Jak sesja, to do Boga

Pobożność studentów rośnie wprost proporcjonalnie do zbliżania się egzaminów. Czy istnieje złoty środek między modlitwą a nauką albo między sprawiedliwością a miłosierdziem profesora?

Reklama

Sesja egzaminacyjna to czas weryfikacji, próby i prawdy dla środowiska studenckiego, które we Wrocławiu tworzy około 20 proc. wszystkich mieszkańców. W myśl starego przysłowia: „Jak trwoga, to do Boga” młodzież szuka wsparcia, a czasem wręcz ratunku u Najwyższego. Szósta prawda wiary brzmi wówczas: „Łaska Boska jest do zaliczenia koniecznie potrzebna”.

Zakuć, zdać, zewangelizować

W Duszpasterstwie Akademickim „Antoni” studenci wpadli na pomysł Mszy św. „o wszystkie potrzebne dary Ducha Świętego na czas zbliżającej się sesji dla nas i dla profesorów”. – Sami poprosili mnie, bym w takiej intencji odprawił Eucharystię – mówi o. Oskar Maciaczyk OFM. Duszpasterz akademicki w kazaniu zwrócił uwagę, że przed i w czasie sesji pobożność studentów wzrasta. Kapłani zauważają więcej młodych ludzi na modlitwie w kościele. W tym wołaniu do Boga nie ma jednak spychania wszystkiego na Boże barki. Nie ma myślenia: „Ty zdaj za mnie”. Widać zdrowe podejście, co wybrzmiało nawet w modlitwie wiernych ułożonej przez studentów.

– Prosili, żeby Pan Bóg zabrał wszystkie rozproszenia i lęki w czasie nauki, o konstruktywne wykorzystanie czasu, właściwe i pełne wykorzystanie wiedzy w czasie egzaminu, żeby ich nerwy nie zjadły. Była też modlitwa za profesorów – wymienia o. Oskar.

Zakonnik podkreśla, że wykładowcy przecież także mają ciężki orzech do zgryzienia w okresie zaliczeń i egzaminów. – Każdy uczeń potrzebuje sprawiedliwego ocenienia, emocje mogą wziąć górę, dlatego warto prosić o roztropność i mądrość dla profesorów – uczula franciszkanin.

Dla niego ten specyficzny czas między semestrami to doskonała okazja do ewangelizacji, której nie może zmarnować. – Nawet jeśli wtedy w kościele pojawią się studenci, którzy Pana Boga traktują po prostu jako jedno z wielu kół ratunkowych, nie wiadomo, czy nie przeżyją przełomu w relacji z Nim. Ktoś po sesji zapomni o Bogu, ale ktoś może przy Nim zostanie, ponieważ jakieś słowo czy gest go przekona, przywiąże, otworzy oczy na obecność Boga – wyjaśnia o. Oskar. A jeśli student „oblał” egzamin? Szybko może sobie wytłumaczyć, że „Ten na górze” go opuścił, zlekceważył. To najłatwiejsza interpretacja.

– Wtedy należy człowiekowi właściwie wyjaśnić, że przechodzi bardzo dobrą szkołę modlitwy. Nie chodzi bowiem o doraźne cele – o zdaną sesję. Módlmy się o siły, o skuteczną i trwałą naukę, o dobre wykorzystanie wiedzy w przyszłości, pokój serca w naszej edukacji, o zabranie lęku i strachu – apeluje do młodych kapłan.

Boże, miej litość dla mnie studenta

– W sesji staram się nie zachwiać odpowiednich proporcji w nauce, modlitwie i… śnie. Nie traktuję Boga jak pióra wpisującego do indeksu same piątki. Nie wkręcam też Jemu, sobie ani ludziom z uczelnianego korytarza, że „tyle się uczyłam, ale nic nie umiem” albo „ta piątka to tylko fart”. Nie ma co ściemniać, szczególnie, gdy prosi się o światło Ducha Świętego – opowiada Ania Kaśków. Studentka II roku na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu mówiąc „modlitwa”, ma na myśli rozmowę z Bogiem. – W czasie sesji więcej się modlę, bo i Jemu skora jestem więcej poskarżyć się, powtarzajac pełnym zniechęcenia głosem, że „to nie dla mnie”, że przydałaby się jakaś dłuższa wycieczka w Bieszczady – stwierdza Ania. Nie tylko w sesyjnych sytuacjach kryzysowych, ale i na co dzień pomagają jej pełne nadziei słowa z Psalmu 131. – Trzeba jednak uważać, by fragment: „Nie gonię za tym, co wielkie, albo co przerasta moje siły” nie stał się wymówką! – dodaje z uśmiechem.

Marysia Kapłon twierdzi natomiast, że sesja to czas w ciągu roku, kiedy studenci są w stanie zamieść pustynię, aby tylko się nie uczyć, w którym uczelniana kaplica nagle staje się zadziwiająco ciasna. – Jak głosi mądrość ludowa: „Gdy grom się zbliża, pośpiesz do Krzyża” – mówi pół żartem, pół serio studentka teologii i pedagogiki na PWT. Opowiada, że podczas egzaminów pod salami wyczekują przerażeni studenci, którzy smętnie zawodzą ciche „Kyrie eleison”. Z kolei po wyjściu z „pokoju przesłuchań” wykrzykują radosne „Alleluja!”. – Na końcu wszyscy, którzy zdali, wspólnie śpiewają „Wesoły nam dziś dzień nastał” – dodaje Maria.

