Święta cisza

W każdą noc możesz podjechać na adorację do bazyliki w Katowicach-Panewnikach. Trwa już od czterech lat.

Reklama

Jezus czeka tutaj każdej nocy, wystawiony w Najświętszym Sakramencie w kaplicy fatimskiej. Nocami możesz się do Niego dostać przez boczne wejście do bazyliki. Pierwszą noc z Jezusem dyżurujący po dwóch ludzie spędzili w tym miejscu przed czterema laty, dokładnie 6 grudnia. – Z tego powodu modlące się osoby w naturalny sposób uznały za patrona tej adoracji świętego Mikołaja – mówi ojciec Alan Rusek, proboszcz bazyliki w Katowicach-Panewnikach. Ekipa „stałych dyżurnych” będzie rozmawiać o świętym Mikołaju w Panewnikach 2 grudnia, na spotkaniu z okazji 4. rocznicy nocnej adoracji. Świadkowie opowiedzą tam także o ostatnich... cudach. Jeśli ktoś twierdzi, że w XXI wieku Bóg już nie dokonuje cudów, musi w to naprawdę mocno wierzyć – bo fakty świadczą właśnie o Bożym działaniu. Także na Śląsku, w Panewnikach.

Nocny dyżur

Jedną z uzdrowionych jest Marianna Jakubowska, emerytowana nauczycielka z Katowic, która pracowała kiedyś w Zespole Szkół Budowlanych. Przed Najświętszym Sakramentem dyżuruje w soboty pomiędzy 21.00 a 22.00 i w poniedziałki rano, między 5.00 a 6.00. Zwykle też w niedziele towarzyszy mężowi w jego „nocnym dyżurze”. Marianna od trzech lat chorowała na neuralgię nerwu trójdzielnego. – To bardzo trudna choroba, ponieważ nie ma na nią lekarstwa. Boli język, boli pod nosem i boli nad okiem, we wszystkich tych miejscach jednocześnie. Ani się śmiać, ani jeść, ani komuś buziaka dać – mówi. Nawet podmuchy letniego wiatru, dotykające z boku jej twarzy, uruchamiały ten przeszywający ból. – Ból był przez cały czas. Często był, że tak powiem, równy. Wtedy funkcjonowałam normalnie. Czasem jednak przychodziły takie bóle, jakby mnie ktoś prądem raził co chwileczkę, co sekundę. Po nocach nie spałam. Objechałam lekarzy w różnych miastach Polski. Mój mąż modlił się za mnie codziennie – wspomina. Mimo choroby Jakubowscy zgłosili się do ekipy, która obstawia w Panewnikach nocne dyżury przed Jezusem w Najświętszym Sakramencie. W sytuacji zdrowotnej Marianny nic jednak na korzyść się nie zmieniało. – Po prawie trzech latach trochę się do tego przyzwyczaiłam. Powiedziałam: „Panie Boże, w życiu nigdy nie cierpiałam. Może to jest takie moje osobiste cierpienie?”.

Ból znika

W maju 2017 roku przed kaplicą nocnej adoracji Jakubowscy spotkali się z Barbarą Mrozek, podobnie jak Marianna nauczycielką. Barbara z zespołem koordynuje dyżury przed Najświętszym Sakramentem. Powiedziała, że jest propozycja, żeby ekipa dyżurujących przyjęła patronat świętego Mikołaja. Pokazała ikonę tego świętego, napisaną specjalnie dla ich wspólnoty i poświęconą przez ojca proboszcza. „Czy weźmie pani do domu świętego Mikołaja?” – zapytała. „Jasne!” – odpowiedziała natychmiast Marianna. – Jakoś tak bardzo się ucieszyłam. W domu zapanowała taka radość, jakbyśmy nie wiem kogo gościli. Jeszcze miałam kwiaty, które akurat tego dnia dostałam od męża, i w ogóle było tak pięknie. Najpierw modliłam się za małą chrześniaczkę Laurę, która urodziła się z bardzo ciężką wadą serca. Zaraz po urodzeniu była operowana, a teraz czekała na kolejną operację. Następnego dnia zadzwoniła też spod Kalisza moja koleżanka Krysia, zrozpaczona, bo dostała potwierdzoną diagnozę o nowotworze obydwu płuc – wspomina Marianna.

