Dynia nie jest do straszenia tylko do jedzenia!

Przyjdź po dynię do Amakuru i pomóż dzieciom w Rwandzie. Akcja będzie trwała od 27 do 31 października 2016 r. Zapraszamy!

Reklama

Halloween w Europie wypiera dzień Wszystkich Świętych. Czy katolicy mają walczyć z tą nową tradycją? A może próba zabraniania halloweenowych zabaw z dynią jest tak absurdalna jak zabranianie lepienia bałwana, co dawniej też kojarzyło się z bałwochwalstwem? Jedno jest pewne: ze swej natury dynia jest do jedzenia, a nie do straszenia! Dlatego Fundacja Salvatti.pl proponuje „antyhalloweenową” akcję, by zachęcić do przygotowywania potraw z dyni, a jednocześnie zrobić coś dla innych.

Przyjdź do sklepu AMAKURU przy al. Solidarności 101 w Warszawie i odbierz od wolontariuszy swoją dynię oraz przepis na wyśmienitą zupę dyniową jedynie za „co łaska”, składaną do puszki. Dochód z akcji jest przeznaczony na akcję dożywiania dzieci zarażonych wirusem HIV w Rwandzie i Kongo. Akcja będzie trwała od 27 do 31 października 2016 r.

W Rwandzie aż 100 tys. dzieci, które nie ukończyły jeszcze 14 lat, jest nosicielami wirusa HIV. Większość z nich jest niedożywiona z powodu biedy. Przez to leki przeciwko wirusowi nie działają skutecznie. Najczęściej do zakażenia dzieci wirusem HIV dochodzi w czasie porodu. Jedynie 10 proc. stanowią zakażenia przed trzecim trymestrem ciąży, a 15 proc. dzieci zaraża się poprzez karmienie piersią. W krajach afrykańskich trudno zapobiec takim zakażeniom, bo kobiety z ubogich rodzin nie stosują profilaktyki. Nie posiadają ubezpieczenia zdrowotnego, ponieważ nie stać ich na jego opłacanie i nie korzystają z pomocy medycznej. Dlatego ryzyko przeniesienia wirusa z chorej matki na dziecko wynosi w krajach Afryki aż  40 proc.

– Gdyby wcześniej przyjmowały leki antyretrowirusowe, udałoby się uniknąć przeniesienia wirusa na dziecko – mówi s. Marta Litawa, pallotynka-misjonarka, która od 22 lat pracuje w Rwandzie. W tak ubogich społeczeństwach jak w krajach Afryki zachęcanie do profilaktyki jest jak walenie głową w mur. Główną troską większości ludzi jest zdobycie czegokolwiek do jedzenia. Ubodzy jeszcze przed świtem wyruszają pieszo lub rowerami kilkanaście kilometrów za miasto. Tam kupują banany tyle, ile mogą unieść na głowie, by potem drożej sprzedać je w mieście. Tak udaje się zarobić na jeden skromny posiłek dziennie dla rodziny z piątką czy szóstką dzieci. Niejednokrotnie do jedzenia jest tylko maniok. Z jego startych bulw otrzymuje się mąkę, z której można ugotować potrawę w rodzaju kaszy. Choć taki posiłek syci, bo bulwy manioku zawierają do 40 proc. skrobi, nie zapewnia w wystarczającym stopniu wartości odżywczych. Znajduje się w nim jedynie 2 proc. białka. To za mało, żeby organizm dziecka mógł się prawidłowo rozwijać. Białko stanowi główny budulec enzymów i hormonów, które regulują przemianę materii i zapewniają prawidłowe funkcjonowanie  organizmu. Białkami są również przeciwciała odpowiedzialne za obronę przed działaniem chorobotwórczych drobnoustrojów. Białka pozwalają także utrzymywać równowagę kwasowo-zasadową. Dzieci potrzebują codziennie od 1,5 do 5 g białka na kilogram masy ciała. W przypadku dzieci, które jedzą posiłek jedynie raz dziennie i to głównie z manioku, nie ma o tym mowy. Ich organizm z dnia na dzień staje się coraz bardziej pozbawiony białka.

