Rozmówki ormiańsko-przasnyskie

Co słychać po Światowych Dniach Młodzieży? W mieście nad Węgierką pozostało to, co najpiękniejsze – przyjaźnie.

Reklama

Myślę, że spotkaliśmy się nie przez przypadek i że była w tym wola Boża – uważa Petros Markaryan, Ormianin, który kilka miesięcy temu był w Przasnyszu i Krakowie na Światowych Dniach Młodzieży. Jego zdanie podzielają także inni Ormianie z Gruzji, uczestnicy Światowych Dni Młodzieży w Polsce, jak również członkowie rodzin z Przasnysza, u których gościli, oraz polscy wolontariusze. Wszystkich połączyły mocne, przyjacielskie więzy, które zaczęły się tworzyć właściwie zaraz po przybyciu gości z Kaukazu nad Węgierkę.

Ich „polska mama”

– Oczywiście, były obawy – to przecież obcy ludzie, inna kultura, inny język – wspomina Luiza Dawidziuk, u której mieszkali pielgrzymi. – Kiedy jednak poznaliśmy Arkadiego i Martina, wszelkie obawy zniknęły. Obaj – tak samo jak cała pięćdziesiątka ormiańskich pielgrzymów – okazali się bardzo sympatycznymi, otwartymi ludźmi. Wnieśli w nasze życie dużo radości. Relacje Luizy z jej gośćmi stały się do tego stopnia rodzinne, że zaczęli ją nazywać swoją polską mamą. Tego samego doświadczyła również Marta Tomaszewska-Wróbel, której gośćmi byli kilkunastoletni chłopcy. – Oni do mnie zwracali się „mama”, a ja czułam się ich rówieśniczką – mówi.

– Było bardzo ciepło i rodzinnie. W pamięci pozostanie nam serdeczność, otwarcie i serce dla nas – dodaje Bożena Tomaszewska, mama Marty. – To ogromna radość, że w Roku Miłosierdzia można było otworzyć drzwi i podróżnych w dom przyjąć. To przecież jeden z uczynków miłosierdzia. Trzeba dziękować Bogu, że była taka możliwość.

W Przasnyszu Ormianie podążali śladami św. Stanisława Kostki, m.in. udając się z pieszą pielgrzymką do sanktuarium w Rostkowie i uczestnicząc w grze miejskiej „Podróże z Kostką”. Razem z Polakami modlili się podczas Mszy św. sprawowanych w obrządku rzymskokatolickim i ormiańskim. Od pierwszego wieczoru nie brakowało też spotkań z muzyką, śpiewem i tańcem. Wspólnie tańczono tańce kaukaskie i poloneza. Nieraz okazało się, że dzięki dobrej woli można przezwyciężyć wszelkie bariery, także te językowe. Ormianie, którzy spodziewali się noclegów w namiotach, szybko poznali gościnność polskich rodzin.

– Byliśmy w różnych miejscach i poznaliśmy wielu ludzi, lecz Przasnysz to zupełnie coś innego, coś naprawdę niezwykłego – opowiada Arevik Urumyan, która uczestniczyła wcześniej m.in. w Światowych Dniach Młodzieży w Madrycie. – Nigdy nie zapomnę tych dni, które spędziłam z wami wszystkimi, tyle pozytywnych emocji i wspomnień. Tak bardzo tęsknię za tymi dniami i za wami wszystkimi – zapewnia.

Za Przasnyszem Ormianie zatęsknili już w... Krakowie. Wtedy też zaczęły się przasnysko-ormiańskie kontakty internetowe. Gospodarze z zadowoleniem zauważyli, że ich Ormianie zostali zakwaterowani na polu namiotowym w sąsiedztwie przasnyskiej młodzieży. Gości bardzo ucieszyła liczna grupa Polaków, która przyjechała pożegnać ich na lotnisku w Warszawie przed odlotem do Gruzji.

– Kiedy chłopcy odjechali, nasza znajomość wcale się nie skończyła, wręcz przeciwnie – opowiada Luiza. – Mogę śmiało powiedzieć, że się zaprzyjaźniliśmy. Dużo rozmawiamy, poznajemy nasze kultury, Martin uczy się z powodzeniem języka polskiego. Nawet zaprosiliśmy chłopców na naszą wigilię, dzięki możliwościom technicznym mogliśmy pokazać im tę piękną polską tradycję. Coraz lepiej się rozumiemy, powoli znika bariera językowa. Szkoda tylko, że tak daleko mieszkają. Cała nasza rodzina dziękuje Bogu za to spotkanie, za tę przyjaźń. Mamy nadzieję, że będzie trwała jeszcze bardzo długo.

