Ciało w niebie

Zmartwychwstanie ciała. Jak to ogarnąć? Tomasz niedowiarek siedzi w nas. Czy będziemy mogli tam się przytulić, pocałować? Jak to będzie z seksualnością mężczyzn i kobiet w niebie? Czy w ogóle wolno o to pytać?

Reklama

Ciągle mamy kłopot w Kościele z mówieniem o seksualności na sposób Boży, czyli bez popadania w nadmierną pruderię lub w nazbyt „odważne” nazywanie rzeczy po imieniu. Ale o seksie nie wolno milczeć. Im głośniej „prorocy” rewolucji seksualnej wmawiają ludziom (zwłaszcza młodym), że Kościół nie ma się wtrącać do spraw łóżkowych, bo to „nie jego terytorium”, tym bardziej Kościół musi mieć odwagę mówić o ludzkiej miłości. Święty Jan Paweł II swoją teologią ciała przetarł szlak, wskazał kierunek. Jego myśl wciąż czeka na przełożenie na język przystępnej katechezy.

Seksualność jest istotną częścią człowieczeństwa. Jan Paweł II uważał wręcz, że to właśnie seksualność (męskość/kobiecość) odsłania najgłębszy sens bycia człowiekiem – osobą podobną do samego Boga. Mocowałem się już z tą tematyką na łamach GN. Oto kolejna próba. Mamy czas wielkanocny, więc to dobry moment, by pytać, jak to będzie z naszym ciałem po zmartwychwstaniu. Skoro będziemy nadal mężczyznami i kobietami, to pojawia się pytanie o miłość. Jak będziemy kochać po tej drugiej stronie? Czy perspektywa zmartwychwstania rzuca światło na rozumienie naszej „doczesnej” cielesności? Jan Paweł II szukał odpowiedzi na te pytania.

Kocham cię, więc nie umieraj

Saduceusze, którzy nie wierzyli w zmartwychwstanie, zapytali kiedyś Jezusa o tę kwestię. Nawiązywali do tzw. prawa lewiratu, zgodnie z którym jeśli mąż umarł bezpotomnie, jego brat miał obowiązek poślubić wdowę i niejako w zastępstwie wzbudzić potomka. Saduceusze zmyślili przypadek: było siedmiu braci, po kolei umierali bezpotomnie i brali za żonę tę samą kobietę. „Przy zmartwychwstaniu więc, gdy powstaną, którego z nich będzie żoną? Bo siedmiu miało ją za żonę” (Mk 12,23) – zapytali podchwytliwie Jezusa. W wersji Markowej odpowiedź Pana brzmi następująco: „Czyż nie dlatego jesteście w błędzie, że nie rozumiecie Pisma ani mocy Bożej? Gdy bowiem powstaną z martwych, nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, ale będą jak aniołowie w niebie. Co zaś dotyczy umarłych, że zmartwychwstaną, czyż nie czytaliście w księdze Mojżesza, tam gdzie mowa »O krzaku«, jak Bóg powiedział do niego: Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba. Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych. Jesteście w wielkim błędzie” (Mk 12,24-27). Te słowa są podstawą dla papieskich rozważań.

Bóg przedstawił się Mojżeszowi jako „Bóg Abrahama, Bóg Izaaka, Bóg Jakuba”, czyli odwołał się do osób, które już dawno odeszły z tego świata. Jezus zwraca uwagę, że Bóg jest Bogiem żywych, a nie umarłych. Czyli chce powiedzieć, że Abraham, Izaak i Jakub żyją nadal. Żyją nie dzięki sobie, ale dzięki temu, że pozostają w relacji z Bogiem. To Bóg jest podstawą ich pozaziemskiego, pozahistorycznego trwania. „Z Jego mocy mają życie” (Jan Paweł II). Te trzy wymienione osoby nie są przypadkowe. To imiona patriarchów, którzy dali początek narodowi wybranemu, ludowi przymierza. Bóg jest tu więc ukazany jako Ten, który wychodzi ludziom naprzeciw, jest w dialogu z nimi, zawiera z nimi przymierze, aby naprawić skutki grzechu. Człowiek na skutek grzechu utracił dostęp do drzewa życia (symbol nieśmiertelności w Księdze Rodzaju). Bóg zawierając przymierze z ludźmi, naprawia to, co popsuł grzech. Daje im na nowo dostęp do tego drzewa. Chrystus jest ostatnim słowem Boga na ten temat. To On zawarł definitywne przymierze z ludzkością przez swój krzyż i zmartwychwstanie. Ukrzyżowany i Zmartwychwstały stał się nowym drzewem życia, z którego owoce jeść możemy i powinniśmy. Bo jeśli je jemy, będziemy żyli wiecznie.

