Siostra na sali operacyjnej

A niby dlaczego nie?

To powołanie w powołaniu. Najpierw skończyłam studia pielęgniarskie na Akademii Medycznej w Katowicach, a dopiero potem wstąpiłam do klasztoru – mówi s. Aldona Skrzypiec, siostra ze Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego (SSpS). Już jako siostra zakonna i jednocześnie zawodowa pielęgniarka pracowała w szpitalu w Lublinie i w Polanicy-Zdroju na OIOM-ie. Potem wyjechała na dwa lata na misje do Brazylii. Również tam pracowała m.in. jako pielęgniarka. – Specyfika pracy była tam zupełnie inna. Było tyle ran postrzałowych, że jak przychodził weekend, to brakowało nam nici do ich zszywania – wspomina pracę w brazylijskim szpitalu prowadzonym przez jej zgromadzenie. Od prawie półtora roku jest w opolskiej wspólnocie sióstr i pracuje na bloku operacyjnym w jednym z opolskich szpitali. Prowadzi także zajęcia praktyczne ze studentami pielęgniarstwa i pracuje również w Domowym Hospicjum dla Dzieci w Opolu.

Jak na wojnie

– Jestem pielęgniarką anestezjologiczną. Pracuję w zespole z lekarzem anestezjologiem, a nasza praca polega na bezpiecznym przeprowadzeniu znieczulenia i wybudzeniu po operacji. Jest to praca niewidoczna dla pacjenta, dla którego zazwyczaj najważniejszy jest lekarz, który będzie go operował. Leki, które są stosowane podczas znieczulenia, powodują, że okres okołooperacyjny jest wymazany z pamięci pacjenta. Jednak w tym czasie dbamy, żeby go nie bolało, żeby bezpiecznie przeszedł zabieg – tłumaczy swoje zadania s. Aldona. – Zawsze może się zdarzyć coś nieoczekiwanego w czasie operacji. To praca nieprzewidywalna. Mamy oczywiście dokładne procedury postępowania, ale w medycynie wszystko jest możliwe. Musimy być bardzo czujni. Do każdej operacji przygotowujemy się bardzo starannie, trochę jak na wojnę. Cały sprzęt potrzebny do znieczulenia i ratowania ludzkiego życia musi być w zasięgu ręki – opowiada siostra.

Nie tylko w zakrystii

Czy jest jakiś problem w tym, że siostra zakonna pracuje w środowisku świeckim? – Pewien znajomy powiedział mi kiedyś, że zanim mnie poznał, to myślał, że zakonnice mogą pracować tylko w zakrystii i zajmować się zapalaniem świeczek. To wiele mówiący stereotyp, bo nawet praca zakrystianki jest przecież bardzo twórcza, kreatywna. Dlatego czasem budzi zdziwienie fakt, że wykonujemy swój wyuczony zawód. A jesteśmy przygotowane do wykonywania różnych zawodów. Na przykład siostra z mojej wspólnoty jest nauczycielką muzyki w szkole. Siostry nie muszą być tylko zakrystiankami czy katechetkami – choć to też są potrzebne zawody. Jednak jak ktoś słyszy, że robimy coś innego, to czasem się dziwi – zauważa s. Aldona Skrzypiec. Jak przyjęto jej obecność w opolskim szpitalu? – Na bloku operacyjnym oczywiście nie pracuję w habicie, więc nie wszyscy w szpitalu wiedzą, że jestem zakonnicą. Ale nie spotykam się z nieprzychylnym przyjęciem. Raz tylko ktoś zapytał: „Zakonnica? A co ona tu robi?”. Ale to jest właśnie ten stereotyp, że jesteśmy od zapalania świeczek. Jednak ogólnie mam bardzo pozytywne doświadczenia – odpowiada siostra.

Profesjonalizm

– Nikt nie przyjmie mnie do pracy tylko dlatego, że jestem zakonnicą. Liczą się kwalifikacje. Od początku jednak spotykałam się z ogromną życzliwością, choć obecnie jestem jedyną siostrą zakonną pracującą w tym dużym szpitalu. Kiedy zaczęłam szukać pracy jako pielęgniarka anestezjologiczna, to padło pytanie: a w co my cię ubierzemy? – śmieje się. – Przecież mogę ściągnąć habit, nie jest przybity gwoździem – wytłumaczyła nowym kolegom. Czy w pełnej napięcia pracy fakt, że jest siostrą zakonną, pomaga, czy przeciwnie? – Jak wszędzie: relacje tworzą się z czasem. W poprzednim szpitalu pracowałam przez sześć lat, przeżyliśmy razem sporo, chwile trudne i radosne. Czasem mówi się, że habit stwarza dystans. Ale to nie jest do końca prawdą. Pracowałam i w habicie, i bez habitu. Istotne jest, że kiedy zaczynamy wchodzić w relacje z ludźmi, to albo się otwieramy, albo się nie otwieramy. Gdy zaczynamy budować więzi, wtedy dopiero możemy coś powiedzieć o człowieku. To, w co on jest ubrany, tak naprawdę nie ma większego znaczenia – mówi siostra.

Chcę do Afryki

– Myślę, że nie robię niczego wyjątkowego. Po prostu pracuję w swoim zawodzie, który jest też moją pasją. Jak wielu ludzi. Z tym że u mnie pierwsze było powołanie zakonne. Jednocześnie chciałam jechać na misje. I pomyślałam, że na misjach powinnam robić coś pożytecznego. Dlatego wybrałam studia pielęgniarskie. Miałam też mądrego proboszcza, który poradził mi, żebym najpierw poszła na studia i zdobyła jakiś konkretny zawód, spróbowała życia, a dopiero potem wybrała się do klasztoru. Od początku chciałam pojechać do Afryki. I nadal chcę. W moim sercu wciąż pulsuje jedno słowo: Afryka, Afryka, Afryka. Dawniej to było młodzieńcze pragnienie, trochę szalone, teraz myślę, że jest bardziej dojrzałe. Wierzę, że Pan Bóg objawia swoją wolę także poprzez nasze ludzkie pragnienia. Choć prowadzi różnymi ścieżkami, czasem krętymi, to droga z Nim jest niesamowitą przygodą, w którą warto się zaangażować – puentuje s. Aldona Skrzypiec.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12