Mniszki (nie) za murami

Gdy do Żarnowca przybyły pierwsze mniszki, nie przypuszczały, że oblaci będą rekrutowani przez e-mail, a ksieni nie będzie mieszkać w pałacu oraz nosić pastorału.

Reklama

Cała reszta jest taka sama: modlitwa, praca, praca i modlitwa. I dobre życie wspólnotowe. Jak to u benedyktynek.

Poza sezonem

Droga numer 213. Październikową porą ospała, przysypana gdzieniegdzie złotymi liśćmi. Odpoczywa po wakacyjnych szaleństwach, prowadzi bowiem do wielu nadmorskich kurortów. Podczas wakacji, w drodze nad morze, wielu mija Żarnowiec i może nawet spojrzy w przelocie: jakie piękne mury, jaki kościół dostojny. I pojedzie dalej. Choć są i tacy, którzy się zatrzymują. A jeśli tylko mają odwagę zadzwonić do zakonnej furty... – To pokażemy, co możemy, oprowadzimy po krużgankach, skarbiec nawet można u nas zwiedzić – uśmiecha się s. Weronika. Jest „od gości”, czyli „gościnna”. Ale i pozostałym benedyktynkom z Żarnowca gościnności nie brakuje. „Wszystkich przychodzących do klasztoru gości należy przyjmować jak Chrystusa” – pisał św. Benedykt.

W żarnowieckim opactwie Zwiastowania Pana mniszek mieszka obecnie 20. I właśnie świętują 70 lat, od kiedy ponownie, po kasacie pruskiej, w 1946 r. przybyły do klasztoru. Wcześniej przez kilkadziesiąt lat klasztor był niemal pusty. A jeszcze wcześniej... – Od XIII w. były tu cysterki – opowiada ksieni na Żarnowcu, matka Faustyna. – Jednak już w XVI w. cysterki, osłabione wpływami reformacji, musiały klasztor opuścić. I przybyły właśnie benedyktynki – z Chełmna, od służebnicy Bożej matki Magdaleny Mortęskiej, wielkiej reformatorki naszego zgromadzenia.

W krótkim czasie benedyktynki z Żarnowca zasłynęły wśród miejscowej ludności wielką pracowitością, ofiarnością i otwartością na potrzebujących. Prowadziły szkołę dla dziewcząt. A ich pracownia haftu szybko zyskała sławę i odbiorców – nie tylko na Pomorzu. – Mówią, że ten nasz haft, którym obszywałyśmy (i obszywamy) ornaty czy obrusy, wykwintny, barokowy, miejscowa ludność uprościła, dodała swoje i powstał haft kaszubski – tłumaczy s. Weronika.

Skarbiec... duchowy

Ornaty kilkusetletnie, haftowane milimetr po milimetrze złotem i srebrem, iście benedyktyńska robota, można oglądać w skarbczyku mniszek. Trzeba metodami prostymi dbać, by zabytki nie niszczały. A nie jest to proste, bo Żarnowiec na wodzie stoi i podchodzi wilgoć. Prócz ornatów widzimy ręcznie zdobione kilkusetletnie księgi, rzeźby, meble. – To nasze dziedzictwo, które musimy zachować dla kolejnych mniszek. I zwiedzających – siostry pokazują, co mają najlepszego. Choć najlepsze z najlepszych, a niematerialne, dzieje się za klauzurą... Nad benedyktyńskimi drzwiami benedyktyński krzyż. Wnętrze czyste, skromne i... ciepłe. To część wspólna: dla mniszek i dla przyjezdnych. Gdyby goście chcieli i mogli spędzić w Żarnowcu kilka dni. Wspólnie modlić się i wspólnie pracować. Każde pomocne ręce są tu na wagę złota.

Kawa parzy się w zaparzaczu. A s. Hieronima subtelnie napomina: – Z tą kawą to trzeba ostrożnie. Teraz taka moda, że kawę pija się jak wodę. Ale to nie woda, niezdrowe – mówi. I rację ma. Już ponad 50 lat jest w zgromadzeniu. Z wykształcenia teolog i absolwentka SGGW mimo dostojnego wieku jest w świetnej formie. Jak wieść żarnowiecka niesie, gdyby nie współsiostry, które muszą ją od pracy odciągać, byłaby w nieustannym ruchu. – Nie przesadzajmy. Moja rola teraz to głównie ziemniaki obierać. Nie przesadzajmy – energicznie, choć i powściągliwie zarazem mówi s. Hieronima.

Wszystkie siostry mają swoje zadania i prace. Siostra Tarsycja jest zakrystianką. Zarówno w żarnowieckim kościele (obecnie parafialnym, niegdyś należącym do benedyktynek), jak i w wewnętrznej kaplicy, do której kilka razy dziennie siostry przychodzą na modlitwę. Bo benedyktyński świat to benedyktyński czas: praca w idealny, odwieczny sposób poprzeplatana modlitwą. A modlitwa... pracą.

Pobudka o 5.20. O 6.00 już jutrznia. I lectio divina. 7.15 – Msza Święta. I śniadanie – jedyny posiłek indywidualny. Każda minuta jest tu dla Boga. I dlatego każda minuta jest ważna. – Potem każda z nas zajmuje się własnymi obowiązkami – opowiada s. Rafaela. Sama zajmuje się oprawą muzyczną liturgii, ale ma też dyżury w kuchni, jest szafarką, czyli ekonomką. Zajmuje się też pieleniem wirydarza oraz... oblatami.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5