Miało być o ciele. Proszę jeszcze o chwilę cierpliwości. Benedykt XVI rozwinął w swojej teologii tzw. dialogiczną koncepcję nieśmiertelności. Nawiązywał do tej myśli Jan Paweł II. Papież senior podkreślał, że nieśmiertelność człowieka nie wypływa z jego własnej mocy, ale pochodzi wprost z miłości Boga, z Jego czynu ratującego nas ze śmierci. Brzmi zbyt trudno? Spróbujmy prościej. Jeśli kogoś kochasz, to chcesz, by ta umiłowana osoba trwała na wieki. Mówiąc „kocham cię” do kogoś, mówisz zarazem: „bądź zawsze ze mną, bądź blisko, nie zostawiaj mnie nigdy, nie umieraj”. Bóg kochający nas do szaleństwa krzyża mówi dokładnie tak samo. Tyle że Jego miłość ma moc, by te słowa się spełniły. „Jeśli wszelka miłość pragnie wieczności – Boża miłość nie tylko jej pragnie, ale ją sprawia i nią jest” (Ratzinger). Nieśmiertelność, którą daje nam Bóg, jest wskrzeszeniem, czyli ocaleniem całego człowieka, jego duszy i ciała. Bóg stworzył nas całych „własnoręcznie”, duszę i ciało. Kocha nas „w całości” i ocali „w całości”, wskrzesi. Tylko On ma taką moc. „Bóg, którego saduceusze pozbawiają tej mocy, nie jest już prawdziwym Bogiem ojców, ale Bogiem ich hipotezy i interpretacji” – zauważa Jan Paweł II. Saduceuszy wciąż sporo. Wiara w nieśmiertelność, w zmartwychwstanie ma wiele wspólnego z wiarą w miłość.

Skrzydła dla ciała

No dobrze, ale co z ciałem po zmartwychwstaniu? Jan Paweł II powtarza, że zmartwychwstaniemy w ciałach mężczyzn i kobiet. W tym znaczeniu seksualność będzie w niebie, ale – jak słusznie zauważa Christopher West, popularyzator papieskiej myśli – „seksualność to nie przede wszystkim to, co ludzie robią, ale to, kim są jako mężczyźni i kobiety”. Jezus mówi, że w nowym świecie „ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić”. Czyli małżeństwo i prokreacja nie stanowią eschatologicznej przyszłości człowieka. „Sens męskości i kobiecości zostanie w »świecie przyszłym«, wraz ze zmartwychwstaniem, ukonstytuowany na nowo” (Jan Paweł II). No tak, ale na czym ma polegać ta nowość, ów nowy wymiar płciowości. Czy możemy powiedzieć coś więcej?

Papież odwołuje się do Jezusowego stwierdzenia: „Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania” (Łk 20,36). Będziemy „równi aniołom”. Co to znaczy? Będziemy bardziej jeszcze podobni do Boga, niż jesteśmy obecnie – podkreśla papież. Nie przez odcieleśnienie człowieka, ale przez jakiś rodzaj „uduchowienia cielesnej natury”. Pojawi się inny „układ sił” wewnątrz człowieka: „zmartwychwstanie oznacza nowe poddanie ciała duchowi”. Jeśli mowa o aniołach, to ukazywane są one w sztuce jako istoty ze skrzydłami. Moje skojarzenie jest takie, że człowiek w niebie „dostanie skrzydeł”. Duch człowieka nie będzie już krępowany ograniczeniami ciała, które tak mocno dają nam się we znaki tu, na ziemi (zwłaszcza po pięćdziesiątce). „Uduchowienie” oznacza „jak gdyby przeniknięcie energii ciała siłami ducha”. Jan Paweł podkreśla, że zniknie napięcie między duchem a ciałem, które tu, na ziemi, tak nam ciąży (cała nasza asceza dąży do opanowania tego napięcia). Przy czym nie należy tego rozumieć jako „pokonanie” ciała przez ducha, ale raczej jako jakiś nowy rodzaj harmonii z zachowaniem pierwszeństwa ducha. „Zmartwychwstanie będzie oznaczać doskonałe uczestnictwo wszystkiego, co w człowieku cielesne, w tym, co w tymże człowieku duchowe”.

