Potrzebujemy nowej Pięćdziesiątnicy

O programie duszpasterskim dla Kościoła w Polsce, konieczności przebudzenia w Duchu i o tym, jak walczyć z „Klątwą” mówi ks. abp Wiktor Skworc.

Reklama

Ks. Tomasz Jaklewicz: Ksiądz Arcybiskup często podkreśla, że podstawowy program duszpasterski Kościoła wynika z roku liturgicznego. Czy potrzebujemy jeszcze dodatkowych programów?

Abp Wiktor Skworc: W czasie roku liturgicznego rozważamy najważniejsze wydarzenia zbawcze Jezusa Chrystusa, z misterium paschalnym na czele. To fundamentalny program dla chrześcijanina. Każdy Kościół lokalny ma jednak swoją specyfikę i może stawiać akcenty na prawdy szczególnie ważne w danym roku. Kościół w Polsce już od 50 lat przygotowuje programy duszpasterskie. W ostatnich latach – w związku z 1050. rocznicą chrztu Polski – program duszpasterski podjął tematykę chrztu świętego i budzenia wśród wiernych świadomości chrzcielnej. Kiedy stanąłem na czele Komisji Duszpasterskiej Konferencji Episkopatu Polski, po konsultacji z jej członkami i konsultorami podjęliśmy decyzję o kontynuacji refleksji nad sakramentami chrześcijańskiego wtajemniczenia. Koniecznym dopełnieniem łaski chrzcielnej jest przyjęcie sakramentu bierzmowania – obdarowanie Duchem Świętym. Celem nowego programu duszpasterskiego jest odkrycie Osoby Ducha Świętego, otwarcie się na Jego działanie oraz refleksja nad chrześcijańskim świadectwem. Program pod hasłem „Duch, który umacnia miłość” opracowano na najbliższe dwa lata.

Czy potrzebujemy tylko katechezy o Duchu Świętym, czy chodzi także o otwarcie się na Jego łaski i charyzmaty na wzór przebudzenia, które ma miejsce w wielu ruchach?

Myślę, że chodzi o jedno i o drugie. Komisja Wychowania Katolickiego KEP opracowała niedawno nowy dokument o bierzmowaniu. Ale dokumenty to za mało. Większość naszego społeczeństwa przyjęła bierzmowanie, ale jeszcze wielu osobom brakuje pogłębionej świadomości otrzymanych darów i wynikających z nich zdolności, m.in. wyznawania wiary, szerzenia jej i obrony. Co więcej, w sakramencie bierzmowania spotykamy się z Osobą Ducha Świętego, z samym Bogiem – największym darem. Ruchy charyzmatyczne są cennym zasobem dla odnowy Kościoła i duszpasterskiego nawrócenia, ale nie możemy zapominać, że Duch Święty odnawia swą mocą cały Kościół i buduje go na fundamencie Chrystusowej Ewangelii.

W Polsce w ostatnich latach powstało sporo oddolnych inicjatyw ewangelizacyjnych (szkół nowej ewangelizacji, stowarzyszeń itd.), często inspirowanych i prowadzonych przez ludzi świeckich. Można powiedzieć, że to właśnie znak świadomości bierzmowania, czyli odpowiedzialności za Kościół. Czy te inicjatywy cieszą Księdza Arcybiskupa, czy może jakoś niepokoją?

Te nowe inicjatywy mogą świadczyć o działaniu Ducha Świętego. Różne są dary Jego łaski oraz charyzmaty. Ożywienie ewangelizacyjne daje powody do radości, ale zadaniem pasterzy Kościoła jest rozeznawanie wartości tego, co nowe; patrzymy z uwagą na motywy oraz skutki działania tzw. grup charyzmatycznych. Pytamy o to, czy budują one Kościół, czy służą jedności i dziełu ewangelizacji. Takie jest zadanie biskupów, a wierni mają prawo to tego, by otrzymać od nas zapewnienie o autentyczności charyzmatów i wiarygodności tych, którzy zostali nimi obdarowani.

Zadaniem pasterzy jest ukierunkowanie zapału, ale też danie tym nowym inicjatywom przestrzeni w Kościele. Czy te sprawy będą przedmiotem duszpasterskiej troski Kościoła w ciągu tych dwóch lat poświęconych Duchowi Świętemu?

