co bardzo grzeszą. Kiedyś się słyszało, że ci co grzeszą zuchwale i odkładają nawrócenie do śmierci, grzeszą przeciwko Duchowi świętemu, a teraz wychodzi na to, że to ich (cudzołożników) Bóg najbardziej kocha. Nigdy jakoś nie słychać w Kościele, że Bóg kocha ludzi starających się życ według przykazań.
  • CarmenJ
    14.06.2011 09:22
    Ludzie, którzy starają się życ zgodnie z przykazaniami, wiedzą doskonale, że Bóg ich kocha,że kocha wszystkich ludzi. Ci zaś, którzy odeszli od Boga, bo nie wszystko im wyszło, tak jak by tego chcieli ( każdy jest grzesznikiem) potrzebują, żeby im o tej prawdzie przypomniec, upewnic w tym, że nadal są dziecmi Boga. Daje im tą nadzieję. Daje mi tą nadzieję.
    Pozdrawiam.
  • SAKRAMENTALNE MAŁŻEŃSTWA
    19.10.2011 13:15
    A dla tych, których porzucili ci małżonkowie sakramentalni (którzy teraz ukrywają się w duszpasterstwie dla niesakramentalnych):

    dla porzuconych i po rozwodzie wymuszonym:
    www.KRYZYS.org
    (cierpienie wylewa się bokami czytając to forum, ale co oni mają zrobić?)


    (POMINIEMY TYCH, KTÓRZY ZOSTALI PORZUCENI I ZWIĄZALI SIĘ NIESAKRAMENTALNIE, BO BĘDĄC W ROZPACZY, BÓLU I BEZNADZIEI NIE UDŹWIGNELI CIĘŻARU SAMOTNOŚCI - ONI NIE PONOSZĄ WINY!).



  • gość
    20.03.2013 18:36

    To dobrze, że temat pojawia się, gdyż coraz więcej rozwodów. Największym przykazaniem jest miłość niestety jest jej coraz mniej. To, w pierwszym związku, który powstał pod wplywem błędu u mnie dwie przysłowiowe połówki jabłka były inne - nie pasowały do siebie. Zawierajac pierszy związek, (staramy się o unieważnienie) nie miałam swiadomości takiej, że wszystko było czynione przez drugiego człowieka aby tylko zawrzeć ślub. Człowiek ten był nie praktykujacym katolikiem i niestety nigdy wspólnie nie żyliśmy z Bogiem. Po zawarciu sakramentu nie było mowy o Mszy św. czy wspólnej modlitwie, czy modlitwie przed posiłkiem - nic co związane z Panem Bogiem nie miało miejsca tylko zawarcie sakramentu - bo bacia bo ciocia tak uważała, że trzeba jak się ma sympatię. I niestety jeśli ludzie nie zyja na codzień z Panem Bogiem te zwiazki nie zachowaja się. Dlatego uważam, że to co się rozwiąże tu na ziemi jest rozwiązane. Dopiero teraz gdy zawarłam małżeństwo moim zdaniem to ono jest pierwsze i ostatnie w sercu czuję,że to jest zgodne z Panem Bogiem, bo uczęszczamy na Msze św, bo wspólnie sie modlimy (żywa wiara nas zbliżyła) czego nigdy nie było w poprzednich naszych związkach. Mam wrażenie jakby poprzez rozwody niektórych małżeństw też i mój przypadek - zostały oddzielone kozły od przysłowiowych baranków. Tamte związki ciągneły nas w dół duchowy. Mamy odczucie jakbyśmy w grzechu wtedy żyli. Nie wyobrazam sobie aby te zwiazki mogły nie zostać unieważnione. Chcemy żyć z Panem Bogiem a nie obok.Nigdy nie czułam się tak spełniona żoną i kochana. Nigdy nie otrzymywałam tyle miłości, którą otrzymuję od mojego męża. Jestem szczęśliwa, że uwolniłam się od człowieka, który zdradził mnie w drugi dzień ślubu i od którego słyszałam przez następne 20 lat , że kot przy jednej dziurze zdechnie i przez 20 lat zdrady,brak szacunku i znęcanie psychiczne i fizyczne, upokarzanie w obecności innych. Nie jestem masochistką, skoro tacy ludzie nie są zdolni do kochania i wprowadzili w błąd drugą osobę to należy unieważnić takie związki.


Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9