Dla dobra naprawdę wspólnego

Z jednej strony na górze „oni”. Patrzący tylko na swój zysk. Z drugiej na dole „my”. Straszne, ale wcale nie lepsi. Jak w tym gąszczu sprzecznych interesów zadbać o dobro naprawdę wspólne?

Reklama

„Wiesz, układy w mojej pracy są jeszcze całkiem dobre” – usłyszałem niedawno od znajomego. „Znam takiego szefa, który irytuje się, że kiedy jego koncepcyjnie pracujący pracownicy idąc sobie zrobić herbatę czekają, aż woda w czajniku się zagotuje. Bo przecież powinni czajnik włączyć i wrócić do pracy”. No właśnie. Powinni? Okradają pracodawcę, jeśli tego nie robią? A może problem leży po stronie pracodawcy, który człowieka i jego umysł traktuje jak maszynę, która powinna pracować dla niego dokładnie osiem godzin? I zapomina o takim choćby drobiazgu, że wiele pomysłów rodzi się w tej głowie poza godzinami za które płaci?

Drobny szczegół. Jeden z wielu problemów, jakie rodzą międzyludzkie relacje. Jeden z wielu, jakie rodzą relacje w społeczeństwie. Próbą ich sensownego poukładania zajmuje się tzw. katolicka nauka społeczne. To po prostu zwykła próba odniesienia szczytnych chrześcijańskich ideałów do codzienności. Trochę inaczej niż robi to teologia moralna. O ile w tej ostatniej akcentuje się mocniej osobiste odniesienie człowieka do Boga, bliźniego i samego siebie, kns chce pomóc tak poukładać międzyludzkie relacje, by nie generowały zła; by do niego nie prowokowały. Dla dobra wspólnego właśnie.

Tak, to prawda, że za zło moralne ostatecznie odpowiedzialny jest zawsze konkretny człowiek. Prawdą jednak też jest, że społeczne układy nieraz zwyczajnie go demoralizują. Nieraz stawiany jest przed alternatywą: uczestniczyć w złu albo stracić pracę, czerpać garściami z patologicznych układów albo się im przeciwstawiać z pozycji Don Kichota, załatwić leczenie po znajomości (czy za łapówkę) albo pozwolić bliskiej osobie umrzeć. W dobrze funkcjonującym społeczeństwie nikt przed takimi dylematami nie powinien w ogóle stawać.

Katolicka nauka społeczna stawia sobie trzy zadania: by po chrześcijańsku widzieć, po chrześcijańsku oceniać i po chrześcijańsku działać. Czyli – jak mówią specjaliści „określa i przypomina z punktu widzenia chrześcijańskiego i ludzkiego podstawowe zasady, które rządzą życiem społecznym; oferuje kryteria oceny rzeczywistości społecznej oraz wskazuje na sposoby działania, mające na celu naprawę złych struktur i relacji” . I tym chrześcijańskim spojrzeniu na otaczającą nas rzeczywistość chcemy naszym Czytelnikom pomóc rozpoczynając tym tekstem w naszym portalu cykl poświęcony podstawom katolickiej nauki społecznej. Cykl potrwa.. dopóki nie skończymy :-) Pewnie dobrych parę miesięcy. Mamy nadzieję, że nie tylko coś wyłożymy, ale że zrobimy to w sposób na tyle interesujący, że będzie się na kolejne odcinki cyklu niecierpliwie czekać :-)

Bo to ważny problem. Dotykający naszej społecznej codzienności, w której dość często  powiela się schemat: na górze pazerni i zadufani w sobie „oni”, a „my”, uciskani i płacący za prywatę władców na dole. Pytanie czyją stronę brać wydaje się wtedy czysto retoryczne. Tymczasem rzeczywistość bywa inna. Nieraz „na dole” prywata też ma się całkiem dobrze. Tyle że przekonana o dziejącej się jej zawsze  krzywdzie – bo przecież inni mają się lepiej – wdziewa strój uciskanego męczennika, któremu się należy. A jak nie chcą dać, to trzeba wziąć siłą, bo przecież sprawiedliwość musi być. Bóg i Ojczyzna (albo Racja i Postęp, w zależności od opcji) po naszej stronie...

Ot, taka już nasza polska tradycja. Zresztą.. Warto posłuchać :)

 

Ognisty89 Rokosz - Jacek Kaczmarski

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9