Oczko w głowie

Jan Kowalski powinien częściej patrzeć na Jerozolimę. I to na pewne konkretne wzniesienie (818 m n.p.m.). To stamtąd przyjdzie Mesjasz.

Reklama

Wróciłem właśnie z naszych wspólnotowych rekolekcji. Na jednym ze slajdów wyświetlanych na sali, w której mieliśmy spotkania, był cytat: „I Jemu nie dajcie spokoju, dopóki nie odnowi i nie uczyni Jeruzalem przedmiotem chwały na ziemi” (Iz 62,7). Co było robić, nie dawałem Mu spokoju. Zwłaszcza w czasie Mszy św., gdy śpiewałem: „Przyjdź królestwo Twoje”. Moje myśli wędrowały w stronę pewnego wyprażonego przez słońce wzgórza.

Śmiech na sali

Wyobraźmy sobie burmistrza jednego z polskich miast, który w czasie swego exposé wyjeżdża z hasłem: „Dziękuję za wybór. Mój plan? Chcę przygotować nasze miasto na przyjście Mesjasza”. Kłopotliwe chrząkanie na sali? Burza w necie? Szydercze memy pełne warczących wyrazów?

Teddy Kollek, pierwszy burmistrz Jerozolimy (pełnił urząd przez 28 lat), nie owijał w bawełnę: „Stanąłem przed najbardziej odpowiedzialnym zadaniem, jakie jakikolwiek człowiek mógł otrzymać: mam przygotować miasto na przyjście Mesjasza”. – To dopiero wymiar władzy! Zmienia się absolutnie wszystko – wyjaśnia Kazimierz Barczuk, żyd pracujący od lat z ocalałymi z Holocaustu. – Przygotowujesz miasto na przyjście Mesjasza. Teddy Kollek naprawdę wierzył, że obiecany Mesjasz nadejdzie. My też powinniśmy tak czekać na Jego powrót! Skoro widzimy, że w Jezusie spełniło się około 300 proroctw Starego Testamentu, to dlaczego nie miałyby się spełnić te, które zapowiadają Jego powrót?

„Jerozolima będzie deptana przez pogan, aż czasy pogan przeminą” (Łk 21,24) – zapowiedział Jezus. Czy to słowo nie wypełniło się przed 50 laty? Po wojnie sześciodniowej?

Wzgórze Świątynne jest nasze

Przewaga wojsk arabskich nad Izraelem w samolotach, czołgach i działach, dostarczanych przede wszystkim przez Sowietów, wynosiła 3:1. Nazwę zakończonemu pół wieku temu trzeciemu wielkiemu starciu Izraela z arabskimi sąsiadami nadał gen. Icchak Rabin. Egipski prezydent Gamal Abdel Naser, który w maju 1967 r. rzucił: „Już samo istnienie Izraela stanowi agresję”, ogłaszający wszem wobec, że tym razem Arabowie zepchną Żydów do morza, nazwał tę wojnę an-Naksa, czyli odwrotem.

6 czerwca 1967 r. o godz. 2.10 spadochroniarze płk. Mordechaja „Motty” Gura zaczęli przenikać do Jerozolimy wschodniej (Stare Miasto, Wzgórze Świątynne ze Ścianą Zachodnią, Góra Oliwna). Po wojnie 1948 r. i wyznaczeniu linii demarkacyjnej żaden Żyd nie mógł stanąć przed Ścianą Płaczu – pozostałością najświętszego miejsca świata: świątyni Jahwe. Spadochroniarze sprawnie wdarli się na Via Dolorosa. Niebawem chrypliwy okrzyk Gura: „Wzgórze Świątynne jest w naszych rękach!” powtarzał cały świat.

Czy można na te wydarzenia patrzeć w znaczeniu duchowym, biblijnym? Skąd wiadomo, że Jezus powróci właśnie do Jerozolimy? – Czy wcielenie Jezusa było jedynie symboliczne? Nie! To była konkretna realizacja obietnic, które Bóg wypowiadał przez proroków: „A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu” – opowiada o. Mariusz Orczykowski, rektor seminarium franciszkanów w Krakowie.

