Koniec sielanki

Znajoma siostra napisała mi maila. Poczuła natchnienie, by przekazać mi słowa, które kiedyś Jezus wypowiedział do ojca Pio: „Porzuciłbyś mnie, mój synu, gdybym cię nie ukrzyżował".

Kurcze, lato w pełni, wróciłem właśnie z urlopu (było sielsko, ale niezbyt anielsko), a tu taki strzał. Nie da się inaczej? Łagodniej, milej? Pośrodku wakacji słowa o ukrzyżowanym życiorysie, pokrzyżowanych planach? Im bardziej chciałem odrzucić to krótkie zdanie, tym częściej wracało. Jak bumerang. Rezonowało we mnie, nie dawało spokoju. Dlaczego? Bo to święta prawda.

Nie czuję się w najmniejszym stopniu ukrzyżowany jak Stygmatyk z Pietrelciny. Wiem jednak, że najczęściej to właśnie moje rany, szczeliny, pęknięcia, koszmarne cechy charakteru, wszystkie te moje lokalne mikroukrzyżowania są kanałami łaski.

Jestem pewien: gdyby mnie nie ukrzyżował, skupiłbym się na przyjemnościach (znam siebie!) i zostawiłbym Go w spokoju. Pewnie powątpiewałbym o Nim jak mieszkańcy Jego rodzonego miasta w dzisiejszej ewangelii:  „Skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli?”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • bogna
    03.08.2013 09:37
    Gdyby Bóg nie przybił mnie do krzyża samotnością uwiłabym sobie "nie-szczęście" bez Niego tak, jak Ewa w raju. Ból samotności i niespełnienia przyprowadził mnie z powrotem i zatrzymał. I teraz zmartwychwstaję. Pan obdarza mnie radością i weselem tak, jak obiecał ale teraz to tylko On jest moim szczęściem, moim poczuciem bezpieczeństwa, moim planem na przyszłość...buduję związek ale tak naprawdę to idę za Jezusem,wszystko robię dla Niego, Jego wybieram, człowiek przestał być bogiem cierpienie było tylko umieraniem fałszywego ja i prób poradzenia sobie bez Boga, uwicia szczęścia poza ogrodem Eden czyli było wyzwalaniem z nieszczęścia, umieraniem super ego, po to, żeby Bóg mógł działać, realizować Swój plan we mnie, stwarzać mnie na swój obraz a nie na fałszywy obraz który zakodowałam sobie do głowy.

    Prawdziwe słowa. Chwała Panu.
  • Adamah
    03.08.2013 21:37
    Panie Marcinie,

    Ciężko znaleźć język właściwy, by oddać chwałę Panu. Pańskie proste, krótkie świadectwa, są dla mnie jak drogowskazy, które znaczą otaczającą mnie mgłę.

    Duch przemawia, dociera ścieżkami zaskakującymi dla umysłu. Ten wije się w zmieszaniu, niegotów na przyjęcie słowa, którego Źródła nie pojmuje, a jedynie przeczuwa. Gdy umysł uwierzył, że sam sobie i okrętem i sterem, choć nijak nie może znaleźć drogi wyjścia z mrocznych mórz, takie olśnienia budzą strach. Bo żyjąc pośród nocy zapomniał już jak wygląda dzień.

    Gdzieś tam, pośród mroku, głuchym dudnieniem, niczym łuną światła odległej latarni, pulsują słowa, które kiedyś otrzymałem: "Oto wyryłem Cię na obu mych dłoniach". Teraz, po raz pierwszy od lat, przywołuję je, a serce przeszywa ból. Umysł, otępiały, nie panuje nad dłońmi.

    Nie wiem, nie chcę wiedzieć...
    Chcę wiedzieć, serce chce wiedzieć...
    Patrzeć, by widzieć, by dostrzec. Drogę. Tak. Decyzję. Podjąć, by żyć.
    Umysł zbyt długo sterował i błądził. Ale nie przeklinam go. Robił co mógł. Tworzył i sprawdzał. Twierdził i podejmował decyzje. Nie zmarnował się. Teraz musi jedynie uwierzyć, by odpocząć...

    Nie patrzę za siebie. Wsłuchuję się w głos. Lawinę poruszeń uruchomioną jednym kamykiem. Świadectwem, którym Duch Pana natchnął, by je dać. Nie chcę tego, Panie, zmarnować.

    Amen.
  • GienekNYC
    06.08.2013 14:41
    Pieknie Pan to napisal, Panie Marcinie. A ja rozwinalem sobie w myslach tytul Pana artykulu: "Koniec sielanki - poczatek prawdziwej drogi".
  • K.
    06.08.2013 23:55
    znam to.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9