Do klasztoru? Nigdy!

Gdyby ktoś powiedział im, że trafią do zakonu, popukałyby się w czoło.

Reklama

Powołanie do życia konsekrowanego jest ogromną tajemnicą. Nie da się jej zamknąć w kilku słowach. Czasami dojrzewało latami, czasem wybuchało z dnia na dzień, jak olśniewający błysk. – Pan Bóg ma sześć i pół miliarda sposobów, by „dobrać się do człowieka” – uśmiecha się dominikanin Joachim Badeni. Ciekawe są sposoby, przez które trafiał do dziewczyn, które zaklinały się, że „za Chiny nie pójdą do klasztoru!”.

Bardzo cieniutka książeczka
Marta ziewnęła. Strasznie nudziła się na katechezie. Zaczęła rozmawiać z kumplami z radomskiego liceum. Nie reagowała na upomnienia księdza. Ten zacisnął zęby i z trudem dotrwał do dzwonka. W końcu nie wytrzymał: Cały czas mi przeszkadzacie, nie dajecie dojść do słowa! Proszę się zgłosić do mnie po lekcjach. Każdy wybierze sobie z mojej biblioteczki jakąś lekturę. Macie tydzień na jej przeczytanie. Dokładnie was przepytam. Jeśli nie zdacie, nie dostaniecie kwitka skończenia kursu przedmałżeńskiego. I będą kłopoty… Co było robić? Po lekcjach grupka niepokornych pomaszerowała do mieszkania księdza. Półki aż uginały się od książek. Marta, trochę bezczelnie, wybrała jedną z najcieńszych. Tak, by nie namęczyć się przy czytaniu.

Wzięła broszurkę o świętym Benedykcie. W domu zaczęła czytać. Raz, drugi, trzeci. – Książeczka wciągnęła mnie, tak że przeczytałam ją chyba z pięć razy – śmieje się dzisiaj. – Co mnie zafascynowało? Chyba fragmenty benedyktyńskiej reguły. Pamiętam, jak poruszyły mnie słowa: „Pośród licznego tłumu, któremu Pan mówi te słowa, szuka On sobie współpracownika i raz jeszcze powtarza: Któż jest człowiekiem, co miłuje życie i pragnie widzieć dni szczęśliwe? Jeśli słysząc to, odpowiesz: »Ja«, rzecze ci Bóg: Skoro chcesz mieć prawdziwe i wieczne życie, powściągnij swój język od złego, od słów podstępnych twe wargi. Odstąp od złego, czyń dobro; szukaj pokoju, idź za nim”.

– Zafascynowała mnie surowość życia mnichów. Wiedziałam o tym, że w Tyńcu mieszkają benedyktyni, ale o żadnych mniszkach nie słyszałam. Karną lekturę zdałam. Zaczęłam szukać, pytać. Wpadł mi w rękę maszynopis z krótką charakterystyką różnych zakonów. Patrzę, a tu benedyktynki sakramentki, klauzurowe, loretanki, samarytanki, misjonarki. O Boże, które wybrać? Najbardziej przemawiała do mnie charakterystyka misjonarek. Napisałam, by siostry przysłały mi jakieś szczegółowe informacje o zgromadzeniu. Wysłały zaproszenie na zimowe rekolekcje, których termin zbiega się z moją studniówką. Myślę, kurczę, przecież nie zrezygnuję z zabawy. Co robić? Skończyło się tak, że w nocy bawiłam się na studniówce, a bladym świtem pojechałam na rekolekcje do Otwocka. Siostry były zdziwione, bo nie zgłaszałam swojego uczestnictwa. Pamiętam, że coś we mnie pękło w czasie uroczystych nieszporów śpiewanych w kaplicy.

Wtedy poczułam, że chcę, aby tu był mój dom. To dziwne, bo ja nigdy wcześniej nie myślałam o klasztorze. Nie należałam do najspokojniejszych. Wręcz przeciwnie – wybucha śmiechem Marta Łyżwa, która w zakonie Benedyktynek Misjonarek przyjęła nowe imię – Filipa. – Zdałam maturę, rozpoczęły się wakacje. Gdy powiedziałam rodzicom, że idę do zakonu, nie chcieli mi uwierzyć. Tylko mały brat był szczęśliwy: – Będę miał wreszcie własny pokój! Znajomi myśleli, że to jakaś nowa zgrywa. Gdy tata odwoził mnie do klasztoru w Otwocku, zawołałam: Ojej, mam tylko sandały, zapomniałam półbutów. Wracamy! A tata spokojnie rzucił: Po co ci półbuty, skoro ty za miesiąc wrócisz? Po miesiącu do klasztoru przyszła paczka z domu. Otwieram, patrzę, a tam… półbuty.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11