Budowniczy nadziei

Prymas Hlond był zwolennikiem głębokich reform społecznych, umiarkowanej nacjonalizacji oraz reformy rolnej. Dlatego wiele zmian ustrojowych, które nastąpiły po 1945 r., nie było dla niego wstrząsem.

Reklama

O znaczeniu posługi sługi Bożego kard. Augusta Hlonda przypomniało sympozjum pt. „Kapłaństwo w posłudze i nauczaniu kard. Augusta Hlonda”, zorganizowane w Warszawie, na którym odbyła się promocja książki prof. Jerzego Pietrzaka z Wrocławia „Pełnia prymasostwa. Ostatnie lata prymasa Polski kardynała Augusta Hlonda 1945–1948”. Wydana niedawno przez Wydawnictwo Poznańskie, jest jednym z najważniejszych opracowań na temat powojennych dziejów Kościoła w Polsce. Chciałbym przybliżyć dwa z wielu wątków omawianych w książce i na seminarium. Dobrze ilustrują skomplikowane uwarunkowania powojennych wyborów prymasa Hlonda.

Wobec reform i opozycji
Czynnikiem determinującym polską rzeczywistość w 1945 r., będącym konsekwencją instalacji u nas sowieckiego modelu komunizmu, były radykalne reformy społeczne. Od Kościoła oczekiwano odpowiedzi na pytania o kwestie własnościowe, reformę rolną, nacjonalizację. Nie były to tylko kwestie teoretyczne, gdyż dotyczyły także majątków Kościoła. Prymas Hlond był zwolennikiem głębokich reform społecznych, umiarkowanej nacjonalizacji oraz reformy rolnej. Dlatego wiele zmian ustrojowych, które nastąpiły po 1945 r., nie było dla niego wstrząsem. Już w październiku 1945 r. w Poznaniu wygłosił jedno ze swych ważnych kazań społecznych, w którym powiedział, że katolicy powinni współpracować przy budowie ustroju, w którym nie byłoby krzywd, bezrobotnych, głodnych, bezdomnych.

Natomiast w swych prywatnych notatkach zapisał, że w socjalizmie dla katolika największą przeszkodą nie jest planowanie gospodarcze, ale ateizm. Nawet w 1948 r. pozytywnie oceniał powojenne przeobrażenia demokratyczne, gdyż „warstwy dotychczas często upośledzone zdobyły sobie zasłużone prawa i korzyści materialne. Są to nieodwracalne procesy, którym ze względów społecznych tylko przyklasnąć należy”. Gdy informował Stolicę Apostolską o zmianach wynikających z realizacji dekretu PKWN o reformie rolnej, akcentował, że Kościół nie powinien w tym momencie brać w obronę wielkich właścicieli. Z pewnością nie wspierał radykalnych działań komunistów, ale sama idea parcelacji wielkiej własności ziemskiej nie była mu obca. Nie potępił komunistycznej reformy rolnej. Jeśli protestował, to przeciwko przymusowej kolektywizacji, uderzeniu we własność zwykłego rolnika.

Nie bronił także majątków kościelnych, czyli tzw. dóbr martwej ręki. „Nie chcecie sami zrezygnować z ziemi… przyjdą czasy, że wam ją zabiorą, a wy ze wstydem będziecie ją oddawać”, przekonywał duchowieństwo jeszcze przed wojną. Jednocześnie twardo zabiegał o zachowanie własności kościelnej na ziemiach zachodnich i północnych, gdzie komuniści celowo utrzymywali prowizorium majątkowe, aby mieć instrument do walki z Kościołem. Nie przerażała go jednak wizja Kościoła ubogiego. Wspierał program PSL, który postulował budowę silnych gospodarstw chłopskich. Na marginesie można dodać, że prymas utrzymywał także kontakty z działaczami konspiracji niepodległościowej, a przede wszystkim WiN. 30 września 1946 r. spotkał się w prywatnym mieszkaniu z poszukiwanym w całym kraju przez UB ostatnim komendantem WiN ppłk. Łukaszem Cieplińskim. Nie popierał walki zbrojnej, ale starał się pomóc ludziom, którzy znaleźli się „w lesie” w sytuacji bez wyjścia. Korzystał także z materiałów opracowanych przez WiN przy redagowaniu kościelnych dokumentów.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9