Termin „przebóstwienie” pochodzi z teologii prawosławnej. Papież Jan Paweł II odnosi go do człowieka po zmartwychwstaniu. To słowo wskazuje na to, że człowiek w niebie nie tylko osiągnie doskonałą harmonię między własnym duchem i ciałem, ale zostanie napełniony czymś więcej, a właściwie Kimś więcej. Człowiek już tu, na ziemi, ma jakiś udział w boskim życiu, ale tam to uczestnictwo w boskiej naturze osiągnie pełnię. Człowiek będzie widział Boga „twarzą w twarz”, przy czym trzeba to rozumieć nie tylko jako samo „patrzenie, ale jako zjednoczenie, bycie razem, przytulenie. Będzie to doskonała komunia osób. Człowieka oraz Ojca, Syna i Ducha Świętego. Podmiotowość człowieka (jego osobowość) nie zatraci się, ale uzyska nową pełnię, uwydatni. „Uwydatni” – ulubione słowo Jana Pawła II. „W ślad za widzeniem Boga »twarzą w twarz« zrodzi się w człowieku miłość o takiej głębi i sile koncentracji na Bogu samym, że ogarnie bez reszty całą jego duchowo-cielesną podmiotowość”.

Jednocześnie we wnętrzu tej komunii z Bogiem odnajdziemy wszystkich ludzi z Nim zjednoczonych. Odnajdziemy „ziemskie” żony, mężów, rodziców, dzieci, przyjaciół… Poznamy zapewne także wiele nowych osób. Całe rodziny, pełna chata, DOM, ojczyzna ludzi.

Seks trampoliną do nieba

No dobrze, ale dlaczego małżeństwa już więcej nie będzie? Ponieważ „jedno ciało” tworzone przez małżonków na ziemi ma być według Bożego planu znakiem zapowiadającym wspólnotę z Bogiem w niebie. „Nie potrzebujesz już zapowiedzi, która wskazuje ci na niebo, kiedy już jesteś w niebie” – pisze West. Ale to, co jest dobre, prawdziwe i piękne, w więzi małżeńskiej i rodzinnej będzie jakoś obecne, oczyszczone, uwydatnione we wnętrzu relacji z Bogiem.

West zwraca uwagę, że zjednoczenie seksualne, przy całym jego pięknie, doniosłości jest zawsze tylko znakiem czegoś większego. Świat nie kończy się na seksualnej ekstazie. Obiecane jest nam coś nieskończenie wspanialszego. Zjednoczenie seksualne jest „ikoną” komunii z Bogiem. „Kiedy tracimy z oczu tę nieskończenie piękniejszą jedność, nieuchronnie zaczynamy traktować ikonę jako idola” – podkreśla West. „Inaczej mówiąc, gdy tracimy z oczu radość nieba, patrzymy na zjednoczenie seksualne i związaną z nim przyjemność fizyczną jak na ostateczne spełnienie. Tak jest w świecie, w którym żyjemy”. Całe to dzisiejsze „gonienie” za seksem jest w istocie pragnieniem Boga-Miłości. Gdy jednak Boga jako „Pomysłodawcę” człowieka, płci, seksualności już się widzi, wtedy człowiek czyni z seksualnej przyjemności bożka, który domaga się wciąż nowych ofiar. Ten bałwochwalczy kult seksu zbiera potężne żniwo zniszczenia w naszej cywilizacji. „Ponieważ seks ma być trampoliną do nieba, diabeł atakuje dokładnie tutaj” (West).

Wielu małżonkom ich małżeństwo z niebem się raczej nie kojarzy. Okazuje się raczej trudną szkołą miłości. To prawda. Małżeństwo, nawet najdoskonalsze, nie zaspokoi w pełni głodu miłości. To ważny wniosek z tych rozważań. Zawsze pozostanie w nas jakiś brak, tęsknota, niespełnienie, samotność. Nie wolno oczekiwać od współmałżonka, by był Bogiem. Małżeństwo jest zawsze związkiem dwojga grzeszników. Nie można liczyć na to, że skończony człowiek zaspokoi nasze nieskończone pragnienia. Z drugiej jednak strony prawdą jest to, że jeśli szukać jakichś wyobrażeń nieba, to można je odnaleźć właśnie w szczęśliwych momentach życia rodzinnego. Pamiętając, że analogia między małżeństwem a niebem ma swoje ograniczenia. Niebo nie będzie jakimś zwielokrotnionym doznaniem zjednoczenia seksualnego. Niebo będzie czymś nowym, a równocześnie czymś, co ma związek z doświadczeniem miłości mężczyzny i kobiety. Tajemnica to wielka… Czyż nie wspaniała? 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9