Różnie się mówi o młodzieży...

Gdyby w „Betanii” nie zjawił się mężczyzna, który chciał uczcić swoje 41. urodziny w bardzo nietypowy sposób, w mieszkaniu niepełnosprawnej pani Krysi wciąż byłyby odrapane ściany i nieszczelne okno.

Reklama

Mężczyzna (prosi o zachowanie anonimowości) postanowił, że podczas przyjęcia urodzinowego, na które zaprosił ok. 100 osób, jedynymi prezentami, jakie będzie przyjmował, będą pieniądze. Nie chciał ich dla siebie, dlatego zadanie liczenia złotówek powierzył wolontariuszom „Betanii”.

– Jakie intencje kierowały tym człowiekiem, niech pozostanie jego tajemnicą. Jedno jest pewne: nie myślał o sobie, ale o dobru innych, dlatego chylimy przed nim czoła – mówi ks. Krzysztof Rusnak, od 2016 r. opiekun Parafialnego Zespołu Caritas „Betania”, działającego przy sanktuarium Matki Bożej Myślenickiej, czyli przy parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Myślenicach.

Na remoncie się nie skończyło

Okazało się, że zebrali aż 10 tys. zł. Cała kwota została wtedy oficjalnie przekazana na rzecz parafialnej Caritas z zastrzeżeniem, że ma zostać dobrze wydana – np. tak, by pomóc konkretnej osobie. Wybór padł na panią Krysię, niepełnosprawną podopieczną „Betanii”, której mieszkanie od dawna prosiło się o remont.

– Już wcześniej zdecydowaliśmy, że postaramy się coś z tym zrobić i planowaliśmy postarać się o pieniądze na ten cel. Wtedy przyszedł ten pan – opowiada Dorota Gabryś, koordynator młodzieżowego Centrum Wolontariatu. Choć proboszcz ks. Stanisław Makowski proponował wolontariuszom, by wynajęli profesjonalną ekipę, oni woleli wziąć sprawy w swoje ręce i nie wydawać pieniędzy na zbędne rzeczy. Co prawda, remont zajął im aż trzy miesiące, bo pracowali tylko popołudniami i wieczorami, ale efekt wart był wysiłku. Łazienkę pomalowali i położyli w niej eleganckie płytki, kupili też nowy piecyk. W pokoju pomalowali na jasne kolory ściany, które dotychczas były szaro-niebieskie i odrapane. Położyli również panele i wymienili nieszczelne okno oraz parapet. Pani Krysia dostała też używaną sofę i stolik od osoby, która chciała sprzedać te meble, lecz gdy dowiedziała się o remoncie, dała je za darmo.

– Różnica w wyglądzie mieszkania przed remontem i po nim jest ogromna. Piękne jest też to, że pomagał, kto tylko mógł, choćby wpadając na kilka chwil, by posprzątać pobojowisko – śmieje się Dorota.

Oprócz niej pracowali też ks. Krzysztof i siedmiu wolontariuszy: Janek, Ania, Patryk, Edyta, Kacper, Tomek i Bartek.

Choć pani Krysia była nieco zmęczona panującym w domu od czerwca do września rozgardiaszem, dziś patrzy na wolontariuszy z radością, podziwem i wzruszeniem. – Pieniędzy nie mam dużo, a że ciągle są jakieś wydatki, nie stać by mnie było na taką inwestycję. Zwłaszcza z okna się cieszę, bo przy tym starym w zimie było mi zimno – opowiada. Remont nie pochłonął całej zebranej kwoty, dlatego teraz „Betania” zakłada centralne ogrzewanie w mieszkaniu innego podopiecznego.

Odkrycie i zaskoczenie

„Betanię” założył w 1994 r. ks. Piotr Sulek. Następnie opiekował się nią ks. Adam Biłka, a później przejął ją ks. Leszek Harasz, który w myślenickiej parafii Narodzenia NMP spędził aż 12 lat (obecnie jest proboszczem w parafii św. Marcina w Porębie Żegoty). Szybko zauważył, że choć młode osoby pojawiają się na spotkaniach Caritas, to po kilku tygodniach znikają, nie mogąc znaleźć wspólnego języka z osobami dużo starszymi od siebie. Stworzył więc Młodzieżowe Centrum Wolontariatu, które szybko nabrało wiatru w żagle.

– Dziś wspominam to jako piękną przygodę i doświadczenie niezwykłych przyjaźni. Uczyłem się współpracy z młodymi, a oni byli chętni do działania. Tak bardzo, że nawet jeśli po skończeniu szkoły średniej wyjeżdżali na studia do Krakowa, w wakacje wracali, by jechać na obóz dla osób niepełnosprawnych – opowiada ks. Leszek.

Te obozy to jeden z flagowych projektów „Betanii”. – Pierwszy był odkryciem i zaskoczeniem, bo świat osób niepełnosprawnych zachwycił nas, zdrowych – mówi ks. Harasz, a wolontariusz Janek Litwa przekonuje, że obozy za każdym razem są czasem obustronnego kształtowania charakterów i uczenia się odpowiedzialności za drugiego człowieka. – Jeżdżą z nami zarówno osoby chodzące, jak i jeżdżące na wózkach inwalidzkich oraz niepełnosprawne intelektualnie (łącznie jest ich 22), a mamy na koncie prawdziwe wyczyny – mówi Janek.

Rok temu udało się np. załatwić wszystkie pozwolenia na to, by do Morskiego Oka dojechać tak daleko, jak tylko się da. Później – pchając i niosąc wózki inwalidzkie – wolontariusze zeszli po skalnych schodach, by w przygotowanym miejscu uczestniczyć w Mszy św. odprawionej przez ks. Leszka. – W tym roku, już z ks. Krzysztofem, wdrapaliśmy się na Gubałówkę – dodaje Dorota Gabryś.

Koszt organizacji obozu to ok. 14 tys. zł i bez pomocy hojnych parafian wyjazd nie byłby możliwy. Dawniej wolontariusze tylko kwestowali przed kościołem w jedną niedzielę czerwca. Zbierali ok. 8 tys. zł. Rok temu wymyślili, by po Mszach św. mówić krótkie świadectwa. Musiały one poruszyć słuchaczy, bo w puszkach znalazło się aż 18 tys. zł. W tym roku pieniędzy było jeszcze więcej. – To, czego nie wydamy w jednym roku, przechodzi na kolejny i możemy planować odważniejsze przedsięwzięcia – cieszą się Dorota i Janek.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9