Idzie Niebo ciemną nocą

Frossard mawiał: „Wiara to 24 godziny na dobę niepewności minus 1 minuta nadziei”. Ci, którzy rzucają światło Ewangelii, zazwyczaj stoją w mroku. Po drugiej stronie reflektora. Szukają pociechy, a słyszą: „Błogosławiony, kto we Mnie nie zwątpi”.

Reklama

Pierwsze spotkanie było zabawne. Na letniej oazie ksiądz opowiadał przejmująco o doświadczeniu nocy w życiu chrześcijan. Zauważył, że moi kumple nie uważali, więc przerwał opowieść: „Jesteście w stanie powiedzieć, o czym teraz mówiłem?”. Kumpel z absolutną szczerością odparował: „O nocnych doświadczeniach chrześcijan”. Jego słowom towarzyszył ryk śmiechu. Teoretyczna lekcja o nocy wiary została odrobiona bezboleśnie. Potem mnie dopadła. Niejeden raz. I naprawdę nie było mi do śmiechu. Było anielsko, ale niezbyt sielsko. Czytania adwentowe o narodzie kroczącym w ciemnościach, o Bogu przychodzącym w mroku okazały się proroctwem.

Alleluja i do tyłu

Niezwykle często piszę o charyzmatach, o spektakularnym wylaniu łaski, przejawie mocy. To znak czasu. Opowieść o tym, co mówi dziś Duch do Kościoła.

„Mamy wiele szczęścia, że żyjemy w takich czasach jak teraz – nie ma wątpliwości o. Joseph-Marie Verlinde/. – Pan podwaja dzisiaj swą łaskę. Dlaczego? Bo świat się od Niego oddala…”. Mamy dziś do czynienia z Kościołem, który się zapada, i jednocześnie z Kościołem, który się odradza. Zapada się wiele starych struktur, które nie wytrzymują nowego tchnienia Ducha. W odradzającym się Kościele są ludzie, którzy oddają Jezusowi swe życie.

Sporo pisałem o charyzmatach, uzdrowieniach. Tyle że one… nie są językiem Pana Boga! Są zazwyczaj rodzajem wabika, który przyciąga do wspólnot ludzi omijających kościoły szerokim łukiem. Adwent przypomina o najważniejszej rzeczywistości: wiara jest pójściem w ciemno. Bez fajerwerków. Bez zabezpieczeń. Z GPS-em słowa Bożego, które jak na złość, zamiast wybrać najkrótszą drogę, nakazuje nam jazdę przez jałową, bezkresną pustynię.

Ewangelizatorzy i osoby posługujące na Mszach z modlitwą o uzdrowienie stoją w cieniu, „po drugiej stronie reflektora”. Ich posłudze towarzyszą często zawirowania, ciemność. Może dzięki temu nie drukują sobie wizytówek: „Uzdrawianie i uwalnianie od 17 do 19”.

– Dostajemy często lekcje pokory. Między innymi podczas posługi przy modlitwach o uwolnienie – opowiada Aleksander Bańka (animujący Tyskie Wieczory Uwielbienia). – Osoby ze wspólnoty na co dzień idą przez życie w obłoku niewiedzy, w ciemności wiary. Wędrują, jak Pan Bóg przykazał, w cichej, ciemnej, miłosnej wierze. I na to trzeba się zgodzić.

– Powiedzenie do mikrofonu słów poznania, że Bóg uzdrawia tę czy tę osobę, to jest śmierć wewnętrzna – dopowiada o. Remigiusz Recław, jezuita z Łodzi. – Mogę się przecież pomylić. Nie dostaję od Jezusa maila z listą osób, które zamierza dotknąć. To jest rodzaj śmierci.

– Kiedyś dostałam od Boga zapewnienie – wspomina Aleksandra Scelina z Chorzowa. – Mam wejść na spienione morze, szalejące fale. Zaryzykowałam. Dopiero w chwili gdy uczyniłam pierwszy krok, spod mojej stopy wynurzyła się solidna skała. Kolejny krok – to samo. Ruszyłam w ciemno.

Charyzmatyczny założyciel „Mężczyzn św. Józefa”, Amerykanin Donald Turbitt, widział niejedno. A jednak zapytany o to, czy przeżywa mroczny stan, gdy modli się i czuje, że mówi do ściany, a głos trafia w próżnię, odpowiada: „Każdego dnia. To moja codzienność”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    31 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10