Jak diabeł święconej wody

Kawałek szmatki, świeca, kilka kropel wody. Czy to możliwe, by wszechpotężny Pan Zastępów posługiwał się takimi detalami? Czy w erze wszystkomających telefonów te "święte gadżety" mają jakiekolwiek znaczenie?

Reklama

Wie ksiądz, ja nie chodzę do kościoła. Gdy wchodzę do różnych świątyń, czuję się bardzo niepewnie, jestem wystraszony – rzucił nieznajomy dwudziestokilkuletni mężczyzna w progu plebanii w Tychach. – Czy to dotyczy wszystkich kościołów? – zapytał ks. Joachim Konkol. – Nie. W zasadzie mogę wejść tylko do jednego. – Wymienił akurat nową świątynię, która nie miała jeszcze zamontowanych kropielnic przy wejściu – opowiada ks. Joachim. – Zaintrygowało mnie to. W jego zachowaniu było coś niepokojącego. Przy kolejnym spotkaniu zaprosiłem go do pokoju i wykonałem potajemnie pewien manewr. Postawiłem na stole szklankę wody. Święconej. Nie pisnąłem o tym ani słowa. Udawałem, że chce mi się pić. Facet popatrzył na tę wodę dziwnym, przenikliwym wzrokiem i warknął: Zabierz to! – O co panu chodzi? To przecież zwykła woda – zaoponowałem. – To nie zwykła woda – rzucił. Przeszedł mnie dreszcz. Zaniosłem szklankę z powrotem. Gdy wróciłem do niego, siedział spokojny. Okazało się, że kompletnie nie pamiętał sytuacji sprzed minuty. Absolutny reset pamięci.

Słonik na szczęście
Choć często wykonane są z solidnego metalu czy tkaniny, sakramentalia to jednak bardzo delikatna materia. Łatwo je zbagatelizować, łatwo też nadać im magiczną otoczkę. Najczęściej szydzą z nich ci, którzy kolekcjonują słoniki „na szczęście”, wiążą na nadgarstkach kabałowe tasiemki, a między banknoty wsuwają łuskę karpia. By żyło się dostatniej. W katechizmie Kościoła czytamy: „Święta Matka Kościół ustanowił sakramentalia. Są to znaki święte, które z pewnym podobieństwem do sakramentów oznaczają skutki, przede wszystkim duchowe, a osiągają je przez modlitwę Kościoła. Przygotowują one ludzi do przyjęcia głównego skutku sakramentów i uświęcają różne okoliczności życia”.

Nie udzielają łaski Ducha Świętego, jak to ma miejsce przy celebracji sakramentów, ale przez modlitwę Kościoła przygotowują nas do jej przyjęcia. Do sakramentaliów należą m.in. medaliki, szkaplerze, poświęcanie przedmiotów, błogosławieństwa, czynienie znaku krzyża, namaszczenie, posypanie popiołem czy nakładanie rąk. Najczęściej spotykanymi rzeczowymi sakramentaliami są gromnica (zwyczaj święcenia tych świec w święto Ofiarowania Pańskiego znany był już w X wieku), krzyż św. Benedykta, różaniec czy szkaplerz – kawałki sukna z naszytymi wyobrażeniami Maryi i Najświętszego Serca Jezusa. W 1830 roku Maryja zleciła zaskoczonej Katarzynie Labouré wybicie medalu. Powstał wówczas najsłynniejszy medalik świata. Gość z nieba obiecał francuskiej mniszce, że „wszystkie osoby, które go nosić będą na szyi, otrzymają wielkie łaski”.

Chlebek i gaśnica
Sakramentalia nie mają nic wspólnego z magią. Popularny na allegro.pl medalik świętego Benedykta nie jest żadnym amuletem. To modlitwa w bardzo skondensowanej formie. Spróbujmy ją rozszyfrować: Litery CSSML na pniu krzyża to Crux sancta sit mihi lux (Niech krzyż święty będzie mi światłem), a NDSMD na poprzecznych ramionach to zawołanie Non draco sit mihi dux (Niech szatan nie będzie mi przewodnikiem).

Na drugiej stronie medalu wypisane są litery: VRSNSMV – Vade retro satana non suade mihi vana (Idź precz szatanie, nie nakłaniaj mnie do złego) i SMQLIVB – Sunt mala quse libas ipse venona bibas (Złe rzeczy czynisz, pij sam swoją truciznę). Zdania te przypisywane są samemu Benedyktowi. Pierwsze wypowiedział, doznając silnej pokusy w czasie pobytu na pustyni, a drugie w chwili, gdy jego nieprzyjaciele podali mu w Vicovaro kielich z trucizną. Gdy uczynił nad nim znak krzyża, naczynie pękło. Wszystkie sakramentalia przypominają w istocie o najważniejszym geście świata – błogosławieństwie. Za wodą, świecą, szkaplerzem zawsze kryje się Boża miłość – przypomina ks. Jarosław Międzybrodzki, egzorcysta.

Kiedyś w czasie potężnych burz ludzie stawiali w oknach gromnice i szturmowali niebo. Wierzyli, że przed pożarem ich dom ustrzeże chleb św. Agaty. Dziś mamy piorunochrony i gaśnice pianowe. Na opowieści tych, którzy doświadczyli interwencji Boga posługującego się woskową świecą czy chlebkiem, wielu patrzy z przymrużeniem oka. Poświęcone zioła? Skrzyżowane świece przykładane do gardła w czasie błogosławieństwa św. Błażeja? Egzorcyzmowana sól? Czy w erze wszystkomających telefonów te „święte gadżety” mają jakiekolwiek znaczenie? Racjonalne argumenty wypadają z ręki, gdy słucha się opowieści osób zaświadczających, że potężny Bóg, który ukrył się w maleńkiej kruchej hostii, może posłużyć się solą, wodą czy zwykłym woskiem.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 1 2 3