Papież Benedykt XVI nazwał Ducha Świętego „wielkim Nieznajomym”. Dlatego celem pierwszego roku realizacji programu duszpasterskiego – począwszy od Adwentu – będzie przybliżenie wiernym Osoby Ducha Świętego i Jego darów. Potrafimy mówić o Bogu Ojcu i o Jezusie Chrystusie, ale Osoba Ducha Świętego jest ciągle za mało znana. Z kolei drugi rok będzie koncentrował się na refleksji poświęconej apostolstwu w mocy Bożego Ducha, dla dobra wspólnoty Kościoła, a konkretnie parafii. Ożywienie życia parafialnego jest jednym z zadań ruchów ewangelizacyjnych i charyzmatycznych. Rzecz w tym, aby świadomość działania w nas Ducha Świętego znalazła skuteczne przełożenie na duszpasterską dynamikę parafii, będącej podstawowym środowiskiem życia chrześcijanina. Nie wyobrażam sobie, aby dana wspólnota charyzmatyczna działała wyłącznie poza strukturami parafii; i odwrotnie, aby wierni zrezygnowali z jedności z parafią – dokonali exodusu na rzecz duchowego rozwoju w małej grupie „charyzmatyków”. W tym względzie konieczna jest współpraca duchownych i świeckich. Oraz pokora jednych i drugich.

To może jest sedno problemu, o którym rozmawiamy. Aktywność świeckich zderza się czasem z obojętnością czy niezrozumieniem ze strony duchownych. I dlatego powstaje wrażenie tego exodusu, o którym mówił Ksiądz Arcybiskup.

Dlatego program duszpasterski jest skierowany do wszystkich: do księży, osób świeckich i konsekrowanych, do wspólnot. Chodzi o to, by w całym Kościele w Polsce nastąpiło obudzenie w Duchu Świętym, pentekostalne [dot. Pięćdziesiątnicy – red.] ożywienie naszych parafii. Cel jest ambitny.

Hasło pierwszego roku realizacji programu „Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym” nawiązuje wprost do opisu zesłania Ducha Świętego. Czyli chodziłoby o nową Pięćdziesiątnicę Kościoła w Polsce.

Czegoś takiego oczekujemy. Oprócz części teologiczno-pastoralnej nowy program duszpasterski zawiera propozycje praktycznych materiałów (homiletycznych, katechetycznych i liturgicznych), zasadniczo do wykorzystania w parafii, np. opracowania nabożeństw wigilii uroczystości Zesłania Ducha Świętego. Pięćdziesiątnica – o czym często zapominamy – jest świętem narodzin Kościoła. Ten fakt powinien być mocnym akcentem nadchodzącego roku duszpasterskiego.

Ksiądz Arcybiskup mówi, że potrzebujemy pentekostalnego ożywienia, a w ostatnim czasie zostały podniesione obawy o tzw. pentekostalizację Kościoła. Jak to rozumieć? Na czym polega niebezpieczeństwo?

Zagrożenie powstaje wtedy, gdy w doświadczeniu religijnym szuka się wyłącznie nadzwyczajnych charyzmatów, wzmacnianych m.in. przeakcentowaniem w chrześcijańskiej formacji subiektywizmu interpretacyjnego słowa Bożego. Nie chodzi zatem o koncentrację na sobie i na własnych przeżyciach, ale o głoszenie Ewangelii. Zauważmy, że apostołowie po wylaniu Ducha Świętego spełnili misyjny nakaz – wyszli do świata, a nie tracili czasu na ekscytowanie się łaskami, które otrzymali.

Dla ludzi, którzy byli daleko od Kościoła, ten element przeżyciowy bywa początkiem ich nawrócenia.

Pełna zgoda, jednak pokusa zawężenia religijności tylko do sfery przeżyciowej jest bardzo silna. Taka jest zresztą natura ludzkich emocji; szukamy coraz większej ich dawki.

Program duszpasterski mówi o bierzmowaniu, czyli pojawia się także temat młodzieży. Czy jako Kościół tracimy młodzież?

