Cudowna moc bukietów

O bukietach przygotowywanych dla Matki Boskiej na uroczystość Wniebowzięcia z Lilianą Sonik, prezesem Instytutu Dziedzictwa


Reklama

Piotr Legutko: Skąd u Pani taki sentyment do Matki Boskiej Zielnej?


Liliana Sonik: To najpiękniejsze święto polskiego lata. W domu robiliśmy bukiety z ziół i polnych kwiatów. Nasz parafialny kościółek w Podstolicach jest położony na szlaku architektury drewnianej. Stare drewno w sierpniowe dni nabierało niepowtarzalnego zapachu ziół, którego nie sposób zapomnieć.


To już tylko wspomnienie?


Oczywiście, że nie tylko. Chociaż obyczaj robienia bukietów wyraźnie nam jakoś tak… więdnie. Jest ich coraz mniej, są jakieś przypadkowe, rachityczne. Tymczasem na znanym obrazie Pruszkowskiego „Procesja zielna” widzimy cały przepych kwietnych naręczy. Parę lat temu mąż, patrząc na ten obraz, powiedział mi: „Musisz coś zrobić, żeby ten obyczaj nie zaginął”.


I co Pani zrobiła?


Dewiza naszego stowarzyszenia brzmi „wspierać rozwój, chronić dziedzictwo”. Nie mamy etatów, ale mamy pasję. Jestem pewna, że zwyczaj tworzenia zielnych bukietów ma ogromny potencjał prorozwojowy. Dlatego od czterech lat organizujemy w Krakowie konkurs na najpiękniejszy bukiet. Zachęcamy proboszczów małopolskich parafii, by robili to samo. Ale w nasze ślady idą też Kaszuby i Kościerzyna, gdzie podobny konkurs jest organizowany. Ksiądz prałat Pałasz z Podstolic wspominał, że gdy dawno temu przyszedł do tej parafii, już po paru latach był w stanie po bukiecie rozpoznać, z jakiej wsi on pochodzi.


Po kwiatach czy sposobie ich układania?


Obie rzeczy były ważne. Każda wieś miała swój przepis na bukiet, którego sekret przechodził z matki na córkę. Ale było to też związane z charakterystyczną dla danej okolicy roślinnością. Teraz, niestety, ten porządek został zaburzony, wiele kwiatów już nie występuje, zioła zanikają. Coraz trudniej więc zachować tradycyjny skład bukietu. Zwłaszcza że wiedza, gdzie rosną „pantofelki Najświętszej Panienki”, staje się coraz mniej powszechna.


Przyznaję się: ja w ogóle nie wiem, o jakiej roślinie Pani mówi.


Może pan wie, tylko nie kojarzy nazwy, bo te rośliny mają potrójne nazewnictwo: łacińskie – czyli gatunkowe, polskie – czyli oficjalne i wreszcie to ludowe, silnie związane z wiarą. A nazwy ziół leczniczych kwitnących w sierpniu często nawiązują wprost do uroczystości Wniebowzięcia. Na przykład dziurawiec to „dzwonki Panny Marii”, a „włosy Maryi” to popularny targanek.


Skąd można czerpać wiedzę, jak robić takie cudowne bukiety?


To święto jest przepięknie utrwalone w ikonografii, na obrazach i witrażach, zwłaszcza z końca XIX wieku. Jest też mnóstwo poematów i wierszy nawiązujących do Matki Boskiej Zielnej. Ale gdy wejdzie się w problem głębiej, szuka świadectw bardziej naukowych u etnografów, napotykamy pewne problemy. Bo np. u Seweryna Udzieli czytamy, że prawdziwy krakowski bukiet powinien zawierać około stu ziół. A Zygmunt Gloger, żyjący w tym samym mniej więcej czasie, bo trochę ponad sto lat temu, utrzymuje, że wystarczy 12, ważne, by były leszczyna i żabie skrzeki. Najgorsze, że nikt mi nie jest w stanie powiedzieć, co to są te skrzeki. Mam pewne podejrzenia, lecz brak mi pewności.


Może ktoś z czytelników pomoże rozstrzygnąć ten palący problem.


Będę wdzięczna. Natomiast nie podlega dyskusji fakt, że osią wszystkich bukietów w Małopolsce, wokół której komponuje się bukiety, jest jabłko nabite na patyk. Jak piękne – można zobaczyć na naszej stronie, gdzie zresztą zamieściliśmy szczegółowe „przepisy” na tradycyjny bukiet zielny: www.cudownamocbukietow.pl.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    31 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10