– Mówię jej: „Słuchaj, jest u mnie święty Mikołaj, będę codziennie cię polecała”. I rzeczywiście o nich świętemu mówiłam, nawet zdjęcia Krysi i małej Laury wsadziłam Mikołajowi „za plecy” – śmieje się. Za wstawiennictwem świętego biskupa Marianna prosiła jednak Pana Boga o zdrowie dla innych. Dopiero czwartego wieczoru w czasie modlitwy rzuciła, trochę mimochodem: „Święty Mikołaju, ale wiesz, że ta buzia mnie jednak boli”. – Nawet nie, żebym go tak bardzo prosiła, bo mówiąc szczerze, już się do tego cierpienia przyzwyczaiłam. Ja mu po prostu o tej mojej buzi wspomniałam. Rano budzę się i... nic mnie nie boli. Niesamowite uczucie. Teraz już tego bólu prawie nie pamiętam, ale wtedy było dla mnie aż dziwne, że moja buzia jest normalna, że mogę jej bez bólu dotknąć. Przez pierwszy tydzień myślałam, że ten ból jeszcze gdzieś wisi w mojej podświadomości. Właśnie mija pół roku, kiedy codziennie dziękuję Panu Bogu, że mogę się cieszyć, śmiać, nawet pocałować mogę wnuka. To jest piękne – mówi. Jak Pan Bóg daje, to hojnie: całkowicie uzdrowiona z nowotworu została też Krystyna spod Kalisza, koleżanka Marianny. Katowiczanka zaznacza, że za Krysię modliło się wielu ludzi. Okazało się też, że mała Laura jest już zdrowa i nie wymaga drugiej operacji.

Relikwie z Bari

Ikonę patrona grupy adorujących Jezusa napisała przed rokiem, modląc się przy tym i poszcząc, Małgorzata Pawlicka z Katowic-Piotrowic, też związana z ekipą od adoracji. Wielki sentyment do świętego biskupa ma od trzech lat, od czasu wizyty w sanktuarium św. Mikołaja w Pierśćcu pod Skoczowem. Ludzie pocierają tam chusteczki o jego figurę. Małgorzata była dość sceptyczna wobec tych gestów, ale wzięła chusteczkę „dla mamy”. Odruchowo przetarła nią nawet nie oczy, ale okulary. – Powiedziałam przy tym: „Panie Jezu, chcę mieć otwarte oczy serca”. Miałam wtedy zapalenie i trwałe uszkodzenie rogówki. Dwa dni później byłam u okulisty, gdzie okazało się, że zostałam uzdrowiona – wspomina. Kiedy ludzie związani z adoracją w Panewnikach dowiadywali się więcej o św. Mikołaju, coraz bardziej się z nim zaprzyjaźniali. – A z początku kojarzył nam się tylko z prezentami – śmieją się. O życiu tego świętego nie wiadomo zbyt wiele, bo starożytne podania o nim z upływem lat obrosły legendami. Dziś szczególnie pamięta o nim Kościół prawosławny. Wielu chrześcijan obrządków wschodnich świadczy o cudach, których Bóg dokonał w ich życiu za wstawiennictwem Mikołaja. – Mikołaj często „bierze i robi”, jak z tą moją twarzą. Ale szczególne wrażenie robią na mnie świadectwa, że każda osoba, uzdrowiona za jego wstawiennictwem, wracała do Boga – mówi Marianna Jakubowska. Panewniki mają wkrótce otrzymać relikwie św. Mikołaja. Ojciec Alan Rusek, proboszcz bazyliki, poprosił o nie biskupa miasta Bari we Włoszech, gdzie święty jest pochowany.

Skupieni mężczyźni

Na adorację Jezusa wystawionego w monstrancji przyjeżdża do Panewnik coraz więcej ludzi. Widać dużo mężczyzn skupionych na modlitwie, jest sporo młodzieży. Najbardziej tłoczno w kaplicy nocnej adoracji jest przed północą. Później robi się luźniej, ale i wtedy czasem ktoś podjeżdża samochodem. Zdarza się, że jest to ktoś, kto zmaga się z jakimś problemem i potrzebuje stanięcia przed Panem, nawet w nocy. – Mam nadzieję, że wszyscy adorujący doceniają tę świętą ciszę, która nam towarzyszy – mówi Barbara Mrozek. – Na co dzień żyjemy w hałaśliwym świecie, pełnym obrazów. Ta cisza daje nam wytchnienie. Można w niej wreszcie usłyszeć siebie, swoje sumienie, swoje pragnienia. I można rzeczywiście nawiązać żywą relację z Panem Jezusem, który jest obecny i patrzy na nas – podkreśla. Nocna adoracja jest możliwa dzięki ludziom, którzy zapisali się na stałe na nocne dyżury. Modlą się, adorują Jezusa, a przy okazji zapewniają kaplicy bezpieczeństwo. Barbara Mrozek zachęca do wybrania sobie takiej stałej godziny w którąś noc w tygodniu. Z własnego doświadczenia wie, że tego nieprzespanego czasu w ciągu następnego dnia wcale nie brakuje. – Nie czuje się tego balastu w ciągu dnia, za to po adoracji radość aż emanuje z człowieka. Pan Bóg naprawdę daje nam także fizyczne siły – przekonuje.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6