Ramiona Ojca wciąż otwarte

O kończącym się Roku Miłosierdzia, jego owocach i kontynuacji mówi metropolita wrocławski.

Reklama

Agata Combik: Blisko rok temu, otwierając Bramę Miłosierdzia we wrocławskiej katedrze, Ksiądz Arcybiskup mówił „Bóg jest miłosierny… nigdy nie zatrzasnął ludziom drzwi do Siebie (…)”. Bramy otwarte przed rokiem w naszych kościołach teraz się zamykają. A może nie całkiem?

Abp Józef Kupny: Przede wszystkim musimy uświadomić sobie, że wprawdzie dobiega końca Rok Jubileuszowy, ale nie kończy się czas miłosierdzia. Przeciwnie – miłosierdzie od samego początku istnienia Kościoła niejako wyznaczało drogę jego funkcjonowania w świecie. Niektórzy historycy (jak np. Brytyjczyk Peter Brown) sądzą, że to chrześcijanie „odkryli” ubogich, to znaczy że chrześcijaństwo przyniosło przekonanie, iż „ubodzy” to wyrzut sumienia danej społeczności. Św. Augustyn w jednym ze swoich kazań mówił tak: „Przyszła zima. Pomyślcie o ubogich. Pomyślcie o tym, jak przyodziać nagiego Chrystusa. Zauważcie Go, kiedy leży w portyku, cierpi głód, znosi chłód”. To tylko jeden z wielu przykładów tego, że uczynki miłosierdzia, o których tak często wspominał papież Franciszek, nie przestają obowiązywać z dniem zamknięcia Drzwi Świętych w rzymskich bazylikach.

One są programem życia chrześcijan do końca świata. Dość wspomnieć, że w scenie Sądu Ostatecznego zapisanej w Ewangelii dostrzeżemy, że to, co Jezus potępia, to przede wszystkim zaniechanie czynienia dobra. Chrześcijaństwa nigdy nie wolno sprowadzać do tego, by nie czynić zła. Chrystus wzywał uczniów, by ich sprawiedliwość była większa od sprawiedliwości faryzeuszy i uczonych w Piśmie. W chrześcijańskim życiu zatem chodzi o coś więcej niż zwyczajną sprawiedliwość. Chodzi o przezwyciężenie egoizmu, który czyni nas głuchymi i ślepymi na potrzeby cielesne i duchowe bliźnich. Chodzi o pokonanie zatwardziałości swojego serca, zwłaszcza w spotkaniu z nędzą drugiego człowieka. Oczywiście dzień zamknięcia Roku Jubileuszowego może być okazją do rachunku sumienia, na ile wykorzystaliśmy ten święty czas w naszych parafiach, wspólnotach czy w życiu osobistym. Jednak – jak przy każdym rachunku sumienia – robimy go nie po to, by się pognębić, ale po to, by dziękować Ojcu, że zawsze jest gotowy pozwolić mi zacząć od nowa. Ten święty czas był jednym wielkim przypomnieniem orędzia o Bogu, który nigdy nie męczy się przebaczaniem i którego ramiona wciąż pozostają otwarte. To nie odkrycie ostatniego roku, ale Ewangelia w najczystszej postaci.

Czy Rok Miłosierdzia pozostawi trwały ślad w naszej archidiecezji? Nowe dzieła, inicjatywy?

Z pytania przebija pewna mentalność szeroko rozpowszechniona w świecie (bywa, że i w kręgach kościelnych) eksponująca działanie akcyjne. Trudno się temu dziwić, skoro dziś zwraca się uwagę na to, co się w jakiś sposób wyróżnia, niejako narzuca się samo z siebie. Jesteśmy tak kształtowani, że pewne wydarzenia powinniśmy podkreślić konkretnymi dziełami. Tymczasem warto zwrócić uwagę, że Rok Jubileuszowy poświęcony Bożemu miłosierdziu nie został ogłoszony po to, by chrześcijanie się „sprężyli” i udowodnili całemu światu, że potrafią być miłosierni. Jeśli ludzie wierzący w Jezusa potrzebowaliby specjalnych okazji do tego, by czynić dobro, oznaczałoby to ogromną porażkę. Ten czas był dany zdecydowanie bardziej po to, by zmieniać nasze myślenie, kształtować pewną wrażliwość, przypominać, że jak imieniem Boga jest miłosierdzie, tak dowodem tożsamości chrześcijanina jest być miłosiernym. Oczywiście – jak nas poucza Pismo Święte – za zmianą myślenia pójdzie także zmiana działania. Inicjatywy będą rodziły się same z siebie i każda z nich, podjęta z myślą o Bożej chwale i dobru ludzi, będzie cenna. Stąd nie chciałbym wyróżniać żadnych akcji charytatywnych czy dzieł podejmowanych w tym czasie. Może się bowiem okazać, że najważniejsze, najcenniejsze i najbardziej godne uwagi inicjatywy pozostają zakryte dla naszych oczu. W tym miejscu pragnę przywołać Jezusowe porównanie królestwa Bożego do ziarnka gorczycy, które wprawdzie jest małe, ale rozrasta się, stając ogromnym drzewem. Św. Łukasz zamieścił je w swojej Ewangelii zaraz po opisie uzdrowienia kobiety, która od 18 lat miała ducha niemocy – była pochylona i nie mogła się wyprostować. W ten sposób dał do zrozumienia, że od spełniania takich właśnie czynów, od zauważania ludzi będących w potrzebie, którymi świat często pogardza, zależy rozwój królestwa Bożego. Nie myślmy w perspektywie akcji. Myślmy, jak przyczyniać się każdego dnia do jego wzrostu. W ten sposób sama z siebie pojawi się konieczność myślenia o ubogich, skrzywdzonych, bezdomnych, chorych, żyjących na marginesie.

Ważnym wydarzeniem minionego roku był Akt Oddania Archidiecezji Wrocławskiej Miłosierdziu Bożemu, dokonany przez Księdza Arcybiskupa 9 kwietnia w Krakowie-Łagiewnikach. Może warto wyeksponować tekst aktu w naszych parafiach, domach, powracać do niego?

Pielgrzymka do miejsca, skąd – jak mówił św. Jan Paweł II – wychodzi iskra miłosierdzia, była pięknym wydarzeniem. Jestem wdzięczny kapłanom, siostrom zakonnym i wiernym świeckim za ich tak liczny udział. Jeśli natomiast rozmawiamy o tekście Aktu Oddania Archidiecezji Bożemu Miłosierdziu, to został on przekazany do każdej parafii, zatem nic nie stoi na przeszkodzie, by wracać do niego np. z okazji niedzieli miłosierdzia, rekolekcji czy misji parafialnych. Może on stanowić także podstawę, by każdego roku nasze parafie odnawiały go we własnych wspólnotach. Mogę zdradzić, że akt ten wisi w centralnym miejscu mojego gabinetu, gdzie pracuję i gdzie spotykam się z różnymi osobami.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    30 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10