Kapłan za kratami

– Kiedyś ktoś powiedział mi: „Po co ksiądz chodzi do tych morderców i złodziei? Tam nie ma do kogo chodzić”. Ale mnie praca w zakładzie karnym pozwoliła dostrzec, że wśród osadzonych jest wiele zdolnych i wartościowych osób, którym warto poświęcić czas i pomóc spokojnie odbyć karę – mówi ks. Marcin Pawelczak.

Reklama

Kapelan jest dla tego miejsca bezcenny. Pracownicy cywilni, funkcjonariusze, wychowawcy, oddziałowi, czy nawet psychologowie nie są w stanie porozumieć się z osadzonymi tak, jak może tego dokonać ksiądz – przekonuje płk Zbigniew Drożyński, dyrektor otwartego przed rokiem opolskiego Zakładu Karnego. – My jesteśmy postrzegani przez więźniów jako ci, którzy czegoś od nich wymagają, egzekwują regulamin, ograniczają im wolność. Kapelan ma inne zadanie. Może wpływać na psychikę i ducha osadzonych, co często przynosi efekty, których my nie osiągnęlibyśmy nigdy.

– Bez kapelana wielu z nas nie poradziłoby sobie w tym miejscu. Ksiądz to jedyna osoba, z którą można otwarcie porozmawiać, nie czując zagrożenia – przyznaje Wojtek, jeden ze skazanych. Dla kapelana ks. Marcina Pawelczaka najtrudniejsze jest zdobycie zaufania osadzonych. Wymaga to szczerości, konsekwencji, a przede wszystkim poświęcenia sporej ilości swojego czasu. – Jestem pracownikiem więzienia, ale nie jestem funkcjonariuszem. Moja rola w tym miejscu jest zupełnie inna. Jestem tu dla więźniów, by dawać im nadzieję, wspierać, służyć sakramentami – mówi kapłan.

Przekleństwa i… cuda
– Muszę powiedzieć, że gdy pierwszy raz przekraczałem progi ośrodka, to potężny mur, mnóstwo krat, obecność umundurowanych funkcjonariuszy oraz technicznych zabezpieczeń sprawiły, że moje nogi lekko się ugięły – wspomina ks. Marcin. Więzienie wzbudziło w nim respekt, ale nasunęło też myśl o totalnym zamknięciu, izolacji.

Zakład Karny w Opolu Lubelskim jest najnowocześniejszy w Polsce. Nie ma tam posterunków, na których stacjonują strażnicy z bronią. Ich miejsce zastąpiła wszechobecna technika; czujniki i kamery. – Mocno odczuwamy, że jest to dla nas miejsce odbywania kary. Że nie jesteśmy w domu, hotelu, internacie, czy w przytułku dla bezdomnych – zwierza się młody więzień, a inny dodaje: – Największą karą jest oddzielenie od bliskich i znajomych. To boli najbardziej.

Manifestacja religijności od tych mężczyzn, którzy chcą za kratami praktykować swoją wiarę, wymaga odwagi i gotowości do znoszenia szyderstw, kpin ze strony współwięźniów. To samo dotyczy kapelana. – Takie epitety jak: „Idzie Batman” słyszy niejeden ksiądz nawet na ulicy, więc nie jest to coś, czym należałoby się przejmować. Takimi zaczepkami osadzeni chcą zwrócić na siebie uwagę. Bardzo potrzebują, by ktoś ich zauważył – stwierdza ks. Marcin. – Jest to miejsce pełne przekleństw i wulgarności, jednak tu też zdarzają się cuda, tak jak w Częstochowie czy pobliskiej Wąwolnicy. Dla mnie zakład karny jest miejscem, gdzie niemal każdego dnia widzę łzy potężnego, wytatuowanego mężczyzny, który skruszony przez odbywaną karę i słuchanie słowa Bożego przeżywa swoje nowe spotkanie z Bogiem – wyznaje.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9