Codzienne cuda

Wziął ze sobą Pismo Święte i szczoteczkę do zębów. Poszedł na ulice, by mówić o Jezusie. Zdarzenia, jakich stał się świadkiem, pokazują, że Bóg działa tu i teraz. Takie doświadczenie ma Bartek Jełowicki ze wspólnoty neokatechumenatu.

Reklama

Raz na jakiś czas Bartek pisze mejla do przyjaciół w Polsce. Żyje we Francji, gdzie pojechał, nie znając języka. Decydując się na pójście za Jezusem na drodze neokatechumenatu, zaufał Bogu, że go poprowadzi. Zgłosił się z całą rodziną do wyjazdu na misje. Wylosowali Francję, gdzie od kilku lat dają świadectwo wiary. Ostatni list Bartka opowiada o wakacjach.

Ze śmierci do życia

– W lipcu odbyło się spotkanie, na którym rozesłano na ewangelizację 120 chętnych z południa Francji. Byliśmy rozsyłani po dwóch, bez pieniędzy, bez ubrania na zmianę, bez telefonów. Jako towarzysza wylosowałem José-Miguela – seminarzystę z Marsylii. Również przez losowanie zostaliśmy wysłani do Annecy. Dostaliśmy tylko bilet na pociąg. Prosto z dworca udaliśmy się do kurii. Spotkanie z biskupem zaczęło się dość chłodno. Chodziło o to, że nikt go nie uprzedził, że nie zapisaliśmy się wcześniej na wizytę, że nie mamy żadnego papierka.

Na początku biskup usiadł z notesem, by notować nasze zeznania. Powiedziałem, że ja nie wiem, co i jak powinno się zrobić, bo jestem jedynie zwykłym ojcem rodziny. Gdy zacząłem opowiadać swoje doświadczenie, biskup odłożył notes i zaczął uważnie słuchać. Na koniec powiedziałem, że ja naprawdę nie wiem, jakie są procedury, ale wiem, że doświadczyłem w swoim życiu śmierci i że Bóg przywrócił mi życie. Dlatego teraz nie mogę siedzieć spokojnie. Potem José-Miguel przedstawił swoje doświadczenie. Na koniec z odwagą powiedział, że choć wiemy, że biskup to wszystko wie, to przychodzimy i jemu głosić Dobrą Nowinę, że Bóg go kocha, zna jego cierpienia i posyła nas, byśmy mu o tym przypomnieli. Biskup wysłuchał nas, potem wstał, pomodlił się z nami i nas pobłogosławił.

Po wyjściu z kurii poszliśmy ewangelizować. Kiedy szliśmy przez park, jakiś człowiek zawołał nas, byśmy z nim porozmawiali. Przyszedł tutaj się upić, bo nie widział sensu swojego życia. Mówiliśmy mu swoje świadectwo i zapewniliśmy, że Bóg go kocha i posłał nas specjalnie do niego, aby mu o tym powiedzieć. Był bardzo wdzięczny i powiedział, że dzisiaj nie ma nas czym ugościć, ale zaprasza na obiad w środę.

Pizza w imię Jezusa

Poszliśmy szukać jakiegoś miejsc na nocleg. Zadzwoniliśmy do żeńskiego klasztoru. José-Miguel miał koszulę z koloratką, więc było widać, kim jest. Siostra nawet nie wysłuchała go do końca. Poszliśmy więc dalej. Byliśmy bardzo głodni. Wdzięczny jestem Panu Bogu, że dał mi tak odważnego towarzysza. José-Miguel wszedł do jednej pizzerii i powiedział: „W imię Jezusa Chrystusa, czy możesz nam dać coś do jedzenia?”. Właściciel restauracji wytrzeszczył szeroko oczy ze zdziwienia, ale powiedział, że jak w imię Jezusa Chrystusa, to przygotuje nam pizzę.

Po tym cudownym posiłku poszliśmy nad jezioro szukać miejsca do spania. Znaleźliśmy kawałek trawy pod drzewem i tam ułożyliśmy się do snu. Myśleliśmy, że jeśli cały dzień było ciepło, to w nocy też będzie ciepło. Klimat alpejski jest jednak surowy. W nocy było tak zimno, że nie mogliśmy spać. Poszliśmy na dworzec i tam doczekaliśmy do rana.

Pan się zatroszczy

Rano zaczęliśmy naszą misję zmęczeni i głodni. Szybko zauważyłem, że poziom mojej wiary jest ściśle zawiązany ze stopniem napełnienia mojego żołądka. Chodziliśmy po parku od ławeczki do ławeczki i rozmawialiśmy ze starszymi osobami. To było bardzo przygnębiające, bo wiele z tych staruszków mówiło, że ich to nie interesuje. Około 16 byliśmy już bardzo zmęczeni i głodni. José-Miguel powiedział, że musimy znaleźć dzisiaj jakiś nocleg i coś do jedzenia.

Weszliśmy pomodlić się do jednego kościoła. Byłem tak głodny i zmęczony, że w moim wykonaniu modlitwa ta była jedynie czystym szemraniem w sercu. Kiedy tak sobie nabożnie szemrałem, zobaczyłem koło ołtarza małe drzewko, a na tym drzewku małego ptaszka. Przypomniałem sobie psalm: „Nawet wróbel dom sobie znajduje i jaskółka gniazdo, gdzie złoży swe pisklęta: przy Twoich ołtarzach, Panie Zastępów, mój Królu i mój Boże!”. Powiedziałem do José-Miguela, że musimy tutaj zapytać o nocleg.

Przy kościele była mała kawiarnia „U proboszcza”. Pani, która tam była, powiedziała, że tutaj każdy może napić się czegoś za darmo. Kiedy usłyszała, co robimy, pobiegła szybko do sklepu po jakieś kanapki. Kiedy napełniliśmy nasze żołądki, wróciła nasza wiara. Zaczęliśmy przepowiadać. Przysłuchiwała się nam jedna kobieta, która prowadziła wraz z mężem przyparafialny dom dla studentów. Poruszona naszym świadectwem powiedziała, że możemy się zatrzymać w tym domu.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Gość
    07.09.2017 09:06
    Gratuluję odwagi i smiałej postawy. Zyczę Wam BŁOGOSŁAWIONYCH DNI I NOCY. Pomodlcie sie za nas, za moja rodzine, za moich synow. Jeden jest kaplanem,a drugi ma bardzo duze problemy, jest prawnikiem.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7