Wymodlony scenariusz

Teatr cieni, wesele Maryi i Józefa, pochód zwierząt do żłóbka, jasełka w kosmicznej odsłonie. Twórcy przedstawień świątecznych zaskakują widzów pomysłowością. Aktorzy amatorzy przyznają, że granie w takich sztukach to coś więcej niż występ sceniczny.

Reklama

Odkrywana na nowo historia sprzed 2 tys. lat niesie wciąż aktualne przesłanie – Chrystus nie przyjdzie do naszych domów, jeżeli my nie otworzymy Mu drzwi do naszych serc.

Niedokończona historia

Z taką refleksją zostawili widzów młodzi aktorzy Pijarskich Szkół Królowej Pokoju w Łowiczu. Opowieść, którą przedstawili, nie miała happy endu. Ten zależy tylko od nas samych. Twórcą scenariusza była Beata Jeziorowska, nauczyciel języka polskiego w „Pijarskiej”.

Akcja jasełek rozgrywała się na plebanii. Grupa młodzieży przygotowująca się do bierzmowania postanowiła stworzyć nietypową dekorację żłóbka, żeby zachwycić biskupa. Ich wizja prawie przyprawiła o zawał proboszcza. Z opresji wybawiła wszystkich s. Miriam, która dopiero co powróciła z misji. Przypomniała, że piękno Bożego Narodzenia tkwi w prostocie.

W historię wplecione były losy kościelnego Mateusza i jego dorosłej już córki, która w pogoni za karierą zapomniała, jak okazywać uczucia swoim bliskim. Czy ostatecznie postanowiła zostać w domu ojca i wyjątkowo zasiąść do wigilijnego stołu? Pół tysiąca widzów musiało odpowiedzieć na to pytanie w swoim wnętrzu. Tak licznej widowni można się spodziewać co roku w „Pijarskiej”. Na przedstawienie w Niedzielę Chrztu Pańskiego społeczność placówki zaprasza również mieszkańców miasta.

egoroczne zaskakiwało rozmachem. Wzięło w nim udział ok. 100 uczniów z każdego poziomu nauczania – podstawówki, gimnazjum i liceum. Przygotowanie dekoracji, kostiumów i próby trwały 3 miesiące. Sztuka przeplatana była występami chóru i scholi. Repertuar stanowiły kolędy i pastorałki. Jednym z elementów sztuki były orszaki zwierząt podążających do stajenki przy majestatycznej muzyce. W rolę lwów, łabędzi, pawi czy małp wcielili się najmłodsi aktorzy. Tutaj wielką pomoc okazali rodzice dzieci, którzy przygotowali stroje.

Scenariusz powstawał od roku. – Obserwując przedświąteczne kolejki w marketach, doszłam do wniosku, że jest to czas zmarnowany na mnóstwo zewnętrznych rzeczy. W tym całym zabieganiu brakuje spotkania z bliskimi. To była jedna inspiracja do powstania sztuki. Druga to myśl ojca Adama Szustaka, który głosił zeszłoroczne rekolekcje adwentowe. Mówił, że przyjście na świat Jezusa było dla Świętej Rodziny trudnym czasem. My o tym zapominamy. Uwiedzeni obrazami z reklam, że jest tak ślicznie w czasie Bożego Narodzenia, i mnóstwem prezentów gubimy to, że Józef i Maryja mieli tylko siebie i nic poza tym – mówi B. Jeziorowska.

Janek nie miał tremy

O tym, że pieniądze to nie wszystko, przekonywała „Jeszcze jedna opowieść wigilijna”, wystawiona w kościele Chrystusa Dobrego Pasterza. Pomysłodawcą zagrania sztuki w uroczystość Objawienia Pańskiego był ks. Jacek Zieliński, miejscowy wikariusz. Uwspółcześniony scenariusz nawiązywał do słynnej „Opowieści wigilijnej” Karola Dickensa. W realizację projektu zaangażowali się wszyscy kapłani posługujący w parafii oraz dzieci i młodzież ze wspólnot parafialnych. Główną rolę – biznesmena – zagrał ks. Kamil Goc.

Tak, jak u Dickensa, akcja przedstawienia toczyła się w Wigilię. Obrazy ukazane przez duchy przeszłości, teraźniejszości i przyszłości uświadamiają przedsiębiorcy, że zarabianie pieniędzy nie jest najważniejszą sprawą w życiu. Młodych aktorów wspomagał Łukasz Połeć z Sochaczewa, który wcielił się w rolę ojca głównego bohatera.

– Udział w tym przedsięwzięciu sprawił mi wielką przyjemność. Mam nadzieję, że to nie jest ostatnia sztuka, którą wystawiliśmy. Tym bardziej że próby sprawiły, iż między nami wytworzyła się pewna więź – mówi pan Łukasz.

Sztuka przeplatana była kolędami. Ich wspólny śpiew był ostatnim akcentem widowiska, które zgromadziło liczną publiczność. – Nie miałem tremy. Mam taki charakter, że się nie stresuję. Gdybym miał jeszcze raz wystąpić, chętnie bym to zrobił – mówi Jan Smolec, uczeń VI klasy podstawówki.

Duże uznanie należy się rodzicom, którzy zgodzili się na udział dzieci w przedstawieniu i towarzyszyli im podczas przygotowań, choć próby odbywały się dość późno. Kończyły się prawie o 22.00.

