Odwdzięczam się za to, co dostałam

Gdy kochamy Boga, nie ma rzeczy niemożliwych. Można nawet wyjechać do pracy w sierocińcu w Jerozolimie.

Reklama

Smutek, pustka i absolutna bezradność opanowały panią Danutę po śmierci męża. – Byłam zaradną i odważna kobietą, ale gdy zmarł mój mąż, stałam się niedołężna. Miałam 64 lata, chodziłam do pracy, musiałam sobie radzić z wieloma problemami. Dostawałam ataków duszności, podnosiło mi się ciśnienie. Wydawało mi się, że umieram i wtedy wzywałam pogotowie. Przez te ataki ciągle ktoś musiał być przy mnie, najpierw córka, potem teściowa – opowiada Danuta Preisner. Gdy pewnego dnia wróciła po pracy do domu, nie było w nim już córki ani teściowej. Poczuła się strasznie samotna. Wychowywała się w wieloosobowej rodzinie, potem żyła w małżeństwie, wychowywała dzieci, więc nigdy nie była sama. Do tej chwili.

– Nie wiem, co się stało, uklęknęłam przed obrazem Jezusa Miłosiernego i zaczęłam głośno krzyczeć i płakać. Prosiłam o życie albo o śmierć. Powtarzałam: – Jezu, Ty mnie znasz, wiesz, że ja już nie mogę. Krzyczałam w bólu przez długi czas, aż zasnęłam z wyczerpania. Kiedy się ocknęłam, podniosłam się z podłogi na kolana i od razu wiedziałam, że Bóg mnie uzdrowił. Właśnie wtedy przyrzekłam Bogu moją wierność do końca życia w samotności – opowiadała wschowianka.

Wtedy jeszcze pani Danuta nie wiedziała o konsekracji we wdowieństwie. Ale to też się szybko wyjaśniło. Pewnej nocy pani Danuta nie mogła długo zasnąć. Włączyła radio. Akurat nadawano audycję o konsekracji wdów. – W pewnym momencie powiedziałam głośno: – Jezu, czy Ty mówisz to do mnie? Czy spodobałoby się to Tobie? – opowiada wdowa konsekrowana.

Zaczęła szukać odpowiedniego miejsca formacji. Wybór padł na Poznań. Cztery lata przygotowań, rekolekcji i upragnione uroczyste oddanie życia Jezusowi i Kościołowi w akcie konsekracji. Od 8 grudnia 2013 r. Danuta Preisner jest wdową konsekrowaną i rozdaje miłość Boga w różnych sytuacjach. Wiele osób podziwia jej ogromne zaangażowanie w życie parafii, odwiedzanie chorych z róży różańcowej. – Na początku aż płakałam, bo nie wiedziałam, czy zdołam odwiedzić kilkanaście osób, skąd będę miała na to siły. Ale jakoś to się udaje. Widzę, jak bardzo na mnie czekają – opowiada pani Danuta.

Choć przyznaje, że konsekracja była jej decyzją, to coraz częściej przekonuje się, że taki był Boży plan. – Szukałam Jezusa, a On mnie znalazł. Bóg wybiera kogo i kiedy chce, ja tylko zgodziłam się na to wezwanie – mówi pani Danuta.

Marzenie o misji

Kiedyś pani Danuta zwierzyła się przyjaciółce, że chciałaby pojechać na misje, żeby służyć Bogu i odwdzięczyć się za wszystko, co uczynił w jej życiu. Nigdy wcześniej o tym nie myślała, bo przez lata była zajęta sprawami świata, rodziną, pracą. Dopiero formacja przygotowująca do konsekracji rozpaliła w niej to nowe pragnienie. Po jakimś czasie przyjaciółka zapytała, czy nie chciałabym pojechać do Jerozolimy. Córka tej przyjaciółki, s. Małgorzata ze Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety, wyjechała do jerozolimskiego Domu Pokoju, czyli do sierocińca dla palestyńskich dzieci. W Domu Pokoju siostry pomagają osieroconym i najuboższym dzieciom, które cierpią w wyniku przemocy w rodzinie, biedy i wojny. Trzy siostry zajmują się 18 podopiecznymi. Najstarsze dziewczynki przygotowują się do egzaminu maturalnego, a najmłodsze rozpoczynają naukę w szkole podstawowej.