Kościół w Polsce nie jest monolitem, nie chciałbym więc uogólniać. Niewątpliwie w każdej diecezji, a nawet powiedziałbym, że w każdej rodzinie, dzieci stają się problemem. Rodzice czują, że tracą w stosunku do nich wychowawczy wpływ. Decyduje o tym wiele zewnętrznych czynników, które oddziałują na młodych ludzi. W konsekwencji słowo albo świadectwo samych rodziców do nich już nie dociera. Teza, że Kościół traci młodzież, nie znajduje potwierdzenia, jeżeli chodzi o uczestnictwo w katechezie szkolnej, ale jest prawdziwa w przypadku praktyk religijnych. Nie potrafimy wprowadzić młodego człowieka w sakramenty, doświadczenie żywej wiary i modlitwę. Nauczanie religii w szkole wyparło zarówno ze świadomości młodzieży, jak i duszpasterzy potrzebę katechezy parafialnej i zaangażowania się młodych w kościelne wspólnoty. W tym punkcie przegrywamy. W wielu diecezjach działają Ruch Światło–Życie, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży i inne wspólnoty formacyjne. Ich priorytetem powinno być otwarcie się na młodzież przyjmującą sakrament bierzmowania.

Czy ten dwuletni program o Duchu Świętym zakłada też jakieś przemodelowanie przygotowania do bierzmowania?

Szczegółowymi rozwiązaniami w tym względzie zajmuje się Komisja Wychowania Katolickiego KEP. Zadaniem osób odpowiedzialnych za programowanie duszpasterstwa jest m.in. odpowiedź na pytanie o kształt pracy z tymi młodymi, którzy przyjęli już sakrament bierzmowania. Rodzą się konkretne, nierzadko autorskie pomysły. Przykładowo w archidiecezji katowickiej organizujemy we współpracy z katechetami pielgrzymkę dla uczniów, którzy w danym roku przyjęli bierzmowanie. Mam jednak świadomość, że jest to wydarzenie jednorazowe. Duszpasterzy musi zatem niepokoić pytanie o konkretną „ofertę” dla młodych ludzi w parafii. Młodzież chętnie angażuje się w pracę charytatywną, pomoc misjom i wszelkie formy wolontariatu. Uważam, że są to obszary warte rozwijania.

Jak Ksiądz Arcybiskup diagnozuje sytuację Kościoła w Polsce. Wydaje się, że jesteśmy świadkami jakiegoś „zwijania się” Kościoła, na co wskazują pustoszejące seminaria, zaczyna brakować katechetów, wolno, ale systematycznie spada liczba dominicantes, wzrasta liczba rozwodów. Nawet na tradycyjnie licznej pielgrzymce mężczyzn do Piekar odnotowano znaczący spadek frekwencji. Jak Ksiądz Arcybiskup patrzy na to wszystko? Co czuje? Co radzi?

Jesteśmy skazani na optymizm. Myślę, że w tej pesymistycznej diagnozie wybrzmiewa jakiś pelagianizm w nowej odsłonie, czyli przekonanie, że wszystko w Kościele zależy od naszych działań oraz od odkrycia skutecznych metod ewangelizowania. Kościół w Polsce wypełnia swoją misję, głosi ludziom Ewangelię. Jednak fundamentem przyjęcia oferty Dobrej Nowiny pozostaje ciągle ludzka wolność. Akceptacja albo odrzucenie Bożego objawienia jest też sprawą konkretnego człowieka. Zwróciłbym w tym miejscu uwagę na konsekwencje niektórych współczesnych zjawisk. Jestem przekonany, że społeczeństwo trawi materializm praktyczny. Sytość sprawia, że człowiek czuje się samowystarczalny. Podniesienie poziomu życia materialnego łączy się nierzadko z odejściem od Boga. Boleśnie doświadczają tego faktu lokalne Kościoły Europy Zachodniej. Ponadto dotyka nas problem demografii. Spadki, o których mowa, też się z nim łączą. Jako duchowni winniśmy w dziele ewangelizowania szukać sprzymierzeńców. Winniśmy angażować świeckich pomocników, członków ruchów, wspólnot oraz parafialnej rady duszpasterskiej.

