Przyjaciel w drodze do nieba

O budowaniu relacji z uczniami mówi Sebastian Jokiel, katecheta w Zespole Szkół Zawodowych w Oleśnie i zdobywca tytułu Bohater Katechezy.

Reklama

Anna Kwaśnicka: Jak przyjął Pan tytuł Bohatera Katechezy?

Sebastian Jokiel: Bohater Katechezy jest jeden. Jest nim Jezus. Staram się, by na każdej lekcji to On był z nami w klasie. A sama wygrana w plebiscycie jest budującym i dowartościowującym doświadczeniem, ale przede wszystkim mobilizującym do wkładania jeszcze większego wysiłku w pracę. Staram się do tej wygranej podchodzić zdroworozsądkowo, bo przecież słowo „bohater” to wielkie słowo, wybitne. Tymczasem w codzienności chcę być dla młodzieży nie tyle bohaterem, co przyjacielem w drodze do nieba.

Jest to możliwe w rzeczywistości szkolnej?

Będąc katechetą, stopniowo dochodziłem do przekonania, że w spotkaniu w szkole uczeń musi odczuć, że go kocham jak brata czy siostrę. Nie mogę ograniczać się do surowej relacji uczeń–nauczyciel. Niemniej to, co robimy w szkole na lekcjach, to dopiero pierwsza część bycia katechetą. Druga część dzieje się w duszpasterstwie parafialnym. Przy parafii działam od 17 lat. Gram w zespole muzycznym, jestem w Odnowie w Duchu Świętym. Właściwie to w parafii uczyłem się takiej przyjacielskiej relacji. Najpierw sam byłem młody i doświadczałem, jaką więź budują ze mną i z rówieśnikami księża i świeccy.

Jak budować relację przyjacielską z uczniami, stojąc przy tablicy z dziennikiem w ręku?

Najpierw buduję swój szacunek. To pierwszy krok – konieczny, by stawiać następne. Wielu młodych ludzi, których uczę, znam też z wyjazdów pozaszkolnych. W duszpasterstwie parafialnym oni nie mówią do mnie na „pan”, ale w szkole tego wymagam. Obok budowania szacunku szukam też z uczniami wspólnej płaszczyzny zainteresowań czy wspólnych tematów, wśród których na pierwszym miejscu stawiam wiarę. Chcę stawać się dla nich świadkiem. Dlatego pokazuję im, że nad sobą pracuję, że sam staram się być dobrym człowiekiem. Zwłaszcza teraz, po zwycięstwie w plebiscycie, mówię im wprost, że to nie oznacza, że jestem lepszy od innych katechetów. Wygrałem z ludźmi, którzy na pewno prowadzą kapitalne lekcje, a wygrałem, bo mam tylu uczniów, którzy chcieli na mnie zagłosować i zachęcili do tego znajomych.

Zatem buduje Pan szacunek i daje świadectwo wiary. A jak dalej rozwija się ta relacja?

Zapraszam młodych do czegoś wspólnego poza szkołą, m.in. na wyjazdy w ramach Duszpasterstwa Oleskiej Młodzieży, którym kieruje ks. Łukasz Żaba. W młodości starsi koledzy byli dla mnie przykładem tego, jakim chcę stać się mężczyzną, i teraz taki przykład chcę dawać swoim wychowankom. Wyzwaniem jest być z drugim człowiekiem, towarzyszyć mu. Sam do Kościoła nie przyszedłem za Panem Jezusem, ale za dziewczyną. A nawróciłem się dzięki konkretnemu człowiekowi, który ze mną usiadł i opowiedział mi, jak czuje obecność Boga, jak z Nim rozmawia. Ja miałem z takimi prostymi rzeczami problem. Dlatego chcę być dla młodych świadkiem. Wielkim skarbem jest dla mnie to, że żona doskonale rozumie tę potrzebę. Nawet w czasie wakacji na jeden z takich wyjazdów pojedzie ze mną i z naszą córeczką Sarą. Zdrowe podejście do katechezy jest związane z poświęceniem. Może to, co powiem, będzie kontrowersyjne, ale nie boję wyprowadzenia katechezy ze szkoły. Myślę, że wtedy prawdopodobnie okazałoby się, kto naprawdę chce pracować z młodymi, a kto chce tylko zarabiać pieniądze.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11