Odkrycia wielkie i małe

My chrześcijanie różnimy się między sobą. Gorzej nawet, jesteśmy podzieleni. A te różnice to woda na młyn naszych oponentów.

Reklama

Ksiądz Wojciech Żmudziński SJ w portalu Deon napisał, że czas uderzyć pięścią w stół, bo - w jak największym skrócie - nie może być tak, że dzisiaj koncentrujemy się na obrzędach, a lekceważymy to, co w chrześcijaństwie najważniejsze, czyli relacje - z Bogiem i z innymi. Temat podchwycił portal naTemat i odtrąbił wielkimi literami, że oto mamy do czynienia z najmocniejszym głosem w polskim Kościele od lat i oby był usłyszany.

Cóż, takie stwierdzenie może świadczyć co najwyżej o tym, jak wnikliwie autor rozmowy z jezuitą słucha tego, o czym mówi się w Kościele. Przy czym, żeby słyszeć, trzeba słuchać, a nie powtarzać zasłyszane plotki czy opinie.

Nie w tym rzecz, że nie doceniam tego, co pisze ksiądz Żmudziński. Nie w tym rzecz, że się nie zgadzam. Wręcz przeciwnie. Faktem jest podział wśród katolików, faktem jest, że nasze zdanie na wiele tematów różni się, faktem jest, że obrzędowość bierze górę, że koncentrujemy się zbyt często na formie, a coraz mniej żyjemy treścią chrześcijaństwa.

Tylko że to stwierdzenie tak naprawdę nie jest niczym nowym. O tym, że obrzędy czy celebracje, które opierają się na próbach handlowania z Panem Bogiem, albo przypominają "sztukę dla sztuki", mogą co najwyżej być jakimiś tam przejawami teatru lub magicznego myślenia, ale nie będą nigdy doświadczeniem religijnym.

I nie jest to naprawdę nic zaskakującego. To prawda, że ks. Żmudziński dochodzi do wniosków dosyć smutnych, ale do obserwatora trudno mieć pretensje za to, co obserwuje. A z drugiej strony też nie ma co nadmiernie ekscytować się tą opinią, bo naprawdę nie jest to wcale taki przewrót kopernikański, jaki chce tutaj widzieć naTemat.

Mam nadzieję, że to jest tylko kwestia niewiedzy i nieświadomości. Jeśli tak, to warto uzupełnić wiadomości i wczytać się głębiej, albo chociaż posłuchać w internecie tego, co mówią o wartości relacji w chrześcijaństwie też inni polscy duchowni. Chociażby warto wyszperać jakiekolwiek teksty biskupów Rysia czy Dajczaka. Tak, wiem, wiem, że za chwilę, ktoś powie: jasne, ale z drugiej strony mamy tego i owego...

Pewnie! I to jest właśnie istota problemu, o którym pisze też ks. Żmudziński. Nie w tym problem, że różnimy się co do pewnych kwestii. Problem polega na tym, że coraz częściej te różnice są podsycane po to, by skłócić ze sobą chrześcijan. Powtarza się półprawdy i nieprawdy po to, by wprowadzić zamęt. Jednych się obnosi jak bohaterów, innych miesza z błotem i ośmiesza. Oby nie było tak, że właśnie mamy do czynienia z kolejną próbą zaakcentowania podziału - dla samego podziału.

Najgorsze zaś jest to, że my chrześcijanie dajemy się złapać w tę pułapkę i z byle powodu gotowi jesteśmy do wystąpienia przeciwko innym nie zwracając uwagi na fakt, że każdy z nas jest przeznaczony do czegoś znacznie większego niż problemy, z którymi zmagamy się tu i teraz. Przypomina o tym chociażby dzisiaj papież Franciszek, cytując fragmenty Apokalipsy św. Jana:

A co uczyni Bóg, kiedy wreszcie będziemy wraz z Nim? Okaże nam nieskończoną czułość, jak ojciec witający swoje dzieci, które długo się trudziły i cierpiały. Jan w Apokalipsie prorokuje: „Oto przybytek Boga z ludźmi, [...] otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już [odtąd] nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły [...] Oto czynię wszystko nowe”(21,3 - 5)

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Adaltare
    23.08.2017 21:02
    Wielu ludzi istnienie kościoła sprowadza i ogranicza do organizacji charytatywnej, kulturalnej, czasem poradni psychologicznej. Ksiądz Żmudziński koncentruje się na tych trzech wymiarach. Taki jego urok i inny nie będzie.
  • Gość
    24.08.2017 10:51
    Ksiadz Zmudzinski nie sprowadza Kosciola do "organizacji charytatywnej, kulturalnej, czasem poradni psychologicznej". Ksiadz Zmudzinski przypomina podstawy chrzescijanstwa, ze modlitwa i poboznosc, ktora nie przynosi konkretnych owocow, ktora nie prowadzi do pojednania nawet wsrod braci w Chrystusie ("Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, 24 zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim! Potem przyjdź i dar swój ofiaruj!"), jesli zamiast owocow z ducha sa owoce ciala (Ga 5) to jest to poboznosc faryzejska a nie wiara prowadzaca do zbawienia.
  • Gość
    24.08.2017 13:11
    "Przypomina o tym chociażby dzisiaj papież Franciszek" a czy jak składał kondolencje po Fidelu Castro to tez było godne naśladowania ?
  • Gość
    25.08.2017 20:07
    Koronacje, celebracje jeżeli nie mają wcześniej przygotowania w sercu człowieka...czym są?....a może czasami taka wielka celebracja przemieni, uderzy w czułą strunę grzesznika i nim poruszy?Ze strony wierzącego ważniejsze jest to pierwsze:przygotowanie serca- zmieniającego sie na lepsze, przebaczającego i wychodzącego ku drugiemu
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9