Zachodnia cywilizacja wyraźnie odeszła od chrześcijańskich korzeni. Na tym tle Polska się wyróżnia. Pojawiają się głosy, że toczy się jakaś duchowa walka o Polskę. Czy wolno patrzeć na to w ten sposób?

Ta walka duchowa toczy się najpierw w każdym z nas. Zbyt łatwo przenosimy ją w przestrzeń społeczną czy polityczną. Tymczasem pierwszym frontem walki jest serce człowieka. Ta prawda pozwala nam zrozumieć, jak wiele zależy od każdego z nas. Taki jest również cel omawianego programu duszpasterskiego: budzi do odpowiedzialności, zaangażowania w głoszenie Ewangelii i obronę wartości. Niezależnie od poziomu dobrobytu każdy człowiek staje przed pytaniami egzystencjalnymi o sens życia, o przyszłość, o śmierć. Odpowiedzią na nie jest Jezus Chrystus. W przepowiadaniu, niedzielnych homiliach brakuje nam czasem tematów eschatologicznych, związanych z ostatecznym losem człowieka. Być może za rzadko posługujemy się w Kościele takim wyrażeniem jak walka o zbawienie człowieka. Ta walka już się zwycięsko dokonała przez Jezusa Chrystusa. Przecież to jest istota Ewangelii!

W każdym z nas toczy się walka duchowa, ale ona jest także obecna w przestrzeni publicznej. Jesienią ubiegłego roku miał miejsce tzw. czarny poniedziałek. Powiało wtedy jakąś metafizyczną grozą. Teraz rusza właśnie inicjatywa „Stop aborcji”, popierana przez Episkopat Polski. Więc ta walka duchowa toczyć się będzie również w obszarze społeczno-politycznym. Temat mądrej obecności Kościoła w przestrzeni publicznej jest aktualny.

Obecność przedstawicieli Kościoła w przestrzeni społecznej jest potrzebna. Jednak katolicka nauka społeczna wskazuje wyraźnie, że działalność polityczna jest domeną osób świeckich; chrześcijan zdolnych do promocji i obrony w świecie polityki wartości ewangelicznych. Niestety, w przestrzeni publicznej często dochodzi do radykalnej konfrontacji. Rodzi się więc pytanie: czy nam, katolikom, ta radykalna konfrontacja przystoi, czy nie powinniśmy raczej działać innymi metodami?

Dopytam: chodzi o konfrontację między kim a kim?

Pomiędzy reprezentantami tych sił, które się ujawniły w tzw. czarny poniedziałek, a Kościołem. Inny przykład: w Chorzowie wystawiono spektakl pt. „Klątwa”. Pytam: mamy pójść jako chrześcijanie pod teatr i tam „bić się na różańce”, stając się aktorami w starciu, na które tylko czekają media? Czy skuteczniejsze jest zachęcenie wszystkich katolików Chorzowa do adoracji Najświętszego Sakramentu w godzinie trwania tego spektaklu? Z jednej strony potrzebny jest wyraźny znak sprzeciwu Kościoła – taką rolę w tym przypadku spełnił komunikat pasterza diecezji i proboszczów Chorzowa – zaś z drugiej strony postawiliśmy na oręż modlitwy w chorzowskich parafiach. Uważam, że nie możemy przyjąć takich sposobów walki ze złem, które obce są Chrystusowej Ewangelii.

Pytanie, czy da się bezkonfrontacyjnie bronić naszych wartości w sytuacji wojny kulturowej. Czy modlitwa różańcowa i śpiew suplikacji pod teatrem, w którym poniżany jest krzyż, to metody nieewangeliczne? Gdzie leży granica między metodami ewangelicznymi a nieewangelicznymi?

Protest mógł przyjąć różne formy, z modlitwą przed teatrem włącznie. Wybraliśmy w moim przekonaniu metodę najskuteczniejszą: Eucharystię, adorację Najświętszego Sakramentu i pokutę. W dokumentach soborowych czytamy, że Kościół jest narzędziem i znakiem jedności całej ludzkości. Granicą nieprzekraczalną w ludzkich relacjach jest nienawiść. Nie możemy jej potęgować. Jeśli wyjście na ulice i konfrontacja z ludźmi o poglądach odmiennych niż nasze prowadziłyby do wzrostu wzajemnej nienawiści, to dla katolika nie byłaby to właściwa droga. Oto kluczowe kryterium rozeznawania chrześcijańskiej postawy wobec osób o radykalnie odmiennych poglądach.

