Tego nie oddam za skarby świata

Jedną ręką trzymam się Boga, a drugą Krucjaty. Dzięki temu nie mam wolnej ręki, by sięgnąć po kieliszek – mówi Adam.

Zaczęło się ćwierć wieku temu. – Zajmowałam się w dębickiej par. św. Jadwigi grupą młodzieżową. Wspólnie odkrywaliśmy potrzeby wspólnotowe, które istnieją. Organizowaliśmy spotkania trzeźwościowe – opowiada s. Justyna Papież, służebniczka dębicka.

Kiedyś przyjechali do parafii przedstawiciele Diakonii Wyzwolenia z Tarnowa z ks. Janem Mikulskim. Zgłosili się do ks. Fiołka z prośbą, aby Krucjata Wyzwolenia Człowieka mogła zaistnieć w parafii. Dowiedzieli się, że właściwie coś podobnego już jest, że siostra prowadzi grupę, więc może siostra by się zajęła.

Pierwsze spotkanie odbyło się 30 listopada 1992 roku. Spotkania odbywają się raz w tygodniu. Najpierw w sali parafialnej ma miejsce rozważanie słowa Bożego, dzielenie świadectwem, a potem uczestnicy spotkań idą do kościoła na adorację Najświętszego Sakramentu i zostają na Eucharystii. I tak co tydzień. We wspólnocie jest bardzo wielu ludzi, którzy dobrowolnie ofiarowują swoją abstynencję w intencji pijących czy członków rodzin osób z problemem alkoholowym, którzy w Krucjacie i z Krucjatą modlą się o trzeźwość. Niemało jest też trzeźwych alkoholików, mających w Krucjacie wsparcie, środowisko wzrostu duchowego, płaszczyznę apostolstwa.

Wspólnota liczy ok. 200 osób. – Na początku naszej działalności, na rekolekcjach usłyszeliśmy coś, co odczytaliśmy jako potwierdzenie tej drogi. Kapłan przypomniał, że w każdym człowieku, także narkomanie, alkoholiku, jest obecny Chrystus, tylko że sponiewierany, poniżony, ubłocony. Trzeba takich ludzi odnaleźć, spotkać i zaprosić na ucztę miłości, bo Jezus ich też zaprasza, Jezus szuka także ich – tłumaczy s. Justyna.

Andrzej

Od ponad 20 lat w dębickiej grupie Krucjaty jest Andrzej. – Mam wspaniałą żonę, która się bardzo gorąco modliła wraz z dziećmi w mojej intencji. Pewnie dzięki temu Bóg dał mi łaskę trzeźwości. Piłem ponad 20 lat. Ostatnie 5 zupełnie bez pamięci. Straciłem kontrolę. Miałem przebłyski niepicia i wtedy wydawało mi się, że robię źle, ale nie mogłem się z tego wyzwolić – mówi. Nie sądził, że w życiu zostanie kiedykolwiek abstynentem. Dał się nakłonić żonie, by pójść z nią do kościoła. Wzięła go za rękę i przyprowadziła. Był Różaniec.

– Coś dostałem wtedy, jakieś światło. Poszedłem na spotkanie Krucjaty. Grupa liczyła 30–40 osób. Pierwszy raz w życiu przyznałem się przed wszystkimi, że jestem alkoholikiem. Ośmielili mnie ludzie z podobnymi problemami. Jeden powiedział, że 2 lata jest trzeźwy, inny – że 5 lat, inny – 10. Pomyślałem, że może i mnie się uda.

Jestem człowiekiem dość ambitnym. Gdy mnie ktoś wcześniej poniżał, to bolało. Zacząłem wychodzić z alkoholizmu i widziałem, że ludzie zaczęli to dostrzegać. Dźwigało mnie to do góry. Krucjata podnosiła mnie z upodlenia, wyzwalała – twierdzi Andrzej. Po roku podpisał Krucjatę na całe życie.

– Moje dzieci dość naoglądały się biedy, napatrzyły na moje pijaństwo, demoralizację. Teraz mam pięciu wspaniałych wnuków i nie chciałbym nigdy, żeby kiedykolwiek zobaczyły pijanego dziadka. One widzą mnie zawsze trzeźwego, staram się być uśmiechnięty, serdeczny, miły i chcę żeby tylko takiego mnie zapamiętały. Nie leczyłem się, nie byłem na terapii, mnie uleczył Bóg. To łaska. Sam jestem zdumiony, choć to już ponad 20 lat, i nie wiem, jak to się dzieje, że Bóg może człowieka w jednej chwili uleczyć, ocalić – opowiada.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9