W jeszcze gorszej sytuacji są niedożywione dzieci zarażone wirusem HIV. Z powodu ciągłego niedoboru białka ich narządy przestają sprawnie funkcjonować. Co więcej, nie przynoszą im korzyści leki antyretrowirusowe, które dostają, bo z braku białka leki te nie są prawidłowo rozprowadzane w organizmie. W efekcie farmakoterapia zagłodzonych dzieci  to walka z wiatrakami. Żeby była skuteczna dzieci muszą mieć odpowiednio zbilansowaną dietę, w której nie brakuje żadnego ze składników odżywczych.

Chore dzieci są otoczone opieką przez siostry pallotynki, które prowadzą cztery ośrodki zdrowia: w Kigali, Masaka, Ruhango i Kibeho. Obecnie rozpoczęły one program badań, dzięki którym już na wczesnym etapie życia dziecka udaje się stwierdzić, czy jest nosicielem HIV. Okazało się, że w każdej z czterech placówek takich dzieci jest ok. 250. Siostry podają im leki, by zahamować rozwój choroby. Nie można zwlekać, bo tempo namnażania się wirusa u dzieci zakażonych od matek jest czterokrotnie szybsze niż u osób dorosłych.

Ofiarą zbyt długiego oczekiwanie na terapię z powodu niedożywienia jest trzyletnia Ingabire z Masaka w Rwandzie. Została zarażona wirusem HIV przez swoją matkę podczas karmienia piersią. Jej matka, która samotnie wychowuje pięcioro dzieci, nie jest w stanie zapewnić jej posiłku nawet raz dziennie. Ingabire trafiła do ośrodka zdrowia sióstr pallotynek, kiedy już dotknął ją kwashiorkor – opuchlizna, która pojawia się zwykle po kilkunastu miesiącach niedożywienia. Zanim zaczęła przyjmować leki, musiała spędzić trzy miesiące w szpitalu. Obecnie jest już w domu, ale jej rodzina dotknięta ubóstwem nie jest w stanie zapewnić jej regularnych posiłków. Dlatego Ingabire jest regularnie dożywiana przez siostry.

Takich dzieci jest znacznie więcej. Siostry w ośrodkach zdrowia codziennie przygotowują dla nich kaloryczny posiłek z kukurydzy, soi i sorgo, a także podają odżywki na bazie pełnotłustego mleka, by zapobiegać niedokrwistości i wzmocnić ich organizm. Zapasy żywności jednak szybko się wyczerpują i trzeba je uzupełniać.  Miesięczna porcja sorgo dla jednego dziecka kosztuje 30 zł. Miesięczna porcja kukurydzy – 50 zł, a miesięczna porcja mleka w proszku – 80 zł. To niewiele, jeśli weźmiemy pod uwagę, że przeciętny Polak wydaje miesięcznie na niepotrzebne zakupy ok. 50 zł. Do zakupu niepotrzebnej rzeczy w ciągu ubiegłego roku przyznało się 58 proc. z 1000 ankietowanych Polaków przez TNS Polska. Aż 39 proc. szacuje, że wydało w ten sposób do 500 zł, a 43 proc. nie potrafi podać kwoty nawet w przybliżeniu. Tymczasem dzieci w Rwandzie czekają na każdy przysłowiowy grosz, który sprawi, by nie były głodne.

Dynie pochodzą z Farmy Dyń z Powsina.

Halloween w Europie wypiera dzień Wszystkich Świętych. Czy katolicy mają walczyć z tą nową tradycją? A może próba zabraniania halloweenowych zabaw z dynią jest tak absurdalna jak zabranianie lepienia bałwana, co dawniej też kojarzyło się z bałwochwalstwem? Jedno jest pewne: ze swej natury dynia jest do jedzenia, a nie do straszenia!   www.salvatti.pl Halloween w Europie wypiera dzień Wszystkich Świętych. Czy katolicy mają walczyć z tą nową tradycją? A może próba zabraniania halloweenowych zabaw z dynią jest tak absurdalna jak zabranianie lepienia bałwana, co dawniej też kojarzyło się z bałwochwalstwem? Jedno jest pewne: ze swej natury dynia jest do jedzenia, a nie do straszenia!

«« | « | 1 | » | »»
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 1 2 3