Nieoczekiwana spowiedź

Różaniec 9/2014

Nie przesłyszał się ksiądz – usłyszał w słuchawce głos papieskiego sekretarza. – Dzisiaj na obiedzie Ojciec Święty oczekuje księdza wraz z seminaryjnym kolegą.

 

Nie przesłyszał się ksiądz – usłyszał w słuchawce głos papieskiego sekretarza. – Dzisiaj na obiedzie Ojciec Święty oczekuje księdza wraz z seminaryjnym kolegą.

Ks. Max odłożył słuchawkę i pędem wybiegł ze swojego ­pokoju. Po chwili był już przed ­małym kościółkiem przy via Gontalone. Żebrak, w którym dzisiaj rano rozpoznał kolegę z nowojorskiego seminarium, siedział przy wejściu skulony z zimna, trzymając na kolanach małą miseczkę z kilkoma miedziakami. Kapłan wziął głęboki oddech, podszedł do kolegi tak blisko, że prawie nadepnął mu na połę starego płaszcza, który teraz przypominał szmatę. Żebrak odsunął się odruchowo, jakby w obawie, że nieznajomy będzie chciał go skrzywdzić.

– Witaj, Tom, to ja, Max, poznajesz mnie? Przyjmowaliśmy razem święcenia kapłańskie, ale ty chyba już nie jesteś… – urwał, nie bardzo wiedząc, jak się ma zachować.

– Nie jestem już księdzem – odezwał się niepewnie Tom, gdy po wzięciu gorącej kąpieli i przebraniu się w czysty garnitur, który otrzymał, siedział z kolegą w hotelowej kawiarni, oczekując na porę obiadu. Ks. Max nieźle musiał się namęczyć, żeby namówić Toma na ten obiad, ale w końcu udało się. – Popełniłem w życiu bardzo dużo zła – mówił dalej Tom – a teraz, jak widzisz, nie mam nic. Jestem niczym, podłym psem, który nawet nie zasługuje na współczucie…

 

Obiad w Watykanie przebiegał w atmosferze ciepła i życzliwości, które emanowały z każdego gestu i słowa gospodarza. Trudno było jednak sprawić, żeby twarz Toma choć trochę się rozjaśniła. Siedział zalękniony bez słowa za stołem i pochłaniał błyskawicznie wszystko, co ks. Max skwapliwie nakładał mu na talerz, ocierając co chwilę ukradkiem oczy. Być może właśnie dlatego, gdy skończono deser, Jan Paweł II wziął go pod rękę i poprowadził do sąsiedniego małego pokoiku. Ks. Max czekał na korytarzu. Po pół godzinie drzwi pokoiku otworzyły się i wybiegł z nich Tom. Podbiegł do kolegi, objął go mocno i wybuchnął płaczem.

– Jestem kapłanem, jestem kapłanem – wykrzyknął uradowany. – Dziękuję, żeś mnie tu przyprowadził.

W drodze do hotelu usta Toma się nie zamykały. Gdy Jan Paweł II wziął go pod rękę, sądził, że usłyszy słowa napomnienia, że Papież zażąda wyjaśnień, tymczasem Ojciec Święty zrobił coś przeciwnego – poprosił Toma, żeby wysłuchał jego spowiedzi, bo – jak powiedział – nie ma takiego zła, które byłoby w stanie wymazać z jego serca godność kapłańską, którą otrzymał od samego Boga. To właśnie papieska dobroć ukoiła serce Toma i przywróciła mu wiarę.

– Teraz, gdy sam zaznałem doli żebraka, zamieszkam koło swojego kościółka przy via Gontalone, będę chodził po ulicach Rzymu i przywracał żebrakom ich godność, tak jak Jan Paweł II przywrócił ją mnie – skończył Tom i jeszcze raz mocno uścisnął przyjaciela.                   

Imiona księży zostały celowo zmienione.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

TAGI| SPOWIEDŹ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11