Drugi dom

– Nigdy w życiu nie myślałem, że kiedykolwiek będę w Polsce, ale kiedy pojawiła się taka możliwość, skorzystałem z niej – mówi Arkadi Simonyan. – Nie miałem pojęcia, dokąd jedziemy i gdzie mamy się zatrzymać. To wszystko przygotował dla nas Bóg. To niewiarygodne, ale w Polsce znalazłem swoją drugą rodzinę. To cudowni ludzie i cała Polska cudowna. Prawdę mówiąc i prosto z serca, chciałbym być teraz w Przasnyszu. Mam takie poczucie, że przez moje wszystkie 30 lat żyłem w Polsce.

– Prawie codziennie kontaktuję się z rodziną, u której mieszkałam – opowiada Rima Samveliani. – Bardzo cieszę się ze wszystkich nowych znajomości i prawie z każdym utrzymuję kontakt. To niezwykle, zyskałam dla siebie nową wielką rodzinę. Przasnysz jest teraz dla mnie rodzinnym miastem.

Jak wyjaśnia Alicja Łapińska, u której gościła Rima, te internetowe rozmowy dotyczą niemal wszystkiego, ale głównie bieżących wydarzeń. – Utrzymuję z wieloma osobami stały kontakt, wymieniamy się nowościami, co u kogo ciekawego się wydarzyło. Ale też są to rozmowy chociażby o pogodzie, życzenia z okazji urodzin, świąt, zawsze miło i sympatycznie – wyjaśnia wolontariuszka Edyta Tatewik Kaputjan, Ormianka od wielu lat mieszkająca w Przasnyszu. – Czasem wystarczy jedno zdanie, jeden komentarz pod zdjęciem – dodaje Marta.

On line zostali nad Węgierką

Bywa, że w rozmowy na Skype’ie włączają się po obu stronach całe rodziny. Podczas spotkania opłatkowego tą drogą członkowie rodzin goszczących, wolontariusze oraz Ormianie złożyli sobie świąteczne życzenia. „Żeby wszyscy ludzie byli tacy dobrzy i uczciwi jak wy” – napisał Izaak Karslyan. Nie zabrakło też, oczywiście, polskich i ormiańskich kolęd. Były nawet paczki z prezentami, które ku wielkiemu zaskoczeniu i radości obdarowanych różnymi drogami dotarły na Kaukaz i nad Węgierkę.

– Ta więź utrzymuje się, bo są chęci z obu stron – uważa Bożena Tomaszewska. – To taki specyficzny kontakt. Kiedy piszemy na Facebooku, to od razu odżywają wspomnienia i robi się ciepło na duszy. Cieszymy się – i jedna, i druga strona. Pozdrowienia i zdjęcia budzą chęć ponownego spotkania się. Wiele osób żywi głębokie przekonanie, że na pewno do niego dojdzie. Stąd często pojawiające się wzajemne zaproszenia do Polski i Gruzji. – Wiem, Bóg tak sprawi, że jeszcze kiedyś wrócę do Polski – zapewnia Arkadi.

Dla przasnyszan miłym akcentem jest zdjęcie witające odwiedzających facebookowy profil „Ormiańscy Katolicy Gruzji”. Bez trudu rozpoznają na nim przasnyską farę, „swoich” Ormian i siebie samych. Petros Markaryan, który prowadzi stronę internetową swojej wsi Khashut, wprowadził na niej polską wersję językową. Dla swoich przasnyskich gospodarzy przygotował filmik o swoim domu i miejscowości.

– Te nasze dialogi są bardzo sympatyczne, chwilami z nutką jakiejś nostalgii – mówi Jan Majewski. – Dla nas jest to przedłużenie ich pobytu w Polsce, takie ciągle trwające spotkanie. I trochę tak jakbyśmy stali się rodziną. Kiedy Petros pisze, że tęskni, to czuje się nitkę zażyłości i sympatii, która się zawiązała między nami. – To bardzo piękne, że utrzymuje się między nami taka nić przywiązania – podsumowuje Bożena. – Nie przerywa się i miejmy nadzieję, że będzie tak dalej.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 1
    2 3 4 5 6 7 8