Jakie proporcje dobiera w przypadku nauki i modlitwy? – Uczę się tyle, ile to konieczne. Nawet jeśli miałabym zarwać kilka nocy. Modlę się natomiast nieustannie. Pamiętam, że poza nieskończonym miłosierdziem Bóg jest też nieskończenie sprawiedliwy. Mam nadzieję, że podczas sesji jednak Jego miłosierdzie jest bardziej nieskończone… – analizuje z uśmiechem studentka PWT. W starciu z dużym materiałem naukowym pomagają jej cytaty biblijne. Przytacza dwa ulubione: „A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy…” (J 14,26) oraz „Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z [Jego] wolą” (Flp 2,13).

– Pamiętaj, Panie Boże, o wszystkich studentach, a po zdanej sesji „spraw, aby do domu rodzicielskiego wrócili co prędzej i nie zginęli z nędzy i głodu” – kwituje humorystycznie Maria Kapłon.

Nauka na chwałę Bożą

Nieco inaczej wygląda sesja zaliczeniowa i egzaminacyjna z perspektywy wykładowcy. Anna Rambiert-Kwaśniewska uczy na Papieskim Wydziale Teologicznym języka włoskiego i greki. Wykłada także na Uniwersytecie Wrocławskim. – Sesja to dla mnie teraz czas na odpoczynek. Pamiętam, że jako studentka PWT przygotowywałam się do ostatniego momentu, a kiedy przychodził kryzys, mówiłam Bogu: „Panie, ja zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, reszta należy do Ciebie. Wesprzyj mnie, proszę”. Rzeczywiście, był to okres wzmożonej modlitwy (śmiech) – wspomina.

Jako nauczyciel stara się znaleźć równowagę między sprawiedliwością a miłosierdziem. – Biorę poprawkę na to, że nie każdy musi mieć wybitne zdolności do języków, dlatego doceniam starania, motywację i odpowiednie podejście u studentów – wyjaśnia Anna. Dodaje, że modli się za swoich studentów. Jako nauczyciel języków od razu już na początku semestru widzi, kto ma problemy w nauce i sobie nie radzi. – Proszę wtedy Ducha Świętego o łaskę dla takiego ucznia, aby w końcu znalazł w sobie chęci i na tyle dużo zdolności, by nadrobić braki – mówi Anna Rambiert-Kwaśniewska.

Jej doświadczenie wskazuje, że studenci generalnie dzielą się na dwie kategorie: bardzo zestresowanych, bladych, przemęczonych i tych, którzy swobodnie podchodzą do egzaminów. – Wydaje mi się, że ta pierwsza grupa była zdecydowanie większa za moich czasów. Wszyscy się nakręcali. Owszem, górowały akty strzeliste. (śmiech) Ale pamiętam, że po egzaminie pojawiało się także dziękczynienie Panu Bogu – wspomina wykładowczyni. Jej złoty środek na sesję to modlitwa na pierwszym miejscu, ale ze świadomością własnej pracy włożonej w naukę. Na koniec cytuje św. Pawła z Listu do Koryntian: „Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie”.

Współpracuj z łaską

Wielu zupełnie niepotrzebnie postrzega sesję jako starcie między profesorem a studentem. A końcowy wynik egzaminu to tak naprawdę efekt ich współpracy przez cały semestr. Ojciec prof. Jerzy Tupikowski CMF obserwuje brać studencką od wielu lat i widzi, że od czasów, kiedy sam studiował, dystans między tymi dwoma podmiotami akademickimi znacznie się skrócił, i to na korzyść uczelni.

– Młodzież zmienia się w dobrym tego słowa znaczeniu. Jest śmielsza, odważniejsza. Potrafi wyartykułować swoje oczekiwania wobec wykładowców. Zna swoje prawa i obowiązki – tłumaczy klaretyn. Prorektor ds. studenckich Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu radzi żakom, by modlili się o światło Ducha Świętego, ale także o otwartość na cnotę pracowitości, rzetelności i sumienności.

– Zawsze w życiu powinniśmy szukać pocieszenia „z góry”, prosić o łaski. Postawa prośby i modlitwy jest jak najbardziej prawidłowa – tłumaczy ojciec profesor. Chodzi o kompatybilność między naturą a łaską. – Z natury powinniśmy dać z siebie wszystko, a przy tym być absolutnie otwartymi na działanie Ducha Świętego – dodaje klaretyn.

Od lat powtarza studentom, gdy zbliża się czas zaliczeń i egzaminów, że serce wtedy prędzej biegnie do Pana Boga po pomoc, ale znowu nie wolno z drugiej strony wystawiać Go na próbę. – Proszę o dar mądrości, rozumu, ale nie siedzę z założonymi rękami. Robię to, co do mnie należy, bo tego ode mnie Pan Bóg oczekuje – wyjaśnia o. Jerzy Tupikowski.

W ocenianiu zawsze przyświeca mu cel, by być zarówno sprawiedliwym, jak i miłosiernym. – Liczy się indywidualne spojrzenie na studenta. Moralnym akademickim obowiązkiem jest wymagać sprawiedliwości naukowej, ale zawsze pozostawiam margines miłosierdzia, żeby zbyt pochopnie nie wylać dziecka z kąpielą, czyli nie załamać, nie zniechęcić zdającego – tłumaczy. W dyskusji o podejściu do sesji przypominają mu się znamienne słowa św. Ignacego Loyoli, które studenci mogą umieścić na swoich sztandarach: „Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało tylko od ciebie”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    30 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10