Obrona Blachnickiego

Troje ludzi, trzy historie – jeden wizjoner. Oto jak wczoraj i dziś działa założyciel oazy.

Reklama

  Henryk Przondziono /Foto Gość Ks. Henryk Bolczyk, pochodzący z Rudy Śl. kapłan archidiecezji katowickiej, dawniej moderator krajowy i generalny Ruchu Światło–Życie oraz postulator diecezjalny procesu beatyfikacyjnego ks. Franciszka Blachnickiego, obecnie na emeryturze w Carlsbergu

Zawsze najbardziej podpadały mi jego oczy. Wydawało mi się, że ma w nich ogień. Ale nie taki, który niszczy, a rozpala. Siedzę na kanapie. Choć nie wiem, czy o świętym człowieku można mówić na kanapie. Może trzeba na klęcząco albo przed krzyżem… – naszą telefoniczną rozmowę o ks. Franciszku rozpoczyna bardzo radośnie.

Założyciela oazy znał osobiście. Później poszedł w jego ślady.

– Dzieło, które stworzył ks. Blachnicki, najlepiej świadczy o tym, że jest dziełem Ducha Świętego. Był dla mnie przykładem pokornego, chociaż nie prostego człowieka. Przykładem męstwa, żywej wiary, wytrwałości i znoszenia największych trudności ze swoistym poczuciem humoru, które wypływa z wiary. „Wiem, z Kim jestem w spółce” – powiedział w swoim świadectwie. To dawało mu pokój serca, potrafił kupować, nie mając pieniędzy.

Po raz pierwszy z ks. Blachnickim spotkał się na dwudniowej pielgrzymce ministrantów w Piekarach Śląskich. Był wtedy w siódmej klasie szkoły podstawowej. Szczupły, wysoki Blachnicki dyrygował blisko 100-osobowym chórem ministranckim z Tychów. Już wtedy zrobił na ministrancie z Halemby spore wrażenie. Później, jako kleryk, spotkał go w Tarnowskich Górach i w seminarium w Krakowie. W 1957 r. z ks. Franciszkiem pojechał na ministrancką Oazę Dzieci Bożych do Koniakowa.

– Kończył się wieczór, podchodzą panie z kuchni i mówią: „Proszę księdza, my na jutro nie mamy już ani chleba, ani pieniędzy”. Na to Blachnicki: „Ach, to jeszcze mamy całą noc do myślenia”.

Ks. Bolczyk wyświęcony został jeszcze przed Soborem Watykańskim II. – Wszystko, co nowe, przychodziło do mnie przez ks. Blachnickiego – mówi. To „nowe” to odnowa Kościoła poprzez liturgię, zamiłowanie do Pisma Świętego, świadectwo drugiego człowieka, rola małych wspólnot i świeckich w Kościele. Nigdy nie spodziewał się, że zostanie następcą ks. Blachnickiego. 

– Mój poprzednik, ks. Wojciech Danielski, moderatorem krajowym był niecałe 4 lata. Przy jego trumnie powiedziałem: „Na pewno jako moderator tyle nie przeżyję”. Taki byłem przerażony. A potem okazało się, że byłem nim prawie 16 lat. Teraz 15. rok mija na emeryturze. A więc te moje rachuby w łeb wzięły. Pan Bóg miał inne zamiary. Bycie moderatorem i postulatorem to były dzieła, których nigdy w życiu nie przyjąłbym bez wiary. Na pewno od Blachnickiego nauczyłem się pewnej odwagi wiary…

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 1
    2 3 4 5 6 7 8