Wiara prymasa

Kard. Stefan Wyszyński obronił Polaków przed komunizmem dzięki swojej głębokiej wierze.

Reklama

W liście pasterskim kardynała, napisanym w styczniu 1949 r., gdy obejmował on archidiecezję gnieźnieńską i warszawską, czytamy: „Nie jestem ci ja ani politykiem, ani dyplomatą, nie jestem działaczem ani reformatorem. Ale jestem ojcem waszym duchownym, pasterzem i biskupem dusz waszych, jestem apostołem Jezusa Chrystusa. Posłannictwo moje jest kapłańskie, pasterskie, apostolskie, wyrosłe z odwiecznych Bożych myśli, ze zbawczej woli Ojca, dzielącego się radośnie szczęściem swoim z człowiekiem”. Być może słowa te niektórym wydadzą się zaskakujące, bowiem Prymas Tysiąclecia jest przedstawiany przede wszystkim jako przywódca oporu społecznego wobec PRL-oskiej władzy czy mąż stanu, który skutecznie przeciwstawiał się komunizmowi. Jego życie religijne jest rzadziej opisywane, głównie w pismach religijnych, w literaturze świeckiej ten temat właściwie nie istnieje. Ale bez uwzględnienia życia religijnego Prymasa Tysiąclecia nie sposób zrozumieć jego działalności publicznej. Głęboka wiara była źródłem i siłą jego posługi, która ze względu na okoliczności dziejowe wyrażała się w sferze społecznej i politycznej.

Heroiczny w praktykowaniu cnót

Potwierdzeniem wyjątkowej bliskości z Bogiem kard. Wyszyńskiego jest ogłoszenie 19 grudnia przez papieża Franciszka dekretu o heroiczności cnót wybitnego Polaka. Wiadomość ta była długo oczekiwana, bo proces beatyfikacyjny zaczął się jeszcze w 1983 r. Stwierdzenie heroiczności cnót oznacza, że dana osoba stale i w doskonałym stopniu praktykowała wiarę nadzieję i miłość, oraz roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie i męstwo. Ponieważ nie jest to możliwe bez łaski Bożej, Kościół w procesie beatyfikacyjnym stwierdził, że prymas Wyszyński był takimi łaskami obdarzany i z nich korzystał w wyjątkowym stopniu. Można powiedzieć, że uznanie heroiczność cnót oznacza potwierdzenie świętości Prymasa Tysiąclecia, jednak aby Kościół oficjalnie to ogłosił, potrzebny jest cud za jego wstawiennictwem. W Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych trwa już procedura badania domniemanego cudu. Jeśli zostanie potwierdzona jego autentyczność, papież zdecyduje o beatyfikacji i wyznaczy jej datę.

Boży chłopiec na posyłki

„Aleć jestem tylko Bożym chłopcem na posyłki” – napisał w swoich codziennych notatkach „Pro memoria” w Nowy Rok 1949 r. Jest to fragment refleksji dotyczący konieczności opuszczenia diecezji lubelskiej w związku z nominacją na arcybiskupa Warszawy i Gniezna. Słowa te pokazują posłuszeństwo i pokorę kard. Wyszyńskiego, który w każdym zdarzeniu odnajdował działanie Boga. Doskonale ilustrują to „Zapiski więzienne”, powstałe w czasie bezprawnego aresztowania przez komunistów. W drugim roku uwięzienia, dokładnie ostatniego dnia 1954 r., napisał słowa pokazujące bezgraniczne zaufanie Bogu: „Rok, który za kilka minut skończy się, oddaję Tobie, Panienko Jasnogórska, by przez Twoje niepokalane dłonie był złożony ku chwale Boga – Soli Deo. Oddaję całkowicie bez żalu, bez smutku, bez zastrzeżeń, choć spędziłem go w tym zamaskowanym więzieniu. Wszak Ty patrzysz na moje życie i wiesz, co daje mi to więzienie. A ja ufam kierowniczej łasce Bożej i wiem, ile przez nią zyskuję. Nie pytam: za co i dlaczego, bo ufam”.

I dalej znajdujemy słowa ukazujące całkowite oddanie swojej woli Bogu, co świadczy o wysokim stopniu zjednoczenia z Nim. „Rok ten tak bardzo przekonał mnie o pełnej miłości mądrości Bożej, że niemal nie ma już miejsca na najdrobniejszy odruch oporu przeciwko woli Bożej. Rozum ufa, wola jest poddana” – napisał człowiek, który od 15 miesięcy przebywał w odosobnieniu, bez wyroku, zdany na łaskę oprawców, którzy mogli posunąć się nawet do zamordowania go.

Niewolnik Maryi

Szczególnym rysem duchowości kard. Wyszyńskiego była maryjność. Więziony w Stoczku Warmińskim złożył 8 grudnia 1953 r. akt osobistego oddania się Matce Bożej. „Oddaję się Tobie, Maryjo, całkowicie w niewolę, a jako Twój niewolnik poświęcam Ci ciało i duszę moją, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych uczynków moich, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku, co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga, w czasie i w wieczności. (…) Wszystko, cokolwiek czynić będę, przez Twoje Ręce Niepokalane Pośredniczko łask wszelkich, oddaję ku chwale Trójcy Świętej – Soli Deo!”.

