Człowiek sukcesu

13 stycznia 1942 r. w KL Dachau schorowanego ks. Szramka postawiono pod strumieniem lodowatej wody. Rodzinę później powiadomiono, że zgon nastąpił „mimo lekarskiej opieki”. Minęła 75. rocznica śmierci błogosławionego męczennika.

Reklama

Przed wojną ks. Emil Szramek był znany jako wybitny intelektualista, koneser sztuki, bibliofil, który zgromadził jeden z najcenniejszych księgozbiorów na Górnym Śląsku oraz wspaniałą kolekcję malarską. Był człowiekiem sukcesu w całym tego słowa znaczeniu, szanowanym i cenionym zarówno w kręgach kościelnych, jak i świeckich. Jego publikacje naukowe, a zwłaszcza rozprawa o socjologicznych uwarunkowaniach kwestii narodowościowej na Górnym Śląsku, wyprzedzały epokę. Nie wpisywał się w ciasny model patriotyzmu, który na tym terenie topornie i wyrządzając wiele szkód sprawie narodowej, lansowała śląska sanacja.

W czasie studiów teologicznych we Wrocławiu angażował się w działalność tajnej narodowej organizacji ZET, a w czasie powstań śląskich oraz plebiscytu działał na rzecz przyłączenia Górnego Śląska do Polski. Pobiła go za to niemiecka bojówka. Jednak później jako proboszcz parafii mariackiej w Katowicach bronił praw Niemców do modlitwy we własnym języku i nie zgodził się na ograniczenie niemieckich nabożeństw. Gorliwy duszpasterz, świetny kaznodzieja oraz wyrafinowany esteta w obozach stał się heroicznym świadkiem wiary.

Krzyż z przodu

Kiedy jesienią 1939 r. gestapo nakazało mu opuścić parafię i przenieść się na tereny Generalnego Gubernatorstwa, odmówił. Był przekonany, że powinien pozostać ze swymi parafianami. Tym bardziej że jego nominacja proboszczowska w 1926 r. była zatwierdzona przez papieża Piusa XI. Od decyzji władz w Katowicach odwołał się do Berlina. W liście do szefa gestapo Heinricha Müllera oraz ministra ds. wyznań Hannsa Kerrla podkreślał, że dzięki wykształceniu czuł się „związany kulturowo z narodem niemieckim”. Zwracał uwagę na swoje zaangażowanie na rzecz duszpasterstwa niemieckich katolików oraz zapewniał, że będzie respektował nowy porządek. Odpowiedzi nie uzyskał, za to 10 kwietnia 1940 r. po południu pod parafię mariacką podjechał samochód gestapo i od jednego z funkcjonariuszy proboszcz usłyszał: „Jest pan aresztowany, proszę ze mną”. Pozwolono mu tylko wejść do kościoła, gdzie modlił się dłuższą chwilę. Następnego dnia jednym z pierwszych transportów pojechał do obozu koncentracyjnego w Dachau, gdzie otrzymał numer 21987.

Dlaczego aresztowano kapłana mającego znakomitą opinię także u niemieckich katolików? Dla okupantów był liderem polskiej inteligencji na Śląsku, która miała zostać wytępiona w ramach tzw. Intelligenzaktion, prowadzonej na ziemiach włączonych do III Rzeszy. Były jednak, jak sądzę, także inne motywy tej decyzji. Można się ich doszukać w piśmie szefa katowickiego gestapo Rudolfa Mildnera, tłumaczącego niemieckiej administracji zasadność aresztowania ks. Szramka.

W ocenie Mildnera proboszcz mariacki wyróżniał się pod względem moralnym i duchowym. „Jego radykalnie polska aktywność jest zatem tym niebezpieczniejsza” – pisał. Przyznawał, że także wobec swych niemieckich parafian „zachowywał się nienagannie”, ale zarazem wywierał zgubny wpływ „na ducha niemieckiego”. Miał więc zostać usunięty nie tylko jako polski patriota, ale także jako lider całej miejscowej społeczności katolickiej.

