Dwa krzesła i w pole!

Co neoprezbiterzy robią na wakacjach? Jedni głoszą rekolekcje, drudzy – jadą na Woodstock.

Reklama

Ci „drudzy” to ks. Mateusz Włosek i ks. Dawid Dyrcz, od końca sierpnia mieszkańcy Żor. Ksiądz Mateusz będzie wikarym w Bożym Miłosierdziu, ks. Dawid – u Filipa i Jakuba. Razem z nimi na Przystanek pojechał diakon Maciej Niesporek z parafii Niepokalanego Serca Maryi w Radlinie. Przystanek Jezus (PJ), bo o nim tak naprawdę mowa, to miejsce obowiązkowe dla każdego księdza. Tak przynajmniej twierdzą moi rozmówcy. I najprawdopodobniej mają rację.

A co, jeżeli Bóg jest?

PJ organizowany jest w Kostrzynie, w tym samym miejscu i czasie, gdzie Przystanek Woodstock – impreza Owsiaka przyciągająca fanów ostrej muzyki i niekończącej się zabawy. Świeccy i księża właśnie tam mówią ludziom o Bogu. Zanim jednak wyjdą na woodstockowe pole, sami przechodzą swoje rekolekcje i nabożeństwo, które kończą spowiedzią. Potem dzieją się cuda. Mniejsze albo większe. – Wiem, że brzmi to górnolotnie, ale po tych rekolekcjach, po tym tygodniu na PJ, jestem przekonany, że nie można wyjść do ludzi, jeśli najpierw szczerze się ich nie pokocha – mówi ks. Mateusz.

– Rekolekcje kończą się nabożeństwem pojednania i przebłagania. Księża siadali w różnych miejscach i spowiadali ewangelizatorów i siebie nawzajem. Biskup Dajczak powiedział wtedy: „Nie wiem jak wy, księża, to przeżywacie, ale ja nigdzie tak nie kocham ludzi, jak w konfesjonale”. I ciągle wracają mi te słowa... – dopowiada młody kapłan. – Papież Franciszek mówi, że Kościół ma być szpitalem polowym. I tam ewidentnie tak jest. Jest pole, jest namiot, są lekarze, są pielęgniarki – zaznacza ks. Dawid. A diakon Maciej, który sam jest fanem muzyki rockowej, na Woodstocku zobaczył, że dobrze jest prowokować swoim wyglądem. Księża i diakoni prowokują sutanną – obowiązkową na polu. Diakon Maciej do sutanny zakładał i glany. Świeccy prowokować mogą opaskami z 4 obrazkami głoszącymi kerygmat albo koszulkami z napisami typu: „A co, jeżeli Bóg jest?”

Zresztą na Woodstocku swoim wyglądem czy zachowaniem intryguje prawie każdy. Na polu co rusz spotkać można ludzi z tabliczkami bardziej lub mniej nadającymi się do cytowania. „Zbieram na samolot”, „Szukam kochanki”, „Free hugs” – mówią sobą woodstkowicze, a „jezusy” (bo tak nazywani są ewangelizatorzy) chodzą z tabliczkami: „Umyję ci nogi” albo: „Jestem duży, ale mój Bóg jest większy” (taki napis towarzyszył ponaddwumetrowemu księdzu). Ewangelizatorzy dzień zaczynali modlitwą uwielbienia i Eucharystią. Potem szli na pole. Przed i po na modlitwie spotykali się też z Panem Jezusem, 24 godziny na dobę obecnym w namiocie w Najświętszym Sakramencie.

Dlaczego ksiądz kłamie?

– W tym roku po raz pierwszy mieliśmy namiot zaraz obok małej sceny. Czasem miałem tak, że siedziałem na adoracji, tam ostro leciała muza, noga sama mi do rytmu drgała i rzykołech brewiarz – śmieje się dk. Maciek. Ks. Dawid i dk Maciej na Przystanku byli po raz pierwszy. Ks. Mateusz był już wcześniej. Dobrze zna też ekipę organizującą to wydarzenie – wspólnotę świętego Tymoteusza. Jego koledzy przyznają, że gdy pierwszy raz ruszali na pole, towarzyszył im strach. – Jeden zakonnik zapytał się mnie wtedy: „A byłeś na adoracji?”. Poszliśmy na adorację i potem to już ruszyło – przyznaje ks. Dawid.