Słowa „Soli Deo” wybrał na swoje zawołanie biskupie, z czasem je uzupełnił i dodawał słowa „per Mariam”, czyli „Samemu Bogu przez Maryję”. Analizując homilie i różne wypowiedzi kard. Wyszyńskiego na przestrzeni całej jego posługi, można dostrzec wręcz uderzającą dominację wątków maryjnych. Dopiero zagłębiając się w nie, chociażby w cytowany akt osobistego oddania się Matce Bożej, możemy zrozumieć wielkie programy duszpasterskie, które kard. Wyszyński oparł właśnie na Maryi.

Śluby

Prymas Tysiąclecia doskonale rozumiał, że komunizm jako totalitarny system polityczny będzie dążył do zniszczenia wiary i Kościoła katolickiego, który był jej wyrazicielem. Jako ideologia ateistyczna, odrzucająca istnienie Boga, chciał wyrugowania wiary ze świadomości Polaków i zastąpienia jej „światopoglądem socjalistycznym”. Na coraz intensywniejsze i brutalniejsze antykościelne działania PRL-owskich władz kard. Wyszyński postanowił odpowiedzieć właśnie na płaszczyźnie wiary. Stworzył wielkie programy duszpasterskie, które miały umocnić i ożywić religijność Polaków, a przez to przeciwstawić się komunistycznej ideologii. Rzeczywiście oznaczało to konfrontację polityczną, ale wynikało z faktu, że ówczesne władze traktowały walkę z religią jako element wprowadzania systemu komunistycznego. To nie kard. Wyszyński wkroczył w sferę polityczną, lecz PRL-owskie władze brutalnie weszły w sferę religijną, dążąc do jej zniszczenia.

W 1956 r., w czasie uwięzienia w klasztorze sióstr nazaretanek w Komańczy, ułożył tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego. Wśród wezwań była m.in. prośba do Maryi o objęcie opieką wszystkich Polaków i polskich ziem, o dochowanie wierności Bogu. Znajduje się tam także przyrzeczenie, że będziemy dążyć do tego, aby „Polska była rzeczywistym królestwem Twoim i Twojego Syna, poddanym całkowicie pod Twoje panowanie, w życiu naszym osobistym, rodzinnym, narodowym i społecznym”. Śluby zostały złożone 26 sierpnia tego roku na Jasnej Górze, a w uroczystości uczestniczyło milion wiernych. Dla komunistów ich treść oraz ogromna liczba zgromadzonych z pobudek religijnych Polaków była szokiem, oznaczało to bowiem, że ich dotychczasowe wysiłki ateizacji Polski poniosły klęskę. Sam prymas w uroczystości nie uczestniczył, gdyż był uwięziony, ale na fotelu przygotowanym dla niego leżały białe i czerwone kwiaty.

Wszystko, czego żądasz, Maryjo

Również podczas pobytu w więzieniu prymas Wyszyński opracował Wielką Nowennę – program duszpasterski zaplanowany na lata 1957–1966, którego celem było przygotowanie Polski przez odnowę religijno-moralną do obchodów 1000. rocznicy przyjęcia chrztu. Każdy rok miał inny temat. Nowennie towarzyszyła peregrynacja kopii cudownego obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Komuniści uznali, że stanowi ona tak duże zagrożenie, że we wrześniu 1966 r. milicja obraz „zaaresztowała” i przewiozła na Jasną Górę z zakazem peregrynacji. Na niewiele to się zdało, gdyż w parafiach przyjmowane były puste ramy.

Kulminacyjnym momentem nowenny było złożenie 3 maja 1966 r. aktu oddania Polski w macierzyńską niewolę Maryi z okazji Milenium Chrztu Polski. Akt odczytał jego autor prymas Wyszyński, jako legat papieski. Paweł VI chciał przybyć na tę uroczystość, ale nie dostał pozwolenia od władz. Treść aktu z pewnością świadczy o głębokim zjednoczeniu prymasa z Maryją: „Pragniemy wykonać wszystko, czego zażądasz, byleby tylko Polska po wszystkie wieki zachowała nieskażony skarb Wiary świętej, a Kościół w Ojczyźnie naszej cieszył się należną mu wolnością; bylebyśmy z Tobą i przez Ciebie, Matko Kościoła i Dziewico Wspomożycielko, stawali się prawdziwą pomocą Kościoła Powszechnego – ku budowaniu Ciała Chrystusowego na ziemi!”.

Kardynał Wyszyński z pewnością był dla Polski rządzonej przez komunistów postacią opatrznościową, którą w tym momencie naszych dziejów dał nam Bóg. Był człowiekiem wielkiego formatu, mężem stanu. Jednak tylko człowiek żyjący blisko Boga mógł w tamtych warunkach przeciwstawić się komunizmowi i dać Polakom wewnętrzną siłę do walki ze złem. To głęboka wiara Prymasa Tysiąclecia, jego więź z Bogiem i Maryją, była źródłem, z którego czerpał siły do heroicznej służby Bogu, człowiekowi i ojczyźnie.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 1 2 3