Mnich z pustyni Warszawa

Czy to już bóle porodowe przed przyjściem Chrystusa? Dlaczego Polacy są smutni? Rozmawiamy o tym w ekspresie Katowice–Warszawa Centralna. Jedziemy z mnichami Wspólnot Jerozolimskich, którzy niebawem otworzą swój pierwszy klasztor nad Wisłą.

Reklama

Pociąg ekspresowy do Warszawy Wschodniej odjedzie z toru pierwszego… Między ławkami, na których śpią bezdomni, spaceruje patrol policji. Ludzie ciekawie zerkają na rozmawiających po francusku zakonników. To Pierre-Marie Delfieux, założyciel monastycznych Wspólnot Jerozolimskich, i kilkoro Polaków, którzy od lat należą do tej wspólnoty. Jadą do Warszawy. Chcą obejrzeć remontowany kościół, do którego niebawem się wprowadzą. Właśnie skończyli prowadzenie rekolekcji akademickich. Katowicka krypta katedralna pękała w szwach. Tłumy młodych ludzi zachwyciła przed wszystkim liturgia. Śpiewane na bizantyjską nutę psalmy, płonące świece ogromnej menory, przejmująca cisza.

W modnym habicie na pół etatu
Brudny peron, czyste, jasne habity. Kiedyś na kolację do Wspólnoty trafił krawiec od Diora. Nie mógł się nadziwić: Ach, ten kolor habitu! Znakomity krój, bardzo wyszczupla sylwetkę – cmokał z zachwytu. Bracia wybuchnęli śmiechem. Szukali najprostszych rozwiązań, a o mało nie trafili do żurnala. – Po dwuletnim pobycie na Saharze poczułem wezwanie do tego, by utworzyć oazy na pustyni wielkich miast – opowiada Delfieux. – Pierwsza wspólnota zrodziła się przy paryskim kościele św. Gerwazego. Dziś zrzesza dwie setki mnichów z blisko 30 krajów. Kobiety i mężczyźni mieszkają osobno, ale trzy razy dziennie modlą się razem. Na swoje utrzymanie pracują w świeckich zawodach, ale tylko na pół etatu. Dlaczego? By nie bogacić się i mieć czas na modlitwę.

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa mnisi uciekali na pustynię. Dziś podróżują metrem, a do swych zakonnych cel dojeżdżają windami. Mieszkają w blokach w sercach miast. To dopiero pustynia! Sahara w porównaniu z nią to mała kupka piachu! – wyjaśniają.

Siedem błogosławieństw
Szarpnęło. Pociąg ospale rusza. – Kiedyś rekolekcjonista powiedział nam, że nie zaśnie, dopóki nie znajdzie w minionym dniu siedmiu powodów, dla których chciałby błogosławić Boga. Pierwsze pięć przypomina sobie szybciutko, ale nad ostatnimi musi solidnie pogłówkować – opowiada siedząca przy oknie siostra Agnieszka. Trafiła nad Sekwanę po studiach romanistycznych. Przeczytała książkę Delfieux „Źródło na pustyni miast” i zachwyciła się: chciałabym tak żyć. Wstąpiła do wspólnoty.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6