Świece pachnące kawą

Niedaleko Wieliczki zakotwiczyła Arka. Na pokład przygarnia mieszkańców najbliższych miejscowości, którym – z powodu niepełnosprawności intelektualnej – trudno znaleźć bezpieczną wyspę.

Reklama

Wspólnota L’Arche (Arka) w Śledziejowicach, bo o niej mowa, jest częścią międzynarodowej federacji wspólnot założonej przez Kanadyjczyka Jeana Vaniera. W Polsce działa pod oficjalną nazwą jako Fundacja L’Arche i ma swoje wspólnoty także w Poznaniu, Wrocławiu i Warszawie.

– Głównym przesłaniem, jakie niesie Arka, jest to, że osoba niepełnosprawna intelektualnie czy fizycznie jest kimś, kto ma swoje miejsce, wartość i zadanie w świecie. I ma też swoją rolę do odegrania w społeczeństwie – mówi Rafał Ślusarczyk, dyrektor śledziejowickiego oddziału fundacji. Takie nastawienie do osób niepełnosprawnych umysłowo to w dużej mierze zasługa J. Vaniera. Ten gorliwy katolik, idąc za głosem serca, zapoczątkował ponad pół wieku temu dzieło, które działa dziś na całym świecie i kształtuje pozytywny sposób myślenia ludzi o osobach niepełnosprawnych.

Effatha i Emaus

Pierwsza w Polsce wspólnota L’Arche powstała we wrześniu 1981 r. właśnie w Śledziejowicach. Założycielkami były małe siostry Jezusa, które przy współpracy z metropolitą krakowskim kard. Franciszkiem Macharskim oraz Międzynarodową Federacją L’Arche kupiły w tej miejscowości dom. To w nim zamieszkały osoby niepełnosprawne intelektualnie wraz z tzw. asystentami, którzy podjęli się stałej opieki nad nimi i towarzyszenia im w codziennym życiu. Dom, od którego rozpoczęła się działalność wspólnoty, otrzymał nazwę Effatha. Po 11 latach śledziejowicka wspólnota otworzyła w Wieliczce drugi dom – Emaus. Dziś w jednym i drugim mieszka na stałe po 6 osób z niepełnosprawnością intelektualną wraz z asystentami, których jest drugie tyle. Razem tworzą wspólnotę życia codziennego, rodzinnej atmosfery, ciepła i miłości.

Od samego początku dla niepełnosprawnych mieszkańców domu Effatha, a później domu Emaus były organizowane codzienne warsztaty zajęciowe, które miały uczyć ich coraz większej samodzielności poprzez nabywanie nowych umiejętności. Kolejny rozdział w historii wspólnoty w Śledziejowicach zaczął się w roku 2001, gdy w nowo wybudowanym domu otworzono Warsztaty Terapii Zajęciowej, zapraszając do nich niepełnosprawne osoby z całego powiatu wielickiego, nie należące do wspólnoty. Tak jest do dziś.

– Warsztaty uczą samodzielności. Są tu osoby, które same poruszają się i dojeżdżają do nas. Potem część z tych osób będzie mogła nawet podjąć pracę – opowiada R. Ślusarczyk. Obecnie w WTZ uczestniczą 34 osoby z niepełnosprawnością intelektualną. Swoje talenty rozwijają w pracowniach produkcji świeczek, stolarskiej, malarskiej, gospodarstwa domowego, ceramicznej.

Mariusz Garbol od ponad 20 lat prowadzi zajęcia w pracowni, w której niepełnosprawni intelektualnie robią ozdobne świece. Uczestniczy w nich zwykle kilkuosobowa grupa. – Wystrój pracowni, łącznie z meblami, projektowaliśmy sami. Chcieliśmy, aby były duże okna, a na środku stół – opowiada, pokazując pracownię, w której powstają niepowtarzalne świece. – Ta będzie pachniała kawą. Paulina już dobrze wie, jak się ją robi, ale Piotr jeszcze się tego uczy – mówi Mariusz. Niepełnosprawni ze śledziejowickiej Arki rozprowadzają swoje dzieła na kiermaszach i przy okazji różnych imprez. A ludzie kupują je nie z litości nad niepełnosprawnymi, ale po prostu dlatego, że są piękne.

Teoria kontra praktyka

7 lat temu w tym samym budynku Arka otworzyła Środowiskowy Dom Samopomocy z myślą o tych, których niepełnosprawność intelektualna i fizyczna jest na tyle duża, że nie mogą być uczestnikami WTZ. – Dziś z naszego ŚDS korzysta 21 osób. Prawie wszystkie musimy codziennie przywieźć, a niektórym zapewnić indywidualne zajęcia i opiekę. To niezwykle trudne. Większość ma głęboką niepełnosprawność intelektualną i fizyczną, a kilka osób wymaga indywidualnego wsparcia – wyjaśnia R. Ślusarczyk. Do ŚDS przyjeżdżają bowiem osoby z głębokim autyzmem, niepełnosprawni poruszający się na wózkach, cierpiący na dziecięce czterokończynowe porażenie mózgowe oraz osoby, które doznały wylewu albo urazów neurologicznych.

Iwona Szozda, kierownik ŚDS, przyznaje, że praca z niektórymi osobami wymaga indywidualnego podejścia. – Na przykład Mateusz i Kasia pracują razem ze względu na specyficzną komunikację. Oni porozumiewają się za pomocą alternatywnych metod, np. gestami. Z kolei Sabina i Aneta wymagają indywidualnego towarzyszenia asystenta, bowiem podczas zajęć w pracowniach bardzo trudno włączyć je w pracę grupy – wyjaśnia.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8
    9 10 11 12 13 14 15
    16 17 18 19 20 21 22
    23 24 25 26 27 28 29
    30 1 2 3 4 5 6