Oni znają odpowiedzi

"Dziadkowie są nosicielami wartości, których potrzebuje nie tylko młode pokolenie, ale współczesny świat." Warto ich usłyszeć. Z s. Danutą CHR rozmawiała s. Alicja Rutkowska CHR.

Reklama

“Rozmawiaj z rodzicami, z osobami starszymi, ale zwłaszcza rozmawiaj z dziadkami. Pytajcie ich, bo oni są mądrością narodu – tak prosił 31 VII 2016 r. papież Franciszek na spotkaniu z wolontariuszami Światowych Dni Młodzieży w TAURON Arena w Krakowie – Jeśli chcesz być nadzieją przyszłości, musisz przejąć pochodnię od swojego dziadka i babci”.

To zadanie do odrobienia przez nas wszystkich, bo dziadkowie są nosicielami wartości, obecnie deficytowych, których potrzebuje nie tylko młode pokolenie, ale współczesny świat. Ludzie starsi nie nadążają za zdobyczami nauki, więc ich nie widać i nie słychać na Twitterach, Facebookach czy smartfonach, a przecież są mądrzy i doświadczeni, mogliby służyć wiedzą i być przewodnikami. Potem przychodzi taki czas, że odchodzą do Pana Boga, a my pozostajemy z pytaniami, których nie było kiedy zadać. A życie bez tych odpowiedzi czasami bywa trudne.

Stąd ten wywiad, który przeprowadziłam z s. Danutą, najstarszą siostrą w naszym Zgromadzeniu (75 lat). Padające w nim pytania i odpowiedzi mogą pomóc w naszych rozmowach ze starszymi ludźmi, o które prosił sam papież.

 

Jakie wartości uważa Siostra za najważniejsze w życiu i jakie się sprawdziły? Czy da się to ująć w jakąś dewizę?

“Bóg, honor, Ojczyzna” – i ludzie, najbliżsi i dalsi. Wierność Bogu, ludziom i zasadom, które przekazali mi przede wszystkim rodzice, a także katecheci, nauczyciele, przyjaciele, literatura.

Te trzy wartości, trzy miłości – miłość do Boga, miłość do ludzi, miłość do Ojczyzny – powiązane są ze sobą, a cała reszta jest temu podporządkowana. Wiele razy byłam w sytuacji, w której te wartości były szczególnie ważne. Nie wiedziałam, że istnieją inne modele życia, niż zbudowane na tych fundamentalnych wartościach. Gdy byłam dorosła i poznawałam świat, zobaczyłam, że nie wszyscy tak żyją. To mnie zdumiewało i to mnie martwiło. Wyrosłam w klimacie wartości, które były czymś tak oczywistym, tak naturalnym, że nawet mi przez myśl nie przeszło, że są inne rzeczy ważniejsze dla niektórych ludzi niż te dobra.

Czy Siostra pamięta coś z drugiej wojny światowej?

Z wojny nie pamiętam nic, miałam rok, jak przez naszą miejscowość przeszedł front. Wojnę znam z opowiadań. Ojciec, zanim poznał mamę, brał udział w obronie Warszawy. Potem oboje rodzice pracowali w tajnym nauczaniu, ryzykowali bardzo wiele, ucząc dzieci na tajnych kompletach. Za to groziły represje, aż po utratę życia. Raz mama znalazła się w dramatycznej sytuacji: podczas lekcji wszedł Niemiec albo może granatowy policjant, który, gdy zobaczył mamę i zgromadzone dzieci, zorientował się, co się dzieje, ale… udawał, że nie wie, o co chodzi.

Gdy front przechodził przez naszą miejscowość, ludzie uciekali przed działaniami wojennymi. W nasz dom uderzyła bomba. Moi rodzice szli pieszo, ponad sto kilometrów, z miejscowości rodzinnej ojca do rodziców mamy. Podczas przeprawy przez Wisłę Niemcy i Rosjanie przepuszczali cywilów, wstrzymując ogień. Ale potem trzeba było iść dalej, przedzierać się przez lasy. Po drodze spotkali jakiegoś Rosjanina, który wojskowym autem jechał przez las. Ojciec go zatrzymał, prosząc, żeby podwiózł naszą trójkę (mama, tata i ja – roczne dziecko na ręku mamy). Pokazywał, że ma kiełbasę, którą za to zapłaci. “Dobrze! Wsiadajcie”. Ale jak samochód ostro ruszył, kiełbasa wypadła. Ojciec zaczął stukać w szoferkę, ale kierowca się nie zatrzymał. Gdy dojechali na miejsce, Rosjanin zawołał: “Dawaj tę kiełbasę”. Ojciec zaczął tłumaczyć, że wypadła, gdy wsiadali. Ale rozwścieczony żołnierz chwycił za rewolwer, celując w ojca. Mama zasłoniła mną tatę. Rosjanin machnął ręką i odjechał.

Udało się przeżyć rodzicom, bo byli razem, pokładali ufność w Bogu. Wojna była tragiczna: niepewność jutra, każda godzina groziła rozłąką, śmiercią najbliższych. Rodzice, jak wszyscy, żyli niepokojem, czy i kiedy się to skończy, czy przeżyjemy. Pamiętam taką opowieść mamy: kiedy się poznali – było to w połowie wojny – i zamierzali się pobrać, ojciec (wówczas już narzeczony) powiedział mamie: “Poczekajmy, aż wojna się skończy, bo nie wiadomo, co się ze mną stanie”. A mama na to: “Proszę pana, nie ma na co czekać, jeśli pan zginie, to będę wdową po panu,. a tak to nie wiadomo kim”. No i pobrali się. Ja się urodziłam rok przed końcem wojny.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 1
    2 3 4 5 6 7 8