Ona jest tęczą!

O Synu, który sam wybiera sobie Matkę, i ogromnej mocy Różańca - rozmowa z o. Augustynem Pelanowskim.

Reklama

Marcin Jakimowicz: Kiedy Ją poznajemy?

Ojciec Augustyn Pelanowski: Już w pierwszych zdaniach Ewangelii Mateusza. W rodowodzie Jezusa. To jest klucz do Jej osoby. W tym całym spisie ludzi występuje na końcu, ale w bardzo szczególny sposób. Zakończenie rodowodu budzi zdumienie. Po wymienieniu wszystkich przodków Józefa Mateusz ukazuje go nie jako ojca Jezusa, ale… męża Maryi, „z której narodził się Jezus zwany Chrystusem”. To kompletnie inny zapis niż wcześniejsze. Józef jest tylko mężem Maryi, nie jest ojcem Jezusa. Jaka była świadomość pierwszych gmin judeochrześcijańskich? „Wiemy, że Józef nie był ojcem Jezusa”. Zważywszy, że już w tamtym czasie próbowano deprecjonować Jezusa, szkalować Go, powstawały fałszywe rodowody, tzw. toledot Jeszu, w których wskazywano, że jest On bękartem rzymskiego legionisty. Tekst Mateusza jest istotnym kluczem i ma też charakter apologetyczny, obronny. Łukasz mówi, że Jezus był, „jak mniemano”, synem Józefa. Określenie to pochodzi od greckiego nomidzo, które określa postawę myślenia, sądzenia, posiadania przekonania o czymś i pochodzi od nomos (prawo, zasada). Łukasz chciał podkreślić, że Jezus był synem Józefa jedynie prawnie, ale nie w rzeczywistości. O Maryi nie da się powiedzieć krótko. To jest tak misterna istota; klejnot stworzony z prawdziwie jubilerską pasją i zaangażowaniem, że opowiedzenie o Niej krótko byłoby sprofanowaniem Jej tajemnicy…

Zmieścimy się w formule wywiadu do „Gościa”?

Spróbujemy. (śmiech) Pomyślmy, kim trzeba być, by zgodzić się na narodzenie Syna Boga? Dziewictwo to zbyt mało, na świecie żyło mnóstwo dziewic. Trzeba być niepokalanym, czyli absolutnie wolnym nie tylko od grzechów uczynkowych, ale i grzechu pierworodnego. Dziecko nie mogło się począć w środowisku grzechu, skoro od grzechu miało uwolnić. A jeśli miało uwolnić od grzechu, to jako pierwszą uwalnia swoją Matkę. Gdy się jest niepokalanym, to jest się również niezwykle pokornym. „Jak to? – spyta ktoś. – Ludzie, którym się wydaje, że są doskonalsi moralnie, zwykle poniżają innych”. Niepokalaność Miriam wiąże się z Jej ogromną pokorą. Ja – wielki grzesznik – nawet w małej części nie potrafię sobie wyobrazić takiego stanu istnienia. Bez najmniejszej skazy. Ktoś taki wie, że jest fundamentalnie różny od reszty ludzi. Odczuwa wolność od grzechu, widzi swą odmienność, nie miota nim żaden rodzaj pożądania, pazerności. Taki człowiek ma inny sposób myślenia, odczuwania, inną gospodarkę uczuciową. Ta wyjątkowość jest tak monumentalna, że jest on na 100 procent pewny, że nie jest to efekt jego wysiłku, ale ma pełną świadomość niezasłużonego daru, który otrzymał, zanim zaczął zdawać sobie sprawę z jego obecności. Pełna autonomia wobec ekspansji zła. Miriam wiedziała: „mam to od Boga” i wobec Niego czuła największe uniżenie, jakiego grzesznik Augustyn Pelanowski nawet nie może sobie wyobrazić. Wobec ludzi nie przybierała postawy wyniosłości i pogardy, bo wiedziała, że ona ma to za darmo! Widziała nędzę ludzi, ich zagubienie, ale nie oceniała ich. Nie chorowała na ślepotę umysłu. Była prorokiem, widziała daleko.

Czuła w kościach, że nie będzie sielsko-anielsko?

Doskonale to czuła. Od początku wyczuwała, że Jezus skończy dramatycznie. Bo jeśli Ona – niepokalana – próbując ze wszystkich sił ukryć się przed ludźmi, widziała tak gigantyczną różnicę między sobą a innymi, to co dopiero Jej Syn! Domyśla się, że Syn Boga stworzy jeszcze większe napięcie między sobą a resztą społeczeństwa. Że inni nie wytrzymają tego napięcia, nie wytrzymają tej Jego dobroci. Eksplodują agresją i ostatecznie Go zabiją. I to szczególnie ci, którzy sami uważają się za dobrych. Dlaczego Go zabiją? Bo On naprawdę jest dobry. To ich doprowadzi (i wciąż doprowadza) do furii. A On… wykorzysta to do tego, by ich zbawić. Miriam widziała to proroczo i zgadzała się na to wszystko. Było to jednocześnie Jej dramatem i szczęściem. Świat jest zmieszany…

Ona też, jak czytamy, była „zmieszana”. Dlaczego moc archanioła Gabriela, odpowiedzialnego przecież za zrównanie z ziemią Sodomy, Jej nie zniszczyła?

Słowo „zmieszała się” jest zbyt delikatne, subtelne, i nie oddaje tego, co stało się w chwili Zwiastowania. Trzeba dobrze zrozumieć to zmieszanie, zostało tam użyte słowo, które pochodzi od gr. rdzenia tarasso, oznaczające zmieszanie, poruszenie, zaniepokojenie, zatrwożenie, doznawanie wzburzenia. Niekiedy tak jest, że wielkie zmiany na lepsze zaczynają się od pewnego przewrócenia do góry nogami całego naszego myślenia i uczuć. Dla tak czystej duszy, jaką miała Maryja, przyjście archanioła było tylko zmieszaniem, ale dla innych dusz, nieposiadających cechy niepokalaności, takie wzburzenie zawsze jest przewrotem do dna egzystencji, sięgającym aż do wnętrza grobowych klimatów. Archanioł wywrócił Jej życie do góry nogami. Przychodzi do niej Gabriel: anioł mściciel, anioł zemsty, wykonujący Boże wyroki. To on przynosił karę na Sodomę, na Asyryjczyków za czasów Ezechiasza. Staje przed Miriam i mówi: będziesz matką Syna Bożego.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    31 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10