Marzena spełnia marzenia

Tego samego dnia po raz 6. wystawiono doroczne jasełka w kościele parafii Przemienienia Pańskiego w Międzyborowie. Dzięki Tomaszowi Fatalskiemu, który wierszem pisze scenariusze tych przedstawień, zyskują one nowy wymiar. W tym roku pan Tomasz wraz z grupą młodzieży i wikariuszem ks. Tomaszem Stępniakiem zaprezentowali historię Świętej Rodziny w kosmicznej odsłonie. Parafialna świątynia stała się podziemnym lądowiskiem. Przedstawienie łączyło w sobie nie tylko radość z narodzenia Jezusa i elementy z nim związane, ale także lokalne wydarzenia (jak np. przyjęcie Włochów podczas ŚDM 2016 czy dość głośne zamieszanie z linią 400 kV). Humorystyczne dialogi, pełna emocji fabuła sprawiają, że co roku młodzi artyści występują dla szerokiego grona publiczności. Zazwyczaj grają dwa przedstawienia w ciągu jednego dnia i za każdym razem widzów nie brakuje.

– Bardzo dobrze czuję się, grając w jasełkach. Pozwala mi to oderwać się od codziennych problemów i jest to trochę spełnienie marzeń z dzieciństwa o aktorstwie i występach. Aktorzy to niemal rodzina. Nikt nikogo się nie wstydzi, jest luźna atmosfera, dla nas to też świetna okazja do spotkań, zabawy. Ideą jasełek jest zintegrowanie lokalnej społeczności, pokazanie, że są wśród nas osoby, które z miłości do Międzyborowa chcą przełamywać lody, ale i podkreślać ważne wydarzenia dotyczące gminy, miejscowości. Z roku na rok gromadzimy coraz większą publiczność. Ludzie sami pytają o przedstawienie, gdy zbliża się czas. Nie mogą doczekać się kolejnych naszych wcieleń – mówi Marzena Muszyńska, odtwórczyni postaci Królowej Europy w międzyborowskich jasełkach.

Pożegnanie maturzystek

8 stycznia w szymanowskim klasztorze sióstr niepokalanek maturzystki prowadzonego przez zakonnice liceum przedstawiły dzieje Świętej Rodziny od zwiastowania do narodzin Zbawiciela. Widzowie zobaczyli, jak prawdopodobnie mogło wyglądać wesele Maryi i Józefa, a także wysłuchali pięknych kolęd i piosenek, które śpiewała Sylwia Jurek, wcielająca się w postać Miriam. – Scenariusz dostałyśmy jakieś 3 tygodnie przed premierą, a próby trwały tylko tydzień. Myślę, że to dzięki dobrej organizacji i dzięki przyjaznej atmosferze panującej wśród nas, występujących dziewcząt, wszystko udało się tak szybko zrobić. Lubimy się, umiemy współpracować, więc nie było kłótni, która zagra rolę żeńską, a która męską. Zresztą role przydzielała s. Karola i to ona nad wszystkim czuwała. Pomagała nam też s. Benedetta, która zadbała o stronę muzyczną – mówi Sylwia Jurek. Dla aktorek występ miał szczególny wymiar. Traktowały go jako swoiste pożegnanie ze szkołą i klasztorem. Niebawem, po egzaminach maturalnych, opuszczą mury placówki.

Uczniowie wyszli z cienia

Na dorocznym spotkaniu świątecznym biskupa łowickiego Andrzeja F. Dziuby z dyrektorami placówek oświatowych z diecezji przedstawienie jasełkowe wystawili uczniowie Zespołu Szkół Zawodowych nr 2 im. chor. Józefa Paczkowskiego w Skierniewicach. Trzeba jednak przyznać, że tematyka była szersza, a i forma zaskoczyła widzów, gdyż był to teatr cieni, ukazujący biblijne historie od stworzenia świata, poprzez przymierze zawarte między Bogiem a Abrahamem, wyjście Izraelitów z niewoli egipskiej i ustanowienie Dekalogu, po zwiastowanie Najświętszej Maryi Pannie, narodzenie Jezusa oraz objawienie Jego chwały przez złożenie Dzieciątku pokłonu przez Mędrców. Młodzi aktorzy wraz z Agatą Stangreciak, reżyserem i pomysłodawczynią przedstawienia, zebrali zasłużone brawa. Bp Dziuba zasugerował nawet, że warto tę sztukę pokazać szerszemu gronu.

– Może to zabrzmi niewiarygodnie, ale inspiracja jest z nieba. Modliłam się dużo. Powierzyłam cały scenariusz Duchowi Świętemu. Napisałam go w jeden wieczór. Młodzieży spodobał się pomysł. Praca przy przedstawieniu była okazją do rozmów na temat Boga. Myślę, że Duch Święty poruszał ich serca. Dowodem na to jest prośba młodzieży o wspólną modlitwę przed występem. Forma teatru cieni sprawiła, że niektórzy uczniowie przełamali się i zdecydowali się wziąć udział w sztuce. Nie byłoby to możliwe, gdyby występowali na otwartej scenie – mówi A. Stangreciak, nauczyciel języka polskiego w ZSZ nr 2 w Skierniewicach.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6