– Jeśli proroctwa o Wcieleniu odczytujemy konkretnie, dlaczego mamy problem z odczytywaniem zapowiedzi dotyczących paruzji? A proroctwa biblijne mówią jasno: miejscem Jego przyjścia będzie jerozolimska Góra Oliwna. Jeśli spełniło się proroctwo, że Mesjasz narodzi się w Betlejem, dlaczego nie miałaby się spełnić obietnica Jego powrotu na Górę Oliwną? Dla żydów mesjańskich (Izraelici, którzy uwierzyli w to, że rabbi Jeszua jest oczekiwanym od wieków Mesjaszem) to niezwykle ważna kwestia: oni paruzję wiążą nie tylko z „powrotem Króla”, ale i przywróceniem królestwa Dawida. Gdy uczniowie pytali Jezusa: „Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?”, odpowiedział im: „Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą” (Dz 1,7). On nie powiedział, że to się nie stanie, ale zapowiedział, że to leży w gestii Ojca. Widzimy coraz większy ruch żydów mesjańskich. Izrael ma swe państwo. Jerozolima jest w rękach Żydów. Widzimy wielką aliję Żydów do Ziemi Świętej (przymierze Abrahama było związane nie tylko z ludem, ale i ziemią). Te proroctwa wypełniają się na naszych oczach. Spełnia się zapowiedź Izajasza, że wszystkie narody i ludy przyjdą do tego miejsca. Możemy mieć nadzieję, że ziemia, która nosiła proroków i Jezusa, na nowo zajaśnieje chwałą.

Czy mamy prawo patrzeć na zakończenie wojny sześciodniowej w kontekście duchowym? Oczywiście. W tym roku patrzymy na 100. rocznicę objawień fatimskich, 300. rocznicę koronacji obrazu jasnogórskiego. Odczytujemy je, rozeznajemy. Czy przesłanie o miłosierdziu, które wybrzmiało w XX wieku, nie łączy się z historią Izraela? Z jego cierpieniem i powstaniem państwa? Skoro patrzymy na historię naszego Kościoła w kluczu rocznic i jubileuszów, dlaczego nie możemy tak patrzeć na Izrael? Może rzeczywiście nadchodzi już zapowiadana przez Jezusa „pełnia pogan”? Gdy prezentowano przed laty kard. Ratzingerowi owoce pracy zespołu TJCII (W kierunku Soboru Jerozolimskiego II), stwierdził: „Jeżeli jesteście Izraelem, który powraca, to znaczy, że dochodzimy do ostatniego etapu historii”.

To mocna, jasna, czytelna intuicja. Dochodzimy do ostatniego etapu historii. Powrót Izraela jest tajemnicą, która została zapisana w Liście do Rzymian i jest wstępem do paruzji. – Pamiętajmy, że Jezus, który płakał nad Jerozolimą, zawołał: „Nie ujrzycie Mnie odtąd, aż powiecie: Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie”, więc chrześcijan, którzy czekają na przyjście Pana, powinno interesować to, co dzieje się w Izraelu – dopowiada judaistka Maja Miduch.

W centrum planu

Mesjasz powróci do Jerozolimy. Stanie na Górze Oliwnej. Nie wiem, czy jutro, czy za tysiąc lat. Zainteresowanych poszerzeniem tematu odsyłam do przedostatniej starotestamentalnej Księgi Zachariasza: „Powrócę znowu na Syjon i zamieszkam znowu w Jeruzalem. I znowu Jeruzalem nazwą Miastem Wiernym, a górę Pana Zastępów – Górą Świętą” (Za 8,3). Kluczowy dla Kowalskiego, który jeszcze miewa wątpliwości, dlaczego Miasto Pokoju jest naszkicowane w centrum planu powtórnego przyjścia Mesjasza, jest rozdział 14. Księgi Zachariasza. „Wtedy Pan wyruszy do boju i będzie walczył przeciw ludom, jak niegdyś walczył w dniu bitwy. W owym dniu dotknie stopami Góry Oliwnej, która jest naprzeciw Jerozolimy od strony wschodniej, a Góra Oliwna rozstąpi się w połowie od wschodu ku zachodowi i powstanie wielka dolina. (…) Wtenczas nadciągnie Pan, mój Bóg, i z Nim wszyscy święci. Będzie to jeden jedyny dzień – Pan tylko wie o nim – nie będzie to dzień ani noc, wieczorną porą będzie jasno. A Pan będzie królem nad całą ziemią”.

