Zawód: kierownik duchowy

Lista sióstr zakonnych, które o. Józef Andrasz poprowadził do świętości, jest długa. Znajduje się na niej także nazwisko największej polskiej mistyczki: św. Faustyny Kowalskiej.

Reklama

Studził emocje

Po powrocie do Krakowa, podczas jednej z pierwszych spowiedzi, w grudniu 1936 r., Faustyna jako pokutę otrzymała odmówienie Koronki do Miłosierdzia Bożego. Zaaprobowanie przez o. Andrasza powstałej zaledwie rok wcześniej modlitwy, którą zakonnica otrzymała od Jezusa w jednym z objawień, było wyraźnym sygnałem: jezuita nie miał żadnych wątpliwości dotyczących prawdziwości wizji Faustyny. Powtarzał jej, że nie może uchylać się przed Bożymi natchnieniami, ale jednocześnie starał się studzić emocje swojej penitentki. Kazał jej ćwiczyć się w pokorze i drobnych rzeczach.

Decydującą rolę w kształtowaniu losu przyszłej świętej o. Andrasz odegrał przy okazji rozmów o zgromadzeniu, które chciała ona założyć, odpowiadając na słowa Chrystusa ze swoich objawień. Kapłan stwierdził, że powinna to rozeznać w modlitwie i omówić z przełożonymi swojego zakonu, czyli Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Jezuita powtarzał: „Trzeba być bardzo w tych rzeczach ostrożnym, ponieważ siostra tu ma wolę Bożą pewną i wyraźną, bo jest złączona z tym Zakonem ślubami, i to wieczystymi, a więc wątpliwości być nie powinno”.

Mistyczka, przekonana, że musi jak najszybciej wypełnić Bożą wolę, paliła się jednak do realizacji pomysłu. Wbrew zaleceniom spowiednika chciała opuścić zakon, ale w ostatniej chwili zrezygnowała z tego pomysłu. Później podczas Mszy św. ujrzała Jezusa, który potwierdził to, co usłyszała od jezuity: „Żaden uczynek samowolny, chociażbyś w niego wiele wysiłków włożyła, nie podoba mi się”. Wtedy zrozumiała, że musi słuchać spowiednika we wszystkim.

Twarda postawa o. Andrasza prawdopodobnie uratowała przyszłą świętą przed niebezpiecznymi konsekwencjami. Gdyby nie zachowała posłuszeństwa wobec zakonu, Kościół mógłby zacząć odnosić się negatywnie do jej objawień, które zostały uznane dopiero wiele lat później. Kto wie, czy jedna nieostrożna decyzja przyszłej świętej nie przekreśliłaby orędzia miłosierdzia Bożego, które miało rozprzestrzenić się na cały świat.

Urodzony PR-owiec

Ojciec Andrasz, wierząc w prawdziwość objawień, czuł, że w jakiś sposób powinien przyczynić się do szerzenia kultu Miłosierdzia Bożego. Pisał o nim tak: „Na nas, żyjących czcicielach Miłosierdzia Bożego, spoczywa zatem wielkie i zaszczytne zadanie, żeby to nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego obejmowało coraz to nowe serca, coraz to inne miejscowości w Ojczyźnie naszej, by ją wypełniło po brzegi”. Swoje zaangażowanie w promowanie przesłania, które Jezus pozostawił Faustynie, rozpoczął od pomocy w namalowaniu obrazu Chrystusa. Zakonnica, opowiadając spowiednikowi o swojej wizji, stwierdziła, że Zbawiciel określił swoje spojrzenie, które powinno zostać uwiecznione na obrazie, jako „spojrzenie z krzyża”. Ojciec Andrasz uważał, że powinno ono zatem wyrażać miłość miłosierną wobec wszystkich ludzi. Na kanwie tej interpretacji powstał obraz namalowany przez Adolfa Hyłę: Jezus idzie na nim przez świat jako niebieski lekarz, chcący uleczyć całą ludzkość. W marcu 1943 r. poświęcony wizerunek zawieszono na bocznej ścianie kaplicy w Łagiewnikach, gdzie później złożono szczątki s. Faustyny. Wkrótce dzieło zyskało większą popularność od namalowanego wcześniej obrazu pędzla Eugeniusza Kazimirowskiego, na którym w spojrzeniu Jezusa czegoś zabrakło.

Propagowanie Bożego miłosierdzia przez o. Andrasza wiązało się także z publikowaniem artykułów i wydawaniem książek. Kapłan napisał m.in. „Życiorys świętej Faustyny”, „Miłosierdzie Boże” oraz „Poświęć się Sercu Bożemu”. Od 1921 r. jezuita zajmował się wydawaniem serii „Biblioteka Życia Wewnętrznego”, dzięki której na rynku pojawiały się przekłady wybitnych światowych dzieł dotyczących duchowości. Rozległe kontakty w tej branży okazały się bezcenne w kontekście szerzenia kultu Bożego Miłosierdzia.

Być może gdyby nie o. Andrasz i ks. Sopoćko, świat nie poznałby orędzia przekazanego polskiej mistyczce. Wspólne wysiłki obydwu kapłanów w tej ważnej sprawie już w sierpniu 1936 r. dostrzegła sama Faustyna: „Kiedy otrzymałam ten artykuł o miłosierdziu Bożym z tym obrazkiem, dziwnie przeniknęła mnie obecność Boga. Kiedy się pogrążyłam w modlitwie dziękczynnej, nagle ujrzałam Pana Jezusa w jasności wielkiej, tak jako jest namalowany, i u stóp Jezusa widziałam ojca Andrasza i ks. Sopoćkę”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • mamasize
    04.12.2017 09:19
    "Mądrość dobrych spowiedników zazwyczaj nie bierze się z książek, ale z doświadczenia i wielu godzin przesiedzianych w konfesjonale." Wiedza nie zaszkodzi nawet spowiednikowi:) Chyba że zazdrosnym, którzy wiedzą mniej.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6