Wolni od przymusu. Nie obowiązku

Kościół mówi "tak" wolności religijnej. Co więcej, domaga się by była zagwarantowana w prawie państwowym i realizowana w praktyce. Jak rozumie tę wolność?

Reklama

W naszej epoce ludzie coraz więcej uświadamiają sobie godność osoby ludzkiej i coraz bardziej rośnie liczba tych, którzy się domagają, aby w działaniu ludzie cieszyli się i kierowali własną rozwagą oraz odpowiedzialną wolnością, nie przymuszani lecz wiedzeni świadomością obowiązku. To pierwsze zdanie soborowej Deklaracji o wolności religijnej. Na pierwszy rzut oka pokazuje tylko sytuację, w jakiej deklaracja powstaje. Wtedy być może tak było. Dziś trzeba zwrócić uwagę na rozróżnienie przymusu od obowiązku. Pierwszy kłóci się z wolnością człowieka. Uznanie i realizacja drugiego jest jej wyrazem. Wolność, o której mówimy, nie jest wolnością od zobowiązań. Jest wolnością od przymusu.

Kościół mówi "tak" wolności religijnej. Co więcej, domaga się by była zagwarantowana w prawie państwowym i realizowana w praktyce. Jak rozumie tę wolność? Trzeba zacytować, zbyt często to pojęcie rozumiane jest opacznie. Tego rodzaju wolność polega na tym – stwierdza dokument soborowy – że wszyscy ludzie powinni być wolni od przymusu ze strony czy to poszczególnych ludzi, czy to zbiorowisk społecznych i jakiejkolwiek władzy ludzkiej, tak by w sprawach religijnych nikogo nie przymuszano do działania wbrew jego sumieniu ani nie przeszkadzano mu w działaniu według swego sumienia prywatnym i publicznym, indywidualnym bądź w łączności z innymi, byle w godziwym zakresie.

Do „godziwego zakresu” jeszcze wrócę, bo sprawa wymaga wyjaśnienia.

Innymi słowy: wolność religijna nie oznacza, że nie ma Prawdy. Nie oznacza też, że człowiek nie jest moralnie zobowiązany do jej poszukiwania. Wręcz przeciwnie. Właśnie dlatego, że ma obowiązek poszukiwania Prawdy, a gdy ją rozpozna we własnym sumieniu jest zobowiązany do pójścia za nią, potrzebuje by żaden człowiek mu tych poszukiwań i wyborów nie ograniczał i nie utrudniał. Wolność jest wpisana w istotę aktu religijnego. Praktykowanie religii polega z samej jej istoty – przypomina Deklaracja – przede wszystkim na wewnętrznych aktach dobrowolnych i swobodnych, przez które człowiek ustosunkowuje się do Boga. Bóg chce od nas wolnej odpowiedzi. Nie leży w kompetencji żadnego człowieka ani ludzkiej organizacji by tego człowiekowi odmawiać.

To prawda, człowiek w swoich poszukiwaniach może się pomylić. Czy ma "prawo do błędu"? A czy ktoś, kto szuka konkretnego adresu "ma prawo" skręcić w ulicę wcześniej? Takie stawianie sprawy nie ma sensu. Jak mogę dawać komuś "prawo" lub "zabraniać" czegoś, co wynika z natury procesu szukania? To się po prostu może zdarzyć. Nie zdarzy się tylko wtedy, jeśli nie będzie się szukać. Niemniej: jeśli człowiek szczerze coś jako prawdę rozpoznaje, to ma moralny obowiązek za tym pójść. Choćby nawet popełniał błąd. Nie mamy innego narzędzia rozeznania niż nasze sumienie (które – przypomnę – jest funkcją rozumu, nie emocji).

Ale też - jeśli rozpozna błąd - powinien zawrócić. Wiążąca zawsze jest Prawda. Tu trzeba podkreślić: prawo do wolności religijnej obejmuje także prawo do konwersji. Członkowie każdej ze wspólnot religijnych są zobowiązani szanować także taki wybór swoich członków, który oznacza opuszczenie wspólnoty. Jak każde prawo, także i prawo do wolności religijnej zobowiązuje do poszanowania go w odniesieniu do innych.

Społeczna natura człowieka wymaga, aby człowiek wewnętrzne akty religijne ujawniał na zewnątrz, aby łączył się z innymi ludźmi w dziedzinie religii, wyznawał swą religię na sposób społeczny - przypomina Deklaracja. Wolność religijna obejmuje zatem także działania w przestrzeni publicznej, a więc prawo do głoszenia swojej religii, prawo do jej nauczania, do budowania miejsc kultu (także meczetów czy świątyń buddyjskich!) czy prawo do głoszenia jej przydatności społecznej. Trzeba też wspomnieć prawo rodziny do tego, by mogła wychowywać dzieci w swojej religii. Państwo nie może tego prawa ograniczać.

Co wobec tego może i powinno państwo? Jakie są granice "godziwego zakresu” wolności religijnej? Trzeba powiedzieć: religia nie jest i nie może być ponad wszelkim prawem. Granice wyznaczają prawa człowieka i dobro wspólne. Państwo ma obowiązek bronić ludzi, którzy mieszkają na jego terenie przez motywowaną religijnie przemocą – psychiczną, fizyczną, ekonomiczną. To, że jakaś sekta zarejestruje się jako związek religijny nie znaczy że staje się nietykalna, a jej członkowie są jej własnością. To, że w jakiejś religii rodzic może zabić niespełniające oczekiwań lub przynoszące "hańbę" dziecko nie znaczy, że państwo ma mu na to pozwalać. Z pewnością nie jest to "godziwy" zakres wolności religijnej.

Społeczeństwo może też (i powinno) bronić się przed wszelkiego rodzaju nadużyciami, jakie mogłyby pojawiać się pod płaszczykiem działalności religijnej. Ważne jest jednak, by dokonywało się to wedle norm prawnych, dostosowanych do obiektywnego porządku moralnego i jednakowych dla wszystkich. Także wtedy (a może tym bardziej) jeśli w jakimś państwie – z przyczyn historycznych czy kulturowych – jakaś religia zachowuje uprzywilejowaną pozycję.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9