Porządek w miłości

Ksiądz Antoni Bartoszek mówi o rozumności i ładzie w miłowaniu, czyli o ordo caritatis.

Reklama

Ks. Tomasz Jaklewicz: Miłość kojarzy się z porywem serca, a Ty uczysz o ordo caritatis, czyli o „porządku miłości”. Po co porządek w miłości?

Ks. Antoni Bartoszek: Bo mamy kochać wszystkich, ale nie da się wszystkich kochać tak samo i nie wszystkim powinno się wyrażać miłość w ten sam sposób. Nie wszystkim potrafimy pomóc, dlatego potrzebny jest pewien porządek, który wskazuje kryteria, jak dobrze pomagać.

Skoro mamy kochać wszystkich ludzi, to chyba powinniśmy pomagać każdemu bez wyjątku?

W praktyce to jest niemożliwe. Nawet Pan Jezus nie uzdrowił wszystkich chorych.

Czy jest możliwe ustalenie jakiejś „kolejności” pomagania?

Tak. Najpierw jest troska o swój dom, potem o rodzinę, sąsiedztwo, miasto, ojczyznę. Taka kolejność narzuca się sama. Najbardziej kochamy tych, którzy są nam najbliżsi, z którymi łączą nas różne więzy. Poświęcamy im najwięcej czasu. Nie jesteś w stanie dać tyle samo czasu innym, ile dajesz własnej rodzinie. Św. Paweł pisze: „A jeśli kto nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, wyparł się wiary i gorszy jest od niewierzącego” (1 Tm 5,8). Ranga miłości wobec „swoich” jest tu podkreślona.

Czy są sytuacje, w których trzeba konkretnie ustalić, w jakiej kolejności należy pomagać?

Stewardesy w samolocie mówią, że maski z tlenem należy założyć najpierw sobie, potem dziecku. Nie dlatego, że mama czy tata są egoistami, ale po to, aby potrafili pomagać dziecku. Wiele osób oczekuje na przeszczepy serca. Dawców jest zawsze mniej niż potencjalnych biorców. Muszą być określone kryteria kolejności przeszczepów. Źle by się działo, gdyby decydowało o tym to, kto więcej zapłaci.

Czy nie powinna decydować po prostu kolejność zgłoszeń?

Nie. W transplantologii są  określone kryteria, którymi lekarze powinni się kierować (stan zdrowia, wiek, zgodność biologiczna itd.). Tu nie decyduje zwykła kolejka. Ponadto etyka katolicka akcentuje dobrowolność zgody na oddanie narządów. Owszem, można zachęcać, ale nie wolno narzucać tej formy pomagania innym. A w kontekście uchodźców nie można narzucać państwom, jak mają pomagać i komu. To musi być wolna decyzja osoby lub wspólnoty, która chce pomagać.

Miłosierny Samarytanin nie był Żydem, a jednak to właśnie on pomógł, i to człowiekowi obcemu. Czy Jezus nie chce nam powiedzieć, że to nie więzy krwi są najważniejsze, ale miłość gotowa służyć każdemu?

W Samarytaninie dostrzegamy wrażliwość i otwartość serca. Z tej racji był on i jest patronem wolontariuszy. Istnieje jednak drugi wymiar tej przypowieści, mniej zauważany. Chodzi o „racjonalność działania”. Samarytanin wie, jakie środki ma do dyspozycji. Wino służy do dezynfekcji, oliwa uśmierza ból, a bydlę jest środkiem transportu. Wie on, że to są środki doraźne, dlatego konieczna jest pomoc instytucji, czyli gospody. Jeśli przekazał pieniądze na opiekę, to znaczy, że miał te pieniądze. Dał dwa denary. Płaca za dniówkę dla robotnika wynosiła wtedy jeden denar. Czyli przekazał pensję za dwa dni swojej pracy. Gdyby nie pracował za pieniądze, nie miałby z czego bezinteresownie pomagać. Wydaje mi się, że czasem jednostronnie akcentujemy ten emocjonalny aspekt, wręcz szantażujemy tym innych. Tymczasem aby dobrze pomagać, trzeba połączyć wrażliwość serca z racjonalnością działania, z kompetencją, z pewnym porządkiem właśnie.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6