30 godzin do nawrócenia

O podróży autostopem do Bośni i Hercegowiny opowiada Joanna Cabak, 23-letnia studentka z Krakowa.

Reklama

Paulina Smoroń: Do Medjugorje dotarłyście bardzo szybko, bo w zaledwie 30 godzin. Przygody nie opuszczały Was jednak od samego początku.

Joanna Cabak: Nie brakowało ich nawet, zanim wyruszyłyśmy. Najpierw Basia, z którą podróżowałam, zaspała i, zamiast o godz. 9, wyjechałyśmy dopiero przed 11. Wtedy pierwszy raz poprosiłam Pana Boga, żeby przemienił ten czas w coś dobrego, bo już na starcie miałyśmy opóźnienie.

Długo czekałyście na pierwszy samochód?

Liczyłam wtedy czas w dziesiątkach Różańca i już po pierwszej z nich podjechała para, która zawiozła nas aż za Gliwice, w stronę Ostrawy. Nie wiadomo, jak długo stałybyśmy na wylocie z Krakowa, gdyby Basia nie zaspała. Bóg prowadził nas też dalej i bardzo szybko dotarłyśmy do Mariboru w Słowenii.

Jak rozpoznawałyście to Boże działanie?

Jestem pewna, że to On posyłał nam tych wszystkich kierowców. W Słowenii zatrzymał się samochód z rejestracjami z Nowego Targu, którym przejechałyśmy 500 km. Kierowca chciał kogoś zabrać, żeby droga minęła mu przyjemniej. Kiedy dowiedział się, że się o niego modliłyśmy, przypomniał, że „gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”. Wtedy już wiedziałam, że jesteśmy bezpieczne. Pan Bóg nad nami czuwał. Nie ma innego wytłumaczenia.

To Boże prowadzenie zabrało strach?

Oczywiście! Jak każdy autostopowicz, miałyśmy przy sobie gaz pieprzowy i scyzoryk, ale nigdy nie musiałyśmy ich używać. Były też momenty, w których skarżyłam się na to, że nikt się nie zatrzymuje, ale wierzyłam, że On z tego wyciągnie jakieś dobro.

Rzeczywiście tak było?

Odpowiem kolejną historią. Kiedy wszystko szło w miarę sprawnie, nagle utknęłyśmy w Splicie w Chorwacji. Serb, z którym jechałyśmy wcześniej, ostrzegał, że nikt nas stamtąd nie zabierze do Medjugorje. Nie chciałyśmy jechać autobusem, więc przeszłyśmy z plecakami 15 km, aż doszłyśmy do drogi wylotowej. Ktoś podrzucił nas na autostradę, na której... był zakaz zatrzymywania samochodów. Mimo to udało się – zabrał nas ze sobą starszy Chorwat. Ostatniego stopa też złapałyśmy na autostradzie – 5 km przed Medjugorje. Pewna para podwiozła nas pod same drzwi domu, w którym spałyśmy.

Spędziłyście w Medjugorje tydzień. Co robiłyście w tym czasie?

Codziennie chodziłyśmy na Mszę św., byłyśmy na Górze Objawień i na Drodze Krzyżowej. To były też nasze wakacje, więc trochę zwiedzałyśmy i odpoczywałyśmy.

Choć podróżowałyście we dwie, można powiedzieć, że duchowo towarzyszyło Wam wiele osób.

Tak, czułyśmy ich modlitewne wsparcie. Kiedy byłyśmy w Splicie i długo czekałyśmy, aż ktoś się zatrzyma, napisałam o tym mojej przyjaciółce z Polski, a ona zaczęła się za nas modlić. W tym samym momencie zatrzymał się samochód.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11