Bonawentura, czyli dobry los - św. Bonawentura

Karmieni na co dzień tandetą, godzimy się z nią. Kapitulujemy bez walki.

Reklama

Umrzyjmy zatem, wejdźmy w ciemność – te słowa padają w brewiarzowym czytaniu dokładnie w środku lipcowej kanikuły. Jak kij włożony w szprychy pędzącego roweru. Ilekroć je czytam, dostaję gęsiej skórki. Dlaczego wezwanie do umierania? W porze, w której życie smakuje najbardziej?
Wszystkiemu winien jest św. Bonawentura. Żył w złotym wieku średniowiecza (XIII). Naprawdę nazywał się Jan Fidanza. Jako dziecko ciężko zachorował. Matka pojechała z nim do św. Franciszka z nadzieją, że błogosławieństwo Świętego przywróci mu zdrowie. Nie pomyliła się. Mały Jan wyzdrowiał. Umierający Franciszek widząc zdrowego chłopca, zawołał: oh buona ventura (dobry los). Tak powstało zakonne imię przyszłego franciszkanina.

Studiował filozofię i teologię na uniwersytecie w Paryżu. Później sam wykładał tam teologię. Mnóstwo pisał. W końcu został generałem franciszkanów, potem biskupem i kardynałem. Doprowadził do pojednania braci spierających się o ideał ubóstwa. Uważa się go za drugiego założyciela franciszkanów. Benedykt XVI poświęcił jego myśli swoją rozprawę habilitacyjną.

Jak inni giganci myśli średniowiecznej, Bonawentura szukał dróg prowadzących do poznania Boga. Łączył precyzję rozumowania z doświadczeniem mistyka. Legenda mówi, że odwiedził go kiedyś św. Tomasz z Akwinu. Chciał zobaczyć bibliotekę, dzięki której zdobył swoją wiedzę. Bonawentura odsłonił zasłonę i wskazał na ukrzyżowanego Chrystusa.

Przytoczone na początku słowa pochodzą z dzieła „Droga duszy do Boga”. Bonawentura mówi o trzech etapach drogi ku Bogu: oczyszczenie, oświecenie, zjednoczenie. To klasyka życia duchowego. Pisze: „nakażmy milczenie troskom, pożądliwościom, ułudom, z Chrystusem ukrzyżowanym przejdźmy z tego świata do Ojca, abyśmy wpatrując się w ojca wraz Filipem mogli powiedzieć: wystarczy nam”. To język mistyki. Trudny, szokujący, niezrozumiały. Tym bardziej dla nas, dla których szczytem mistyki są opowiadania Coelho.

Przyznaję, oprócz czytania z brewiarza nie przeczytałem nic więcej z dzieł św. Bonawentury. Nie jestem mistykiem. Widzę mizerię mojej wiary, rutynowej pobożności, zdawkowej modlitwy. Karmieni na co dzień tandetą, godzimy się z nią. Kapitulujemy bez walki.

Za kilka dni wyruszam na wakacje. Czego szukam? Odpoczynku, słońca, pięknych widoków, zabytków? A Bóg? Czy choć trochę go szukam?

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9