– Moje dzieci były bardzo zdziwione i zaniepokojone decyzją o wyjeździe do wschodniej Jerozolimy – opowiada pani Danuta. – Tłumaczyły mi trudną sytuację w Ziemi Świętej, zwracały uwagę na niebezpieczeństwo. A ja im mówiłam: „Jeżeli Bóg mnie zaprasza, to muszę spełnić Jego wolę, bo przecież ślubowałam Mu wierność”.

Misjonarki miłości

Dla pani Danuty wyjazd na misje do Jerozolimy był pierwszą podróżą do Izraela, i to od razu na 90 dni, od kwietnia do końca czerwca 2016 roku. Cała rodzina pomagała w pakowaniu walizek, żeby niczego nie zabrakło. I nadszedł upragniony, wymarzony moment wylotu do Tel Awiwu. Danuta i Anna (obie panie tego samego dnia zostały włączone go grona konsekrowanych wdów diecezji zielonogórsko-gorzowskiej) wsiadły do samolotu na warszawskim lotnisku. Po kilku godzinach lotu wylądowały w stolicy Izraela, gdzie czekała już na nie s. Benigna, przełożona w Domu Pokoju.

– Przy odprawie na lotnisku w Tel Awiwie przypomniałam sobie znajomość języka rosyjskiego, właściwie pierwszy raz rozmawiałam po rosyjsku, i udało się, mogłam odpowiedzieć na wszystkie pytania. Siostra zabrała nas do auta i ruszyłyśmy do Jerozolimy, do Domu Pokoju na Górze Oliwnej – opowiadała Danuta Preisner. Po wyczerpującym nocnym locie najważniejszy był wypoczynek, parę godzin snu, potem śniadanie i misjonarki zabrały się, od pierwszego dnia, do ciężkiej pracy w kuchni.

– Współpraca z siostrami elżbietankami – przełożoną s. Benigną, siostrami Lidią i Małgorzatą – od początku mojego trzymiesięcznego pobytu układała się jak najlepiej. We Wschowie od 35 lat pomagam siostrom salezjankom w oratorium, dlatego miałam doświadczenie – wspomina misjonarka.

Pobyt w Jerozolimie był również okazją do modlitwy w najważniejszych miejscach dla chrześcijan. – Cztery razy miałam ogromną łaskę modlitewnego czuwania w zamkniętej bazylice Grobu Pańskiego, gorąco modliłam się za biskupów, kapłanów, naszą diecezję, parafię. Było to ogromne przeżycie – wspomina pani Danuta.

Ale pobyt na Górze Oliwnej nie wiązał się tylko z sytuacjami pełnymi euforii i radości. Bardzo silne wiatry wiejące od pustyni spowodowały, że odważna i pełna energii misjonarka przeziębiła się. Cztery dni leżała w łóżku, czuła się fatalnie, nie mogła swobodnie oddychać ani mówić. – Wtedy pytałam Pana Jezusa, jak to jest, że przyjechałam do Jerozolimy, do pomocy, pracy w sierocińcu, a leżę w łóżku i kto wie, czy jeszcze nie umrę? Jezus wysłuchał mojej modlitwy i dał mi jeszcze wyraźny znak. Uświadomiłam sobie, że Chrystus również na Górze Oliwnej cierpiał. Wtedy się opamiętałam – opowiadała wolontariuszka. Po chorobie wzięła się do roboty ze zdwojoną siłą. Pracowała w kuchni, zamiatała podwórze.

Pani Danuta miała wtedy 73 lata i jak sama przyznaje, nie wie, skąd brała na to wszystko siły. Pragnienie służby na misjach nie wygasło. W tym roku pani Danuta również wybiera się do Jerozolimy.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • DanusiaMaria
    09.02.2017 21:05
    Pani Danusiu, jednym słowem brak(ucieczka) córki i teściowej doprowadziły Panią do odkrycia, że Jezus jest najbliżej:) Tak na marginesie, żeby mnie tak bliscy chcieli zostawić :P Piękna ta Pani historia, która pokazuje jak Pan wychodzi naprzeciw naszemu niedowiarstwu :) Szczęść Boże Ps.Tylko na filmie oglądam Ziemię Świętą . Jest piękna , bo tam gdzie jest Bóg wszystko pięknieje.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    31 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10