Na czym w dzisiejszym duszpasterstwie polega odwaga?

Odważny duszpasterz, nawiązując do słów papieża Franciszka, to ten, który idzie na peryferie ludzkiej egzystencji. Przyjmuje logikę „integracji i miłosierdzia”, czyli szuka tych, których z różnych powodów nie ma w Kościele. Kościół katolicki w Korei Południowej od czasu do czasu apeluje do wiernych, żeby w niedzielę przyprowadzili sąsiadów na Mszę św. Czy mamy tak odważną wiarę?

Czy w przestrzeni społecznej to odważne ewangeliczne wyjście na peryferie oznacza także na przykład upominanie się o obronę życia?

W ostatnich latach wierni świeccy oraz duchowni parokrotnie opowiadali się za obroną życia, wyrażając własnoręcznym podpisem poparcie dla obywatelskich projektów zmiany obowiązującego w tym względzie prawa. Niestety, obrona życia ludzkiego nabrała w naszym kraju wyraźnych konotacji politycznych.

Media liberalne krzyczą, że żyjemy w państwie wyznaniowym. Czy biskup albo ksiądz – jako obywatele – mają prawo zabierać głos w kwestii polityki rozumianej jako troska o dobro wspólne?

Piekarskie pielgrzymki stanowe mężczyzn i kobiet są najlepszym dowodem zaangażowania Kościoła w sprawy społeczne. Tak działali kolejni biskupi katowiccy, wchodząc w konkretne konteksty polityczno-społeczne z prawdą Ewangelii i katolicką nauką społeczną. I pełnili funkcję krytyczno-profetyczną, poruszając np. problemy związane z ludzką pracą, rodziną, szkołą i wychowaniem, trzeźwością oraz świętowaniem i niedzielą, która powinna być „Boża i nasza”.

W przemówieniach piekarskich, które głoszą biskupi katowiccy na dorocznych pielgrzymkach, zawsze są te dwie warstwy: jest apel w stronę władz, by w sprawowaniu urzędu i stanowieniu praw szanowały prawo naturalne, które wszystkich obowiązuje w sumieniu, oraz apel do sumień ludzkich, aby tych przykazań nie łamać w życiu.

Obecnie pojęcie prawa naturalnego także jest odrzucane. Istnieją uzasadnione obawy, że możemy nie doczekać dnia, w którym prawodawstwo naszego państwa zagwarantuje obronę ludzkiego życia od poczęcia. Dlatego właśnie pierwszym zadaniem Kościoła jest kształtowanie ludzkich sumień.

Ostatnio w relacjach Polska–Niemcy narasta napięcie. Jak Ksiądz Arcybiskup ocenia tę sytuację?

Między naszymi społeczeństwami dokonało się pojednanie. Niekoniecznie przez gesty polityków, ale może bardziej przez działanie Kościołów, zarówno katolickiego, jak i ewangelickiego. W latach 80. społeczeństwo niemieckie spontanicznie pomagało Polakom w trudnych czasach stanu wojennego. Zrodziło się wtedy wiele więzi między rodzinami, parafiami. Oczywiście pewne problemy natury politycznej istnieją i trzeba je rozwiązywać. Niech politycy, dyplomaci i prawnicy o tym rozmawiają i szukają rozwiązań. Ale martwi mnie podsycanie nastrojów antyniemieckich w społeczeństwie polskim. Nie wolno zaprzepaścić dzieła powojennego pojednania.

Jak będzie wyglądał Kościół w Europie, w Polsce, powiedzmy, za sto lat?

Bóg to wie, a my mamy do Niego pełne zaufanie! 

Abp Wiktor Skworc - ur. w Bielszowicach, od 2011 roku metropolita katowicki, w latach 1998–2011 biskup tarnowski. Doktor nauk humanistycznych. Przewodniczący Komisji Duszpasterstwa KEP.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6