Biblia zapowiada, że Pan powróci do Jeruzalem. Czy można znaleźć wyraźniejsze wskazówki? To nie jakieś tanie newage’owe przepowiednie, ale ostre jak miecz słowo Boże, które krąży tak długo, aż wyda owoc.

Życie na wyspie

Izrael – to jest dopiero „życie na wyspie”. Malutki kraj otoczony oceanem nieprzyjaznych (delikatnie powiedziane) krajów. Czy obserwując to, co dzieje się z tym narodem, można zgadywać, czy przyjście Jezusa jest bliskie?

Tak – odpowiadał ks. Peter Hocken, wykładowca uniwersytecki, historyk badający rozwój Odnowy Charyzmatycznej, który zmarł 10 czerwca. – W pewnym momencie Duch Święty uświadomił mi, że całe działanie Ducha jest ukierunkowane na powtórne przyjście Jezusa. Mesjanistyczni żydzi są ogromnym znakiem czasu. To odrodzenie tej gałęzi, która nie funkcjonowała w Kościele przez wiele lat. Większość żydów mesjanistycznych uważa powstanie swojego ruchu za rzeczywistość profetyczną czasów ostatecznych.

Ilu ich jest? Szacunkowe dane mówią, że 1,5 mln, ale naprawdę trudno to zweryfikować. W ojczyźnie Jezusa przyznanie się do wiary w Jego posłannictwo grozi społecznym i rodzinnym wykluczeniem, a mimo to w Izraelu ruch ten liczy około stu gmin: 70 hebrajskojęzycznych, 25 rosyjskojęzycznych i 5 etiopskich. – Katolicy mogą myśleć, że ostatecznym przeznaczeniem jest Rzym. Nie! Przecież Biblia mówi wyraźnie: tym miejscem będzie Jeruzalem – nauczał ks. Hocken w czasie ubiegłorocznej Strefy Zero.

– Pan powróci do Jerozolimy. To wtedy naród żydowski zawoła: „Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie” i powita Mesjasza. Przyjęcie Jeszui przez Żydów będzie kluczowym elementem tego, co Bóg dziś buduje. Dla wielu z nas jest to trudne do przyjęcia. Ruch mesjanistyczny jest jeszcze zbyt mały – kręcą głowami niektórzy. Ale to nie ma znaczenia: wszystkie dzieła Ducha zaczynają się jako coś małego, kruchego. Naród żydowski jest częścią planu Bożego, realizacją Jego obietnic. Na końcu Apokalipsy w 21. rozdziale jest mowa o skarbach wnoszonych przez wszystkie narody i zanoszonych do Jeruzalem. Wszystko, co pochodzi od Boga, wszystko, co jest święte, znajduje swe właściwe miejsce w tym ostatecznym zgromadzeniu.

– Jerozolima jest konkretnym znakiem tego, że zbawienie nie dokonało się w jakiejś „duchowej przestrzeni”, ale Bóg wkroczył w historię ludzkości – opowiada Adam Dylus, od lat zaangażowany w dialog katolików i żydów. – Skąd wiem, że Jezus przyjdzie do Jerozolimy? Z wielu proroctw biblijnych. Aniołowie w czasie wniebowstąpienia Jezusa zapowiedzieli uczniom: „On przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego”. Dla mnie zwrot „tak samo” oznacza „w tym miejscu”. W ostatnim dokumencie Komisji ds. Dialogu z judaizmem z 10 grudnia 2015 r. (już sama jego nazwa jest znacząca: „Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne”) czytamy: „Kościołowi bez żydowskich korzeni grozi zapadnięcie w ahistoryczną gnozę”.

„Jeruzalem. Jeśli zapomnę o tobie, niech uschnie moja prawica” – śpiewają do dziś żydzi. Czy można poprawić psalmistę? Wszystkie oczy na Jeruzalem!

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6