Brakuje nam tego wtajemniczenia

– Tamta Noc Paschalna wraca do mnie każdej niedzieli – mówi Łukasz, ojciec chrzestny Daniela.

Reklama

Przed rokiem Wigilia Paschalna przypadała w nocy z 26 na 27 marca. Podczas liturgii w legnickiej katedrze biskup Zbigniew Kiernikowski ochrzcił kilku dorosłych. Kilkanaście osób, które były świadkami tego wydarzenia, brało udział w przygotowaniach kandydatów do chrztu. Katechumeni podczas formacji, oprócz uczestniczenia w odpowiednich liturgiach i skrutyniach, mają spotykać się z rodziną chrześcijańską. Z rodzinami – nauczycielami rozmawiamy dziś, rok po tamtej Wigilii Paschalnej. Jak oni przeżyli nie tylko ten jeden moment, ale całą formację z nim związaną?

Witaj w rodzinie

O takim towarzyszeniu chrzestnych i wspólnoty w przygotowaniu do sakramentów mówi dokument „Chrześcijańskie wtajemniczenie dorosłych. Wprowadzenie teologicznej i pastoralne”: „W tym czasie katecheci, diakoni, kapłani, a także ludzie świeccy w sposób odpowiedni powinni wyjaśniać kandydatom Ewangelię oraz troskliwie pomagać, aby z czystą i jasną intencją sami współpracowali z łaską Bożą i aby coraz łatwiejsze stawały się ich spotkania z rodzinami i grupami chrześcijan”. Dalej czytamy: „Katechumeni, ucząc się życia chrześcijańskiego w przyjaznej atmosferze, wspomagani przykładem i pomocą poręczających oraz rodziców chrzestnych, a nawet całej wspólnoty, łatwiej zdobywają umiejętność modlitwy i wyznawania wiary, uczą się we wszystkim zachowywać wymagania Chrystusa, w działaniu ulegać wyższym natchnieniom i pełnić miłość bliźniego aż do wyrzeczenia się siebie. Wychowani w ten sposób nowo nawróceni wchodzą za łaską Bożą na drogę duchową, na której, mając już udział przez wiarę w tajemnicy Śmierci i Zmartwychwstania, przechodzą od starego do nowego człowieka doskonałego w Chrystusie. To przejście pociągające za sobą stopniową zmianę myśli i obyczajów powinno się uwidaczniać w swych społecznych skutkach, a w czasie katechumenatu powoli się rozwijać. Ponieważ Pan, któremu się wierzy, jest znakiem sprzeciwu, nawrócony człowiek doznaje nieraz rozdarcia i osamotnienia, ale również radości, której Bóg udziela bez miary”. – Spotykaliśmy się z Danielem na katechezach u biskupa, ale później przychodził też do nas. Rozmawialiśmy o problemach rodzinnych, bo po katechezach dostawaliśmy konspekty do pracy w grupach między spotkaniami. Często stawiane w nich pytania były początkiem rozmowy; opowiadaliśmy o swoich przypadkach, doświadczeniach – mówią państwo Iza i Łukasz z Legnicy. Podobne spotkania przeżywali państwo Elwira i Grzegorz ze Zgorzelca. – Trwały one kilka miesięcy i przez ten czas nasza podopieczna stała się jakby częścią naszej rodziny – opowiadają.

