Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój

„Uradowałem się, gdy mi powiedziano: Pójdziemy do domu Pańskiego! Już stoją nasze nogi w twych bramach, o Jeruzalem” – te słowa powtórzył za psalmistą po przejściu prawie 3200 km z Otynia do Jerozolimy.

Reklama

103 dni, 3198 km, 11 krajów, 3 tys. zdjęć, 9 kg wagi mniej, 3 promy, 1 samolot. 30 noclegów w klasztorach, na plebaniach i w domu wspólnoty w Medjugorju, 30 w hotelach, motelach, apartamentach, 20 w domach u rodzin, 12 pod gołym niebem, 5 w pomieszczeniach gmin, w klubie, na stacji benzynowej, w restauracji, 2 przy meczetach, 2 na promach i wreszcie 1 na kempingu. Koszt 3,5-miesięcznej pielgrzymki? 0 zł!

– Nigdy nie prosiłem o pieniądze czy jedzenie – wszystko otrzymałem od przyjaciół i osób spotkanych po drodze – przyznaje Jacek Jelonek z Poznania. To właśnie jego historia kryje się pod tymi statystykami. Historia drogi z sanktuarium Matki Bożej Królowej Pokoju w Otyniu do Jerozolimy.

– Ostatnio zastanawiałem się, dlaczego zostałem zaproszony przez Boga do odbycia pieszej pielgrzymki. Doszedłem do wniosku, że złożyło się na to kilka czynników. Zaczynając od tych prozaicznych. Mam już doświadczenie w „pielgrzymowaniu na dłuższe dystanse” (Lourdes–Santiago de Compostela – 1000 km; Częstochowa–Rzym – 1500 km). Jestem informatykiem freelancerem, więc mogłem zrobić sobie 4-miesięczną przerwę w pracy. Wydaje mi się, że jestem dość elastyczny, ciekawy przygód i potrafię stosunkowo łatwo zaakceptować trudniejsze warunki drogi czy noclegów. No i najważniejsze, mam kochającą żonę Martę, otwartą na Ducha Świętego, która mimo obaw zgodziła się, abym wyruszył. Chyba dopiero taka kombinacja sprzyjających okoliczności może doprowadzić do Bożego szaleństwa, aby wyruszyć w nieznane, w ponad 3000-kilometrową drogę – mówi pielgrzym, który opisał swoją drogę na osobistym blogu Facebooka „Do Jerozolimy”.

Poszedł, aby głosić

Droga do Jerozolimy była od początku drogą modlitwy. Przede wszystkim o pokój, bo taki cel przyświecał pielgrzymowi, który przez całą drogę zachęcał do modlitwy w tej intencji. – Mam świadomość, że ten pokój rodzi się przede wszystkim w naszych sercach, i wtedy może promieniować na rodziny, kraj i cały świat. O tym będę mówił po drodze, bo chcę głosić Chrystusa Zmartwychwstałego. Przecież hasło tego roku brzmi: „Idźcie i głoście” – mówił tuż przed wyjściem. A okazji do świadectwa nie brakowało od samego początku, jak chociażby drugiego dnia.

– W pewnym momencie mijam, jak się późnej okazało, 58-letniego mężczyznę, który mnie zapytał, jak odmawia się Różaniec. Wytłumaczyłem, a później chwilę rozmawialiśmy. Zwierzył się, że niedawno rzucił palenie, ale nie może sobie poradzić z uzależnieniem od alkoholu. Zgodził się, żebym pomodlił się nad nim o uzdrowienie – relacjonuje pierwszy dzień drogi i kontynuuje: – Wychodząc z Przemkowa, mijam grupę gimnazjalistek z nauczycielką. Jedna z nich pyta mnie, czy potrzebuję pomocy w odnalezieniu drogi. Mówię, że nie, bo mam mapę w komórce wraz ze ścieżką do Jerozolimy. Dziewczyny na początku chyba nie wierzą, że idę do Jerozolimy, ale potem przekazują mi swoje adresy, a ja obiecuję, że każdej z nich wyślę kartkę z Ziemi Świętej. Chwilę jeszcze rozmawiamy, m.in. na temat wiary. Jedna z nich – Martyna – ma na jednym nadgarstku krzyż jerozolimski, a na drugim pentagram. Wyjaśniam, że tych dwóch rzeczywistości nie można łączyć. Obiecuje, że to przemyśli.

Piękny dzień, chwała Panu! Każdy dzień był spotkaniem z ludzką życzliwością. Jak chociażby na 297. km w czeskiej miejscowości Svitavy, do której dotarł 9. dnia o 17.00. – Na plebanii nikogo nie zastaję. Po drodze do kościoła mijam Caritas, więc dzwonię do drzwi, aby zapytać o księdza. Szefowa, pani Blanka, serdecznie mnie zaprasza i mówi, że ksiądz lada moment powinien wrócić, i pokazuje, gdzie mogę wziąć prysznic. Potem częstuje mnie herbatą z pokrzywy, tłumacząc, że oczyszcza krew – opowiada z uśmiechem. – Ksiądz proboszcz Václav faktycznie po kilku minutach się pojawia. Oprowadza mnie po dość dużej plebanii, pokazuje pokój, gdzie będę spał, kuchnię, a nawet spiżarnię. Mówi, że wszystko jest do mojej dyspozycji i żebym czuł się jak u siebie w domu. Ksiądz jest niesamowity! Na 18.00 jedziemy do kościoła w centrum miasta na nabożeństwo majowe. Po nim „przejmuje mnie” ks. Piotr i jedziemy kilkanaście kilometrów na Mszę do kościoła filialnego w miejscowości Hradec nad Svitavou. Dowiaduję się, że tutaj urodził się i w tym kościele był chrzczony bł. Engelmar Unzeitig – „anioł z Dachau”. To był intensywny dzień... piękny dzień. Chwała Panu! – mówi.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9