– Ci ludzie sami do nas podchodzili. Jak z Dawidem pierwszy raz wyszliśmy, to niespełna półkilometrowy odcinek pokonaliśmy w 3,5 godziny! Nie dało się przejść. – Idzie się, głosi Bożą miłość, i widać, jak ci ludzie się zmieniają! Miałem taką sytuację: rozmawiam z kobietą i zaczynam kerygmat: „Bóg Cię kocha. On cię stworzył z miłości”. „Dlaczego ksiądz mnie okłamuje? Mnie ksiądz przed laty powiedział, że Bóg mnie nie kocha...”. W trakcie rozmowy widzę, jak ona się zmienia, pojawiają się łzy, na końcu radość... – mówi ks. Dawid. – Człowiek wychodzi, bierze dwa krzesła i spowiada 6 godzin. Non stop. To jest niezwykłe doświadczenie i uważam, że każdy ksiądz powinien tam pojechać. Ludzie spowiadają się po 20, 30 latach. Ja miałem i takie przypadki, że ludzie mówili mi, że od Komunii nigdy się nie spowiadali – dodaje.

Co on mi powie?!

– Księża to jest bardzo ważna sprawa na Woodstocku. Ja już w pewnym momencie się modliłem: „Panie Boże, już nie mam siły spowiadać!”. Niesamowite doświadczenie. – Rozmawiam z pewną dziewczyną o Panu Bogu i ona mi mówi: „Ja jestem ateistką, nie ma szans”. A na koniec pytam: „Mogę się za ciebie pomodlić?”. A ona we łzach mówi: „Bardzo proszę” – opowiada ks. Dawid. – Codziennie rozważałem sobie słowo z Ewangelii św. Jana, gdy Jezus mówi do Piotra: „Paś owce moje”. A wcześniej pyta go: „Czy miłujesz Mnie?”. Jeśli nie kocham Jezusa, to wara od owiec! Dziś kocham Jezusa, okej, mogę wyjść na pole, mogę mówić o Nim. Jeśli nie kocham, to siedzę w namiocie.

– Prawie od początku seminarium mam taki zeszyt, gdzie zapisuję, jakim księdzem chcę, a jakim nie chcę być. I po powrocie stamtąd mam kilka mocnych punktów, jakich błędów nie robić. Zapisałem sobie na przykład, że nigdy nie chciałbym sprawić, że dla kogoś Kościół stanie się sformalizowaną instytucją. Nigdy nie chciałbym, żeby ktoś się mną zgorszył – mówi dk. Maciej.

Księża przyznają, że największym doświadczeniem była dla nich sobotnia wieczorna Msza Święta, która 5 sierpnia wieńczyła cały Przystanek Jezus. Przyszło na nią sporo uczestników Woodstocku. – Ludzie z irokezami, w kolczykach, w stroju pikaczu idą do Komunii, niektórzy ze łzami w oczach – relacjonują jeden przez drugiego. Przystanek Jezus znajdował się pod ogromnym namiotem, który rok temu służył podczas ŚDM. I czasem nie trzeba było nawet z niego wychodzić. Wystarczyło, że zaczęło padać, a zmoknięci woodkskowicze sami przychodzili na koncert uwielbienia i bawili się przy chrześcijańskiej muzyce.

Ks. Mateusz odpowiedzialny był za gości koncertujących na PJ. – Raz postanowiłem wyrwać się i pospowiadać. Wziąłem dwa krzesła, sutannę, siadłem pod namiotem. Założyłem stułę, przyszła pierwsza dziewczyna – opowiada. – Kiedy ją spowiadałem, podszedł do nas napakowany gość i mówi: „Ty…”. Myślę: o nie, teraz mi się dostanie. „Bóg i papież…” – tak zaczął. Ja cię.., co on mi teraz powie? Bóg i papież nie istnieją...?! A on: „Bóg i papież kiedyś wam za to podziękują”. I se poszedł.

– Biskup Dajczak już wiele lat temu mówił nam, że nie wychodzimy jako ci lepsi do gorszych. Idziemy jako ktoś, kto miał szczęście spotkać Jezusa, do kogoś, kto jeszcze tego szczęścia nie miał. Tylko na tym polega różnica – dopowiada. Czego nauczył ich Woodstock? Że nie można zadowalać się tymi, co regularnie chodzą na Msze. Poza Kościołem jest ciągle zbyt wielu ochrzczonych...

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    31 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10