Więc On dziś żyje!

– Wiosna. Siedziałam na ławce. Wszystko kwitło – ja też chciałam kwitnąć. Wtedy wyszeptałam: „Boże, jeśli naprawdę istniejesz, to proszę Cię, zrób coś. Tylko tyle” – wspomina s. Emilia Kąkol PDDM.

Reklama

Krzysztof Kozłowski: O czym myślała mała Emilka? Kim chciała być?

s. Emilia Kąkol PDDM: Mała Emilka? Pewnie piosenkarką (śmiech). Zresztą Emilka miała wiele pomysłów. Chodziłam na różne zajęcia pozalekcyjne, od kółka chemicznego po tańce. Miałam wiele planów i zainteresowań. Chciałam być także tancerką i aktorką, bo do kółka teatralnego też chodziłam. Wiele wizji. Żadna nie wypaliła (śmiech).

Jak to się stało, że zaproszenie Chrystusa dotarło do serca Siostry?

Jak to Chrystus, delikatnie a stanowczo zapukał do moich drzwi. Jednak nie od razu z tym, żebym wstąpiła do zgromadzenia. Zresztą kiedy widziałam siostrę zakonną na ulicy, nie rozumiałam, czemu wybrała taką drogę. Rodziło się wtedy we mnie pytanie: „Matko, jak można coś takiego zrobić, żeby wszystko poświęcić i żyć w taki sposób, tak po ludzku mało satysfakcjonujący?”. I tym słowom towarzyszyło oburzenie wewnętrzne i kolejne myśli: co musi się w życiu stać, że coś takiego się wybiera?

Co więc musi się w życiu stać, że „coś takiego” się wybiera?

To jest wiele wydarzeń, które splatając się ze sobą, tworzą myśl o wyborze. Wątki rodzinne, ktoś umarł w młodym wieku... Wiele wydarzeń, które we mnie uderzały i wzbudzały pytanie o sens życia. Rodził się we mnie bunt, jak to w wieku dojrzewania bywa. Pamiętam, że to pytanie o sens i rozczarowanie tym, że życie nie ma głębszego sensu, że wszystko się kończy, że jest dramatyczne – ono stwarzało doświadczenie pustki, bezsensu. Taki paradoks, bo zewnętrznie byłam młodą, fajną dziewczyną, duszą towarzystwa, zawsze na imprezach, milion zainteresowań, a w środku...

Wiele rozmyślałam, pytałam, szukałam tego, na czym mogłabym oprzeć się w życiu, czegoś nieprzemijającego. Nie mogłam tego sobie poskładać – to było jak rozrzucone puzzle z różnych kompletów. Zaczęłam się ze sobą źle czuć. Bezsens i pustka życiowa. Całość niezaspokojona. Trwałam w bolesnym poszukiwaniu.

Kiedy już uświadomiłam sobie, że nigdy niczego nie znajdę, wypłynęła ze mnie prosta modlitwa. Była wiosna. Siedziałam na ławce. Wszystko kwitło – ja też chciałam kwitnąć. Wtedy wyszeptałam: „Boże, jeśli naprawdę istniejesz, to proszę Cię, zrób coś. Tylko tyle”. Pan usłyszał to wołanie i zaczął wkraczać w moje życie.

Jaką strategię przyjął, by Siostra mogła się w Nim zakochać?

Podsuwał książki, stawiał na drodze ludzi, aranżował sytuacje. Do liceum przyjechali jezuici i zapraszali do szkoły kontaktu z Bogiem, na takie trzydniowe rekolekcje w milczeniu dla młodzieży. Masa ludzi na sali gimnastycznej, oni opowiadają, a we mnie narasta poczucie, że Bóg właśnie mnie zaprasza. I pojechałam. To było moje pierwsze zetknięcie ze światem duchowym. Milczenie, rozważanie, medytacja, lektura Pisma Świętego, adoracja Najświętszego Sakramentu, spowiedź. I szok! Istnieje naprawdę inny świat. To, że sobie myślałam, iż to już koniec, to nie jest tak. Jest nowy horyzont. Jest Pan Jezus, który wchodzi w życie i otwiera nieprawdopodobny świat nowego życia z Nim.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7