Ewangelia zszywała Europę

O. Maciej Zięba OP mówi o odrzuceniu chrześcijaństwa jako przyczynie kryzysu Unii Europejskiej, o znaczeniu narodu oraz upadku religii postępu.

Reklama

Bogumił Łoziński: Czy chrześcijaństwo może uratować Unię Europejską, która przeżywa obecnie głęboki kryzys?

O. Maciej Zięba: Chrześcijaństwo nie jest od ratowania żadnej instytucji, w tym Unii Europejskiej. To nie jest jego celem. Natomiast może mieć wpływ na odbudowywanie głębszej jedności naszego kontynentu. Wybitny historyk angielski Christopher Dawson podkreślał, że chrześcijanie stworzyli Europę, ponieważ głosili Ewangelię, a nie program społeczno-polityczny.

W jaki sposób chrześcijaństwo stworzyło Europę?

Przede wszystkim ucząc, że każdy człowiek jest moim bliźnim. To sprawiło, że mentalność plemienia, klanu czy kasty została przełamana. Ewangeliczna zasada miłości, sięgającej aż po nieprzyjaciół, powoli, z wysiłkiem, przemieniała mentalność. Europa otwierała się na innych, powstawała wspólna przestrzeń. Ewangelia zszywała Europę. Od XI wieku ograniczano wojny przez ideę pokoju Bożego. Nadal uznawano, że są nieuchronne, ale wprowadzano ograniczenia – nie wolno było walczyć w okresie Adwentu, Bożego Narodzenia, Wielkiego Postu, Wielkanocy czy od czwartkowego wieczoru, bo to wspomnienie ustanowienia Eucharystii, do końca niedzieli. Było to naiwne, ale i piękne. I w efekcie zostawało ok. 100 dni w roku, kiedy wolno było toczyć wojny. To dzięki Ewangelii stworzono też takie instytucje jak przytułki dla starców i sierot, szpitale, system powszechnej parafialnej edukacji czy uniwersytety. To one tworzyły christianitas – cywilizację chrześcijańską.

Przenieśmy się do współczesności. Idea wspólnoty europejskiej została stworzona po traumie wojen w XX wieku, przede wszystkim aby zapewnić pokój. Twórcy Unii Europejskiej – Konrad Adenauer, Robert Schuman i Alcide De Gasperi – budowali pokój, wychodząc od koncepcji chrześcijańskiej. Toczą się nawet procesy kanonizacyjne dwóch ostatnich. Jak wyglądało to w praktyce?

To byli wybitni ludzie, którzy posiadali wizję Europy inspirowaną przez ich wiarę. Jej filarami były pokojowa koegzystencja, znoszenie granic oraz prawa człowieka wywiedzione z antropologii chrześcijańskiej. Założyciele Europy wyszli od faktu, że przede wszystkim ma być ona przestrzenią duchową, że należy mądrze nawiązać do ideału christianitas. Oczywiście nie chodziło im o powrót do średniowiecza, ale o nawiązanie do wartości wypływających z naszej wiary. Jednak sama wizja to za mało. Geniusz założycieli Unii Europejskiej polegał na tym, że mieli pomysł, jak ją wcielić w życie. Wykorzystali też moment historyczny, bo społeczeństwa europejskie żyły w lęku. A ich wizja była odpowiedzią na cztery europejskie lęki: przed wojną – Europa właśnie doświadczyła dwóch straszliwych kataklizmów; przed biedą – wojny i Wielki Kryzys zrujnowały Europę, nędza, głód i bezrobocie były powszechne; przed Niemcami, które były zarzewiem obu wojen; i przed podbojem przez bolszewizm, który konsekwentnie ujarzmiał Europę.

Budowanie na lęku jest ryzykowne.

Oni wykorzystali ten strach w sposób twórczy. Symbolem wojny były węgiel i stal. Kto miał przemysł ciężki, produkował czołgi, armaty, okręty itd. Ich pomysł polegał na umiędzynarodowieniu produkcji węgla i stali, dzięki czemu można było te dziedziny kontrolować, a jednocześnie realizować wizje zjednoczenia. Proste i genialne. Zamiast odgórnej centralizacji, budowali od dołu. Stworzyli coś małego, ale sensownego, co promieniowało i rosło. Nie zadeklarowali odgórnie pojednania niemiecko-francuskiego, tylko je budowali oddolnie. To jest też myślenie chrześcijańskie – otwarcie na przyszłość oraz cierpliwość, bo „miłość cierpliwa jest”. Dzisiejsza krótkowzroczna, egoistyczna polityka i ekonomia żądają natychmiastowych rezultatów. Egoizm jest niecierpliwy.

Jednak Unia Europejska od ich ideałów odeszła. Co się stało?

Dla założycieli Unii oparcie się na chrześcijańskim dziedzictwie Europy było oczywistością. Na przykład sprawa wagi rodziny, małżeństwa była bezdyskusyjna. Punktem zwrotnym stała się rewolucja 1968 roku. Francuski myśliciel Alan Besançon twierdzi, że jej znaczenie było równie ważne jak rewolucji francuskiej i amerykańskiej z XVIII wieku. W  68 roku dochodzi do głosu pokolenie, które było zamożne, nie zaznało już wojny, nie doświadczyło żadnego z tych czterech lęków. Co prawda istnieje Związek Radziecki, ale mami ich swoimi iluzjami – są oni lewakami, w różnych odmianach stalinistami, trockistami, goszystami czy maoistami. Krytyka różnych skostniałych instytucji miała swoje uzasadnienie, ale ich bunt ma charakter totalny, a jednym z jego wyrazów jest całkowite odrzucenie kultury chrześcijańskiej. Rodzina, religia czy naród są dla nich opresyjne ze swej natury. Wolność ma być niczym nie skrępowana, czego wyrazem było słynne hasło: „Zabrania się zabraniać”. Ich manifestem stała się słynna piosenka Johna Lennona „Imagine” – opiewająca świat bez granic, bez przemocy, bez wojny, bez religii. To jest wizja naiwna, fałszywa i niebezpieczna.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6