Był spowiednikiem św. Maksymiliana Kolbego

Otwarcie sprzeciwiał się represjom carskich władz za co ukarano go zakazem posługi duszpasterskiej; był spowiednikiem i duchowym mistrzem Maksymiliana Kolbego; chciał oddać swoje życie za ludzi skazanych na śmierć. 5 sierpnia mija 155 rocznica urodzin ojca Melchiora Fordona.

Reklama

Józef Fordon urodził się 5 sierpnia 1862 r. w Grodnie nad Niemnem. Pochodził z rodziny szlacheckiej. Był alumnem seminarium duchownego w Wilnie, a w 1887 r. przyjął święcenia kapłańskie. Służył m.in. w parafii Dąbrowie Białostockiej i parafii Wszystkich Świętych w Wilnie.

Fordon znany był z otwartego sprzeciwu wobec władz carskich, dążących do osłabienia wiary katolickiej Polaków żyjących pod zaborem. M. in. apelował do papieża Piusa X o interwencję w sprawie uwolnienia arcybiskupa wileńskiego Edwarda Roppa, zesłanego w 1907 r. do Witebska za popieranie polskich dążeń i publicznie krytykował praktykę zmuszania unitów do przechodzenia na prawosławie. Wraz z parafianami w ciągu jednej nocy rozebrał zbudowany z jego inicjatywy kościół w Dąbrowie Białostockiej, by nie dopuścić do przekształcenia go w cerkiew. Za tę działalność ukarano go zakazem prowadzenia posługi duszpasterskiej na terenie imperium rosyjskiego. Wówczas przeniósł się do podwileńskiej wsi Ponary, gdzie zamieszkał w cmentarnej kaplicy.

W 1910 r. potajemnie wstąpił do zakonu franciszkanów konwentualnych i przyjął imię Melchior; po raz pierwszy habit założył dopiero w wolnej Polsce. Po odbyciu nowicjatu w Krakowie, podjął służbę w Białej Wace, a następnie w klasztorze w Grodnie.

Zdaniem Doroty Gorskiej, realizatorki filmu dokumentalnego "...być człowiekiem", Fordon "nie był osobą, która miała na ustach wielkie hasła, nie był przywódcą; był po prostu zwyczajnym człowiekiem, który za cel swojego życia obrał sobie udzielanie pomocy innym".

Najtrudniejsza próba miała miejsce 4 września 1915 r., kiedy to stanął w obronie trzynastu strażaków Grodzieńskiej Ochotniczej Straży Pożarnej, skazanych przez Niemców na rozstrzelanie, jako podejrzanych o szpiegostwo na rzecz wycofujących się wówczas z miasta Rosjan.

W przesłanym PAP przez wicepostulatora procesu beatyfikacyjnego o. Melchiora Fordona, o. Józefa Makarczyka, tekście oświadczenia uratowanych strażaków czytamy: "(...) pośród obecnych nikt nie odważył się nawet słowa wypowiedzieć w obronie nas, jeden tylko śp. O. Melchior podszedł do dwóch oficerów niemieckich, pocałował ich w rękę i zaczął ich prosić o darowanie życia strażakom, oddając własne życie. Nie bacząc, iż niemieccy oficerowie siłą odpychali O. Melchiora (..) nie odstępował i natarczywie prosił, i całował po rękach oficerów, by nie rozstrzeliwali nas. (...) poszli zameldować swemu generałowi, który (...) osobiście zapytał się czy O. Fordon ręczy za nas. Gdy O. Fordon odpowiedział, że ręczy swoją osobą i oddaje własne życie za nas, wtedy generał niemiecki cofnął rozkaz rozstrzelania nas (...) - relacjonowali ocaleni, wśród których byli katolicy, prawosławni i Żydzi.

W 1922 r., gdy młody franciszkanin Maksymilian Kolbe przeniósł redakcję "Rycerza Niepokalanej" z Krakowa do Grodna, starszy o ponad 30 lat Fordon stał się dlań spowiednikiem i opiekunem duchownym. Jak podkreśliła Gorska, "ta relacja, choć trwała krótko, była ojcowska i mistrzowska".

Ojciec Melchior był także spowiednikiem innego franciszkanina Zenona Żebrowskiego, późniejszego misjonarza w Japonii, znanego tam jako Brat Zeno.

Po I wojnie światowej Fordon przyczynił się do powrotu franciszkanów na ziemie białoruskie i wileńskie, a następnie został przełożonym klasztoru w Grodnie i prowadził działalność w parafii Matki Bożej Anielskiej. Przez ostatnie lata życia, chorując na gruźlicę, pracował głównie jako spowiednik.

Jak podaje serwis franciszkanie.pl: "zachowały się świadectwa, w których opisano otwartą postawę o. Fordona wobec mieszkańców Grodna. Pewnemu Żydowi ofiarował buty, które zdjął sobie z nóg. Często na ulicach pomagał dźwigać ciężary ubogim kobietom żydowskim".

Fordon zmarł 27 lutego 1927 r. Gorska podkreśliła, że jego pogrzeb: "był manifestacją przywiązania i podziwu, zjawiło się całe miasto, łącznie z innowiercami".

Pamięć o duchownym jest wciąż żywa - jako franciszkaninowi, wrażliwemu na naturę, przypisuje mu się powiedzenie, że "na Sądzie Ostatecznym Pan Bóg odbierze ludziom mowę, a pozwoli mówić zwierzętom, i to one będą świadczyć o nas".

W 2003 r. szczątki Fordona ekshumowano i przeniesiono z cmentarza miejskiego do kościoła Matki Bożej Anielskiej. Obecnie trwa proces beatyfikacyjny duchownego.

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6