Przyzwyczajenie

Przyzwyczajenia czasem więcej mówią o człowieku, niż jego w pełni świadome działania.

„Kto się przyzwyczaja ten idiocieje”. Sentencja ta odkąd pierwszy raz ją usłyszałem wzbudza mój sprzeciw. Nie, to nie tak. Zdaję sobie sprawę, że przyzwyczajenie może doprowadzić do zwolnienia się z myślenia. Wiem też – i sam nieraz o tym przypominałem – że człowiek nieraz przyzwyczaja się do zła tak bardzo, że przestaje je zauważać. Wiem też jednak, że można się przyzwyczaić do czynienia dobra. I nic w tym nagannego. Takie przyzwyczajenie powoduje, że owo dobro przychodzi człowiekowi łatwo i bez trudu. A w teologii moralnej coś takiego nazywa się cnotą.

Dlaczego o tym piszę?  Dane mi było ostatnio w paru miejscach Polski zaobserwować ludzi idących do kościoła. W niedzielę, a następnego dnia w uroczystość Wniebowzięcia. Piękny widok. Młodzi, starzy, odświętnie ubrani, traktujący to jak najbardziej oczywistą rzecz na świecie: jest niedziela, idę na Mszę. Nie znam oczywiście motywów tych ludzi, nie wiem na ile to bezwiedne pielęgnowanie tradycji, a na ile wyraz głębokiej wiary. Ale... Jeśli to nawet jest w dużej mierze tylko przyzwyczajenie, to czy to źle?

Przyznaję, ja też chodzę w niedzielę do kościoła z przyzwyczajenia. Bez tego trudno mi sobie w ogóle niedzielę wyobrazić. Nieraz bywało, że dla uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii rezygnowałem z jakiegoś punktu zorganizowanej wycieczki albo, w czasie górskich wędrówek, masakrowałem plany dziennej marszruty czy to nadkładając drogi czy czekając i kilka godzin na Mszę. Tak, przyzwyczaiłem się. Ale wcale nie do rytuału. Przyzwyczaiłem się, że w niedzielę w ten sposób oddaję cześć Bogu.

W tygodniu różnie bywa. Zazwyczaj to On musi znaleźć dla  mnie czas. Przecież zawsze zaczynam się modlić wtedy, gdy to dla mnie wygodne. Ale w niedzielę ten czas muszę znaleźć ja. Mogę się spieszyć, mogę być zmęczony, myśli mogą mi uciekać, ale przychodzę. To moje wyznanie wiary. Nie wobec ludzi. To wyznanie jej samemu Bogu. Tak, jestem, przyszedłem Ci, Boże, oddać pokłon. Wiem kim jesteś. Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie, w jedności Ducha Świętego niech będzie Ci wszelka cześć i chwała przez wszystkie wieki.

Można czasem tu i ówdzie usłyszeć narzekanie, że dla wielu niedzielna Msza jest tylko przyzwyczajeniem. I pocieszanie się, że jeśli takie przyzwyczajenie jest, to może kiedyś coś dobrego z tego wyniknie. Ja byłbym większym optymistą. Nie „kiedyś” coś dobrego z tego przyzwyczajenia wyniknie, ale ono już „teraz” jest błogosławione. To dobrze, że owi „przyzwyczajeni” nie idą za duchem czasu i nie spotykają się z Bogiem tylko wtedy, gdy sami mają na to ochotę i odpowiedni nastrój. Może nie zawsze do końca zdają sobie z tego sprawę, ale odstawiając na tej półtorej godziny na bok swoje sprawy, czy nawet tylko z przyzwyczajenia tak organizując sobie w niedzielę czas, by znalazło się w nim miejsce na Eucharystię,  tak naprawdę wyznają Zbawicielowi: „tylko Tyś jest Panem, tylko Tyś Najwyższy, Jezu Chryste, z Duchem Świętym w chwale Boga Ojca. Amen”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • ifos
    23.08.2016 14:33
    Dziękuję za ten artykuł i pozwolę sobie dodać, Oby jak najwięcej Takich" przyzwyczajeń" było! Szczęść Boże.
  • DanusiaMaria
    24.08.2016 19:04
    No nie. Spotkanie z Bogiem przynajmniej u mnie , nie jest wynikiem przyzwyczajenia. Chyba w ogóle do niczego nie jestem przyzwyczajona. Msza Święta , to pragnienie, które nie zawsze jest możliwe do wypełnienia. Bóg jest blisko nas , w nas , dlatego dziękuję mu za tą łaskę.
  • DanusiaMaria
    26.08.2016 20:48
    Pamiętam takie spotkanie , akurat przez miejsce mojego zamieszkania przechodzą pielgrzymki. Jednego roku miałam w domu 10 -12 osób. Potem było mniej i był taki chłopak , który podzielił się doświadczeniem modlitwy, że czasem nie widzi zegara a już kiedy przychodzi ta godzina , to ma wewnętrzne "przypomnienia":)
  • DanusiaMaria
    26.08.2016 21:08
    Dokończę, o tym przyzwyczajeniu. U mnie jest to inaczej i wytłumaczę to, o co chodzi. Chodzi o rutynę. Mnie przyzwyczajenie kojarzy się z rutyną, a kiedy żyjemy już na poziomie natchnień , to nie ma ani godziny ani pory dnia tylko ta uwaga na obecność Bożą , jest bez granic. Ciekawe jest, że są chwile, że mamy intensywne przynaglenie by właśnie teraz. To są bardzo fajne sytuacje w których Pan prowadzi a człowiek nawet nie wie, jak dlaczego tu i teraz. Bym była dobrze zrozumiana, to oczywiście także są stałe momenty spotkania sam na sam z Bogiem. Msza Święta niedzielna fakt , nawet jeśli jest się chorym , to pozostaje radio lub TV , nie mówiąc o uroczystościach czy wyjątkowych momentach np. chrzest niemowląt przez papież Franciszka, jakże pięknie się papież uwijał ocierając mokre główki dzidziusiów. Cudny widok. Chrzest dorosłych , tak w Watykanie. Odebrałam to jak misterium , taka cisza za zamkniętymi drzwiami. Modlitwa jednak wymaga "oderwania".
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9