Chłopaki spod Solarisa

Taka grupa, że - na oko - lepiej do nich nie podchodź. Ale w piątkowy wieczór, łysi, ostrzyżeni na zapałkę, z irokezami lub bez, gadali o teologii trynitarnej, eklezjologii i egzystencji ludzkiej. Choć trochę inaczej to nazywali.

Reklama

Duszpasterze – tym razem ks. Tomasz Jałowy, ks. Bogusław Król i s. Maria Treffon SSpS – jak od roku co piątek wyruszyli na ulice Opola na „spacerek duszpasterski” (patrz rozmowa obok) po to, żeby spotkać się z młodzieżą na jej terenie. Zaproszony, poszedłem z nimi.

Nie priorytetuję Kościoła w ogóle

Dziesiątka różańca w kaplicy sióstr misyjnych służebnic Ducha Świętego, które mają swój klasztorek przy katedrze – i w drogę. Wieczór piękny, ciepły. Dość dużo młodych na ulicach, w pubach, w sklepach. Księża w sutannach, siostra w habicie. Pierwsze spotkanie z kulturalną, zadbaną młodzieżą – pierwszoroczni studenci, uczniowie szkół średnich. Zagajenie, kto jest kto, wspólni znajomi etc. Ktoś był na Lednicy, inny – ministrantem, dziewczyna rozpoznaje księdza Bogusława, który był katechetą w Prudniku.

Młodzi dostają list z opowiadaniem mającym sprowokować do przemyśleń oraz kontaktami do duszpasterzy z centrum duszpasterstwa młodych. Do widzenia. Kilkanaście metrów dalej na trzech ławkach na skwerku koło galerii „Solaris” większa grupa, nieco starsi. Bez większego ryzyka można założyć, że nie jest to grupa modlitewna. Księża i siostra przedstawiają się, tłumaczą, po co wychodzą w piątkowe wieczory na miasto. – My tu jesteśmy z Opola, a część z dzielnicy – przedstawia grupę Rafał, drobny chłopak o sympatycznej twarzy i ogolonej głowie. Jeszcze parę zdań zapoznawczych i Rafał wyznaje nieco podniesionym głosem: – Ja jestem osobą niewierzącą w ogóle. Jestem ochrzczony, ale po pierwszej Komunii świętej nie chodzę, nie priorytetuję Kościoła w ogóle – mówi. Kolega z naprzeciwka stanowczo wyznaje: – A ja w Boga wierzę, wierzę w Boga normalnie. Gość obok mnie też składa deklarację: – Ja tak samo, wierzę w Boga. Ale w Kościół nie. W ten sposób zostały ustalone stanowiska wstępne.

Ja nie rozumiem ludzi, którzy mogą wierzyć w to

Tłumek dzieli się na mniej więcej trzy grupy rozmawiające wokół księży i siostry. – Powiem: pan, a nie powiem: ksiądz, sorry, no ale. Wiem, że są normalni księża, znam kilku dobrych, ale dlaczego tak się zaczęło dziać, że oni molestują dzieci? – pyta Michał. Ale pyta nie jakoś agresywnie, z kulturą można by nawet powiedzieć. Drugi wątek krytyczny. – Dlatego nie chodzę, bo co, k…, zostanę kapłanem, żeby mi rzucali na tacę? I będę palił marlboro, a nie robione papierosy jak teraz? – dorzuca kolega w szarym dresie. Rafał sięga głębiej. – Ta wizja do mnie nie przemawia, bo jest nielogiczna. Jak Maria, dziewica, mogła urodzić dziecko?! Gdzie tu jest logika? Siedem grzechów głównych znałem, dziesięć przykazań Bożych znałem, ale z biegiem czasu odwidziała mi się wiara. Ja nie rozumiem ludzi, którzy mogą wierzyć w to – mówi. Siostra Marysia odpowiada osobiście: – Ale ja mam doświadczenie Pana Boga, który jest żywy, którego dotykam. Ja Go czuję, nie tylko o Nim myślę. Mam namacalne dowody Jego obecności w życiu – mówi. Rafał kontynuuje. – Jaka w tym logika: Przecież Bóg w trzech osobach stanowi jedność? To kto Boga wskrzesił, skoro Bóg umarł? – pyta. Siostra tłumaczy, że trzy Osoby Boskie są odrębne. Rafał zdziwiłby się raczej, że zadaje pytania, z których w pierwszych wiekach chrześcijaństwa wyrosła herezja patrypasjanizmu (Ojciec cierpiał i umarł razem z Jezusem). – Nie uwierzę dopóki nie zobaczę. A ty wierzysz? – pyta mnie.

O ty, synu marnotrawny

Mija godzina, dochodzi 22.00 i rozmowy nie chcą się skończyć. Zaczynają się bardziej osobiste tony. Najpierw mówili „pani”, teraz „siostra”, zaczynali od „pan”, przez „ksiądz”, a teraz już „Tomek”. Ktoś opowiada o swoim alkoholizmie. – Kradnę na alkohol i żyję na koszt matki. Nie umiem sobie z tym poradzić, próbowałem, ale nic nie wyszło. Źle mi z tym, ale na razie wyjścia nie widzę – mówi. – Mój ojciec mówił, że wierzy, ale nie praktykował w ogóle, tylko mi kazał odmawiać paciorek. Rodzice zaprzestali wiary, więc ja też – tłumaczy inny. Od czasu do czasu słychać brzęk butelek lądujących w koszu. Rafał przyznaje, że sprawy religii go nurtują, ale nie ma z kim porozmawiać, bo z kolegami to raczej nie. – Podoba mi się, że nie wciskacie swojej wiary jak jehowici, tylko z nami normalnie rozmawiacie – dodaje. Brzęk butelki. – O ty, synu marnotrawny – słyszę komentarz.

Za dwa dni niedziela

– Dobra, w niedzielę zbieramy się do kościoła – krzyczy któryś z chłopaków spod „Solarisa” na pożegnanie. – Czy przyjdą, to inna sprawa – zauważa przytomnie ks. Tomasz Jałowy.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 1 2 3