To tylko początek łask

Mówić komuś o wierze to jedno. Ale wziąć odpowiedzialność za efekty tego nauczania – to drugie. – Kiedy poproszono nas, byśmy towarzyszyli katechumenowi w przygotowaniach do chrztu św., nie mogliśmy uwierzyć, że to właśnie do nas zwrócono się z taką prośbą. Zadawaliśmy sobie i Panu Bogu ogrom pytań. Czy jesteśmy dość dojrzałymi chrześcijanami, aby podjąć się tego zadania? Czy sami rozumiemy, co oznacza być ochrzczonym? Czy nasza rodzina może być wzorem chrześcijańskiej rodziny? – zastanawiali się Małgorzata i Dariusz Boratynowie. Kandydaci ze swoimi opiekunami musieli przyjeżdżać przez kilka miesięcy do Legnicy, by w rezydencji biskupa spotykać się z hierarchą i poznawać chrześcijaństwo. – Zanim pojechaliśmy tam pierwszy raz, troszkę się bałam. Ja, Grzesiek – kim my jesteśmy, by jeździć do Legnicy i słuchać katechez? Ludzie często pytali nas, po co to robimy, czy tak po ludzku „opłaca” nam się tam jeździć. My jednak na kolejne spotkania jechaliśmy z coraz większą radością. Dawały nam one nową perspektywę chrześcijaństwa, z której do tej pory nie zdawaliśmy sobie aż tak sprawy – opowiada pani Elwira. – Wiara rozwija się przez całe życie. Świadomość chrzcielna tak samo. To był dla nas niezwykły czas. Tęsknię za nim. – Katechezy bardzo dużo nam dawały. Mnie ich brakuje, bo one były również dla nas. To był swoisty katechumenat, choć przecież zostaliśmy ochrzczeni jako dzieci i całe życie byliśmy chrześcijanami. Bardzo często po spotkaniach wracaliśmy do domu i dyskutowaliśmy o tym, co tam usłyszeliśmy. Sami przez to musieliśmy – i chcieliśmy – wrócić do chwili naszego chrztu – mówi pani Iza. Podobne pozytywne zaskoczenie przeżyli państwo Boratynowie. – Uczestniczyliśmy w wyjątkowych rekolekcjach. Chrzest to dopiero początek łask, jakimi Bóg chce nas obdarzać w sakramentach. Treści głoszonych przez księdza biskupa katechez oraz homilii ciągle w nas żyją. Zostały wydrukowane, więc możemy do nich sięgać w dowolnej chwili – mówią małżonkowie. – Mieszkamy w Legnicy. Zarówno do katedry, jak i do domu biskupa mamy bardzo blisko, najwyżej kwadrans na piechotę. Z podziwem patrzyliśmy na katechumenów oraz towarzyszące im małżeństwa, którzy przyjeżdżali z odległych stron diecezji. Dali nam solidną lekcję pokory i wytrwałości.

Czekam cały rok

Nasi bohaterowie dzięki temu przeżyciu mogli jeszcze raz wybrać Jezusa na swojego Pana. Jakby na nowo odkryli, czym jest chrzest i do czego Bóg nas przez niego powołuje. – Czasami wręcz żałowałam, że jesteśmy już ochrzczeni, bo tak chętnie przeszłabym całą tę drogę przygotowania i przyjęcia Jezusa. To jest mądrość Kościoła w tym przygotowaniu. Teraz dopiero zdaliśmy sobie sprawę, czym był dla nas chrzest i co zawdzięczamy rodzicom – mówią Iza i Łukasz. – Nie potrafimy sobie wyobrazić innego Triduum z Nocą Zmartwychwstania. Ja przeżywałam je na studiach z ojcem Markiem Adaszkiem, a on był prawdziwym człowiekiem paschalnym. Ale katechezy bardzo pogłębiły moją świadomość. Nie mogę się doczekać Triduum. Czekam na nie cały rok. Instrukcja pastoralna podkreśla też, jak ważny jest czas po chrzcie św., który nazywa się mistagogią. I jak ważną rolę odgrywają dla siebie dwie strony – nowo ochrzczonego i wspólnoty. „Powinni zatem chętnie ujawniać ducha wspólnoty chrześcijańskiej, wprowadzać kandydatów do swoich rodzin i dopuszczać do rozmów prywatnych, a nawet włączać do niektórych zespołów w ramach wspólnoty. (...) W okresie »mistagogii« winni uczestniczyć we Mszach dla neofitów, okazywać im miłość i pomoc, aby ci tym pełniej poczuli się członkami wspólnoty ochrzczonych”. – Kontakt się nie urwał. Dalej się odwiedzamy, modlimy się za siebie. Przy okazji wzrostu świadomości zaczęliśmy też inaczej patrzeć na naszych dotychczasowych chrześniaków. Kim my dla nich jesteśmy, jak duży obowiązek na nas ciąży. Dużo się zmieniło – mówi pani Iza. – Niedługo moja córka kończy 20 lat. Zamówiliśmy Mszę św. Jednak nie tyle w rocznicę jej urodzin, co w rocznicę i z okazji chrztu świętego, który zrodził ją do nowego życia. Może wcześniej byśmy zamówili z okazji urodzin? Kto wie? – mówi kobieta. Małgorzata i Dariusz Boratynowie codziennie dziękują Bogu za tamte kilkumiesięczne rekolekcje: – Jesteśmy wdzięczni, że to właśnie do nas zwrócono się z taką prośbą – mówią małżonkowie. A państwo Izabela i Łukasz mówią, że są otwarci na nowe wyzwania: – Z chęcią raz jeszcze wzięlibyśmy udział w takich przygotowaniu – zapewniają z uśmiechem.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7