W tym kontekście warto odnotować incydent, do którego doszło wiosną 1940 roku. W parafii mariackiej chowano lokalnego działacza NSDAP. Na czele konduktu pogrzebowego stanął ktoś z flagą ze swastyką. Wtedy ks. Szramek polecił, aby kondukt poprowadził ministrant z krzyżem. „Najpierw krzyż, a potem ta szmata” – miał głośno ustalić porządek konduktu. Aresztowanie nastąpiło wkrótce po tym, być może na skutek donosu jednej z osób, które słyszały te słowa.

Inny niż wszyscy

Stacjami kalwarii ks. Szramka były obozy koncentracyjne Dachau, Mauthausen-Gusen i ponownie Dachau. Jak wielu innych kapłanów z Górnego Śląska, w obozie zadeklarował się jako Polak, dlatego nie mógł korzystać z niektórych przywilejów, jakie mieli kapłani narodowości niemieckiej, którym zezwolono np. na odprawianie Mszy św. oraz wspólną modlitwę. Współwięźniowie podkreślali, że ks. Szramek nawet w warunkach obozowych promieniował wewnętrzną siłą i krzepił wiarę innych.

W liście do rodziny, wysłanym w październiku 1940 r. z Mauthausen, pisał: „Jestem tu zdrowy i, ponieważ zakotwiczony w Bogu, dobrej myśli i pełen ufności”. Te słowa wydają mi się kluczowe dla zrozumienia postawy ks. Szramka w kacetach. W zachowanych świadectwach o jego różnych obozowych wystąpieniach przebija wyraźnie przekonanie o tym, że los więźniów wpisuje się w jakąś nieodgadnioną logikę Bożego planu zbawienia. Ks. Szramek uważał, że kapłani muszą być z wiernymi nawet w czasie strasznej obozowej próby i byłoby wręcz wstydem, jak się wyraził, gdyby ich tam nie było.

Gdy wrócił do KL Dachau, również tam zdobył szacunek nie tylko wśród więźniów, ale także wśród obozowej administracji. Swą nienaganną niemczyzną potrafił strażnikom i funkcyjnym czasem coś wyperswadować. Jak wspomniał jeden ze współwięźniów, nawet w rozmowach z Niemcami ks. Szramek miał ostatnie słowo. „Słuchali go, liczyli się z nim, wyraźnie go szanowali. To był człowiek zupełnie inny niż wszyscy”.

Pozostał tylko kamień

Fizycznie cierpiał jednak jak wszyscy. W chwili aresztowania miał już 53 lata i ciężko znosił wyczerpującą pracę. Ci, którzy znali go przed wojną jako pedanta dbającego o wygląd i ubiór, byli porażeni tym, jak bardzo zmienił go obóz. Bardzo schudł, jego twarz wydawała im się obca, upiorna, o kamiennych oczach. Ręce miał pokaleczone od noszenia ciężkich kamieni. Tylko głos się nie zmienił, był pewny, wyraźny i niezłamany.

Ksiądz Leopold Biłko, współwięzień, wspomina, że w Mauthausen spotkała się grupa księży obchodzących jubileusz kapłaństwa, a pracujących właśnie przy brukowaniu obozowych ulic. „Nikomu nie przyszło na myśl, że chcieliśmy się wspólnie pomodlić i odprawić uroczyste zebranie. Przemawiał jeden i drugi. Ks. Emil na końcu: »Z tych wszystkich wzniosłych obrzędów sprzed 25 lat pozostało wam (było nas dwóch jubilatów) jedno: ten kamień, na którym siedzicie. Był z niego zbudowany ołtarz, na którym odprawialiście pierwszą ofiarę, dziś ten kamień towarzyszy wam i służy wam do składania Bogu innej ofiary. Przyniesie ona wam równie wielkie owoce«”.

Do historii przeszło jego przemówienie noworoczne z 1941 r., wygłoszone w KL Dachau w języku niemieckim do kilkunastu księży różnej narodowości. Było nie tylko wielkim wyznaniem wiary, ale także przesłaniem nadziei, że losy świata są w rękach Boga, a nie strażników i oprawców.

Historia przyznała mu rację. Wśród 108 męczenników II wojny światowej, wyniesionych na ołtarze przez Jana Pawła II, postać bł. ks. Emila Szramka, jednego z ważniejszych polskich kapłanów pierwszej połowy XX wieku, świeci nieprzemijającym blaskiem.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8