Depresja to choroba!

Wyobraźmy sobie tekst o tym, że nowotwór złośliwy należy pokonywać modlitwą....

Reklama

"W pewnej gazecie napisano artykuł, w którym nowotwory złośliwe polecono leczyć lekami! W dodatku bardzo silnymi i dającymi skutki uboczne! Ale my mamy lepsze lekarstwo! Jakie? Podobno coraz więcej ludzi na świecie choruje na nowotwory. Wzrastają alarmujące statystyki ilości zachorowań, osób leczonych chemioterapią, chodzących do onkologa... Czemu mało kto zauważa, że dzieje się to równolegle z laicyzacją, odchodzeniem od Boga i Jego przykazań? Tym, którzy rozpatrują dziś temat, jak pozbyć się nowotworów i skąd brać siły do walki o sens każdego dnia; tym, którzy zastanawiają się nad przyczynami swojej choroby, katolicy dają jednoznaczną odpowiedź: Bóg i tylko On daje nam sens życia".

Jeśli ktoś z Państwa do tego punktu doczytał bezstresowo, gratuluję silnych nerwów. Bo tego nie da się czytać bez nerwów. Słusznie zresztą. Głupie teorie wprowadzają nie tylko w osłupienie, ale denerwują. Po prostu dlatego, że szkodzą. Wyobraźmy sobie bowiem, że powyższy tekst ukazał się na serio w portalu uważanym za katolicki. Wyobraźmy sobie, że przeczyta ten tekst osoba cierpiąca na chorobę nowotworową. Przeczyta bezkrytycznie, poczuje się "złym katolikiem", który zamiast ufać Bogu - leczy się medykamentami. I w efekcie - odstawi leki. Efekt, niestety, będzie tragiczny.

Wiara w Boga nie wyklucza przecież wykorzystywania w leczeniu medycyny. Przeciwnie. W słowach: "czyńcie sobie ziemię poddaną" to Pan Bóg nakazał człowiekowi taką organizację życia wokół siebie, żeby człowiekowi było lepiej. To Bóg dał człowiekowi rozum, by (choć słaby i niezbyt rozgarnięty) rozwijał się, kształcił, działał. Więc jeśli ktoś choruje na nowotwór, po prostu modli się o... dobrego lekarza. O dobrą diagnozę, o siły w czasie leczenia. Oczywiście chory i jego rodzina modlą się i o uzdrowienie. Słusznie, bo Bóg uzdrawia, kogo chce i kiedy chce. Ale te dwie mądre czynności: leczenie i modlitwa przebiegają dwutorowo.

Do czego zmierzam? Przeczytałam właśnie tekst na portalu fronda.pl na temat depresji i jej leczenia. A w zasadzie braku leczenia. Autorka pisze: "W dzisiejszym dodatku do "Gazety Wyborczej" "Twoje zdrowie" znalazł się tekst o depresji. Jako lekarstwo na depresję proponuje się leki antydepresyjne. A my mamy lepsze lekarstwo! Jakie? Podobno coraz więcej ludzi na świecie nie widzi sensu swojego życia. Wzrastają alarmujące statystyki ilości samobójstw, osób leczonych psychiatrycznie, chodzących do psychologa z powodu depresji. Czemu mało kto zauważa, że dzieje się to równolegle wraz z laicyzacją, odchodzeniem od Boga i Jego przykazań?"

Następnie autorka jako lekarstwo na depresję poleca "wypełnienie się Bogiem". Pisze również: "Jeżeli zaś poświęcę się Bogu i będę spoglądać ku Niemu, widzieć sens w Bogu, moja depresja zniknie i będę żył przepełniony radością!".

Właściwie takiego steku "złotych myśli" nie powinno się nawet komentować. Niemniej zrobię to z trzech powodów. Po pierwsze - powyższe słowa mogą zrobić ogromną krzywdę ludziom, którzy cierpią na ciężką chorobę o nazwie depresja. Jeśli choć jedna z nich po przeczytaniu tego tekstu odstawi leki skutki mogą być straszliwe. Po drugie - ponieważ część odbiorców utożsamia portal fronda.pl z katolicyzmem, pragnę wyjaśnić że poglądy pani autorki wynikają li tylko z jej światopoglądu. Nie mają wiele wspólnego z katolicyzmem.

Katolicyzm akurat jest głęboko osadzony na wartościach takich jak fides et ratio. Wiara i rozum. I nie tylko nie wyklucza korzystania z leków, ale wręcz nakazuje przyjmowanie ich, gdy są potrzebne (proste przykazanie "Nie zabijaj" - czyli dbaj o swoje zdrowie!). Co robi egzorcysta, do którego przychodzi osoba potencjalnie opętana? Najpierw odsyła do psychiatry. Najczęściej podawane leki czy terapia działają i pomagają. Tylko w części przypadków - po konsultacji lekarskiej - osoba (naprawdę dręczona przez złe duchy) wraca do księdza.

Po trzecie w końcu - od znajomego księdza psychologa i siostry zakonnej psychoterapeutki wiem, że niektórzy katolicy cierpiący na depresję trafiają do lekarza bardzo późno, gdy choroba jest już mocno posunięta. I dlatego trudniej ją wyleczyć. Dlaczego wcześniej nie szukali pomocy? Permanentnie silne stany lękowe, brak sił do życia (fizycznych i psychicznych), zaburzenia snu czy apetytu składali na karb... słabej wiary. Kiepskiego życia duchowego. I zamiast iść do lekarza, próbowali się modlić. Podobnie mogłoby być z chorym na nowotwór...

Psycholodzy, o których piszę, często muszą używać właśnie podobnych argumentów w stosunku do pacjenta: "A czy nowotwór też leczyłby pan/pani  odnowieniem wiary? Miałby pan/pani siłę? Najpierw proszę leczyć depresję. A potem wrócą siły na odnawianie relacji z Bogiem i ludźmi".

I na koniec jeszcze raz: depresja to ciężka choroba. Może dotknąć każdego z nas. Czasem leczy się ją psychoterapią, innym razem potrzebne są leki. Ludzie, którzy nie przeszli tej choroby, mają za co Bogu dziękować. Ludzie, którzy przeszli - dziękują Bogu za wyleczenie (zaleczenie). Ludzie, którzy nie rozumieją istoty sprawy - niech się modlą. I o zdrowie, by ta choroba ich nie dosięgła, i o rozsądek. By swoimi imaginacjami nikogo nie skrzywdzić.

 

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • kasia25
    12.08.2015 10:06
    ja tam nie mam wątpliwości że różne Terliki leczyłyby raka modlitwą
  • Joanna
    08.10.2015 13:10
    Każdą chorobę można pokonać za sprawą modlitwy...zależy to przede wszystkim od naszej wiary...zgodzę się jednak z panią dr. że odrzucanie lekarstw w przypadku kiedy choruje się na nowotwór jest nieodpowiedzialne zwłaszcza jeśli nasza wiara jest słaba...
    Myślę że pasuje tu pewna przypowieść usłyszana na kazaniu... Pewien człowiek był bardzo mocnej wiary... jego dom zalała kiedyś wielka powódź on zamiast uciekać upadł na kolana i zaczął się modlić. Gdy woda sięgała 1 piętra podpłynęła łódź i obecny na niej człowiek zaproponował żeby ów wierzący z nim odpłynął bo zbliża się wielka fala... Wierzący odmówił jednak powiedział że Bóg go uratuje i modlił się dalej... kiedy woda sięgała 2 piętra sytuacja się powtórzyła, on jednak odmówił skorzystania z pomocy i modlił się nadal gorliwie...kiedy woda sięgała już dachu facet siedział na kominie i nadal się modlił. Podpłynęła 3 łódź która mogła go zabrać on jednak powiedział że Bóg go uratuje i odprawił łódź... w efekcie się utopił... jak stanął przed Bogiem miał pretensje czemu go nie ratował...na to Bóg...byłem po ciebie aż 3 razy...a ty odmówiłeś... Dlatego uważam że lekarstwa czasem są trochę jak te łodzie... ale nie w przypadku depresji... Moja mama ma depresje... pakuje w siebie lekarstwa już ponad 10lat...nic nie pomaga, jest gorzej... jej wiara pozostawia wiele do życzenia... obserwując ją jestem pewna że to nie choroba głowy tylko duszy... a tego nie da się leczyć tabletkami...wręcz przeciwnie pamiętam takie stany kiedy mama była po nich jak pijana albo naćpana...spała całymi dniami i zupełnie nie kontaktowała trudno więc w takim stanie budować relacje z Bogiem...(jestem pewna że ten stan zawdzięczaliśmy lekarstwom bo po ich odstawieniu mama była zupełnie normalna) tutaj znalazłam potwierdzenie moich podejrzeń http://adonai.pl/swiadectwa/?id=63 DEPRESJA TO CHOROBA DUCHA. Pamiętam jak pewien egzorcysta powiedział że na egzorcyźmie szatan mu wykrzyczał że za pomocą depresji zniszczy ludzkość... KTOŚ WIERZY W TAKIE RZECZY A KTOŚ NIE... JA WIERZE
  • Gość
    04.03.2017 00:23
    U mnie stwierdzono depresję i zaburzenia osobowości. Jestem głęboko wierzącym katolikiem. Nie biorę przepisanych leków. Nie wierzę w medycynę. Skoro Bóg zesłał na mnie cierpienie to chyba w jakimś celu. Jeśli mam umrzeć to umrę, skoro Pan chce mnie powołać do siebie to mnie powoła. Nie będę na siłę trzymał się tego świata! Apostoł Paweł, św. Franciszek, ojciec Pio, Jan Paweł II, św. Rita, Marta Robin i wiele innych świętych brało cierpienia od Pana i nie łykało pigułek. To jednak tylko moje zdanie i proszę się nim nie sugerować - każdy czyni według swojego uznania, swojej woli i swojego sumienia. Pozdrawiam, z Panem Bogiem.
  • Gość
    10.04.2017 20:40
    ja mam derealizacje depersonalizacje, zanik emocji i całkowicie straciłam wiarę w Boga. Gdy jest się taką pusta skorupą to widzi się że człowiek to nic innego jak doskonała maszyna, nie mam złudzeń w żadnym z nas nie ma dusz, jeśli ktoś jest wierzący to proszę o modlitwę bo ja sama na pewno